publikacja 12.02.2015 00:15
Takie pytanie ciśnie się na usta na wieść o terrorystach islamskich mordujących z okrzykiem „Bóg jest wielki”. Mówienie, że chrześcijan, żydów i muzułmanów łączy wiara w jednego Boga, raczej zaciemnia sprawę, niż wyjaśnia.
Stephane Lemouton /ABACAPRESS.COM/east news
Paryż. Muzułmanie modlą się przed starym barakiem zamienionym na meczet
Zamach na „Charlie Hebdo” postawił na ostrzu noża temat relacji między muzułmanami a Zachodem. Polityczna poprawność zabrania pytać o religijną motywację terrorystów islamskich. Padają pospieszne zapewnienia, że islam jest religią pokoju, a dżihadyści to zbrodniarze, którzy nie mają nic wspólnego z religią Mahometa. Dlaczego wściekłość wywołaną szyderstwami paryskiego szmatławca „zwykli” muzułmanie skierowali w stronę chrześcijan wyszydzanych przez to pismo równie często, jeśli nie częściej (na przykład w Nigrze, czytaj s.58) ? Wystarczy otworzyć Koran, żeby znaleźć odpowiedź, a przynajmniej znaczną część odpowiedzi. Niechęć (najdelikatniej rzecz ujmując) wobec żydów i chrześcijan jest częścią przesłania świętej księgi muzułmanów. Islam w swoim religijnym rdzeniu jest protestem przeciw Chrystusowi, protestem przeciw obrazowi Boga, który przyniosła Ewangelia. Bóg, którego głosi chrześcijaństwo, i Bóg, którego głosi islam – to dwie odmienne wizje. Nie twierdzę wcale, że te różnice muszą prowadzić do wzajemnej wrogości. Ale mówienie, że przemoc muzułmanów wobec chrześcijan nie ma nic wspólnego z ich wiarą, jest zakłamywaniem rzeczywistości. Uczciwy dialog międzyreligijny, jeśli ma prowadzić do pokoju, musi być budowany na prawdzie. Inaczej staje się karykaturą dialogu, i zamiast łagodzić konflikty, może je podsycać. Założenie, że wszystkie religie są tak samo szlachetne, mądre, sprawiedliwe i przyczyniają się w takim samym stopniu do rozwoju człowieka, jest absurdem. To nie jest tak, że różne religijne drogi prowadzą do tego samego celu. Tak bywa, ale o wiele częściej różne drogi prowadzą do różnych celów, czasem do krańcowo odmiennych. Idee mają swoje konsekwencje. Przekonania religijne także. Dodajmy – ateistyczne również (wystarczy pomyśleć o faszyzmie i komunizmie).
Obraz Boga przesądza w znacznej mierze o charakterze samej religii. A tu pojawiają się zasadnicze różnice. W Starym Testamencie Bóg zawiera przymierze z Noem, Abrahamem, Mojżeszem. Jest przez Izraelitów odkrywany jako wszechmocny Stwórca, ale zarazem Ktoś bliski, do kogo można się zwracać bezpośrednio, kto wybawia z niewoli, opiekuje się, troszczy o swój lud. Wiele mówiąca scena: Abraham, który wręcz wykłóca się z Bogiem o liczbę sprawiedliwych w Sodomie i Gomorze. Ten rodzaj bliskości i bezpośredniości jest nie do pomyślenia w islamie. Koran pokazuje Boga, który choć nazywany miłosiernym i litościwym, pozostaje Kimś odległym, dalekim, wzniosłym, oddzielonym od ludzi. Takiemu Bogu człowiek musi się bezwzględnie podporządkować. Słowo „islam” oznacza posłuszeństwo (Bogu), a „muslim”, czyli muzułmanin – tego, kto jest posłuszny. Alain Besançon, francuski historyk, zauważa, że „choć muzułmanie uwielbiają wyliczać 99 imion Boga, brakuje na tej liście imienia zasadniczego dla żydowskiej, a jeszcze bardziej dla chrześcijańskiej koncepcji Boga: imienia »Ojciec«, tj. imienia Osoby zdolnej do nawiązywania relacji wzajemnej miłości z ludźmi. Bóg Koranu żąda podporządkowania. Nazywanie Go »ojcem« byłoby czymś bluźnierczym”. Centrum Ewangelii jest Jezus Chrystus, w którym wyznajemy prawdziwego człowieka i prawdziwego Boga. On, jak wierzymy, pokazał prawdziwe oblicze jednego Boga, ale w Trzech Osobach. To Bóg, który jest miłością Ojca, Syna i Ducha Świętego, oraz Bóg kochający ludzi. To z takiego (relacyjnego) obrazu Boga wywodzi się obraz Kościoła – wspólnoty tworzącej jedność mimo różnic. Bóg objawiony przez Chrystusa to Bóg-z-nami (Emmanuel). Jak kapitalnie zauważył Hans Urs von Balthasar to „z” stanowi część Jego własnego bytu i życia. Dlatego jest Ojciec z Synem i z Duchem Świętym. W islamie to „z” jest nie do pomyślenia. Akcent pada tam na absolutną jedyność Boga. Dlatego tak trudno w społeczności islamskiej o jakikolwiek pluralizm, o uznanie dla różnic, które nie burzą jedności.
Nie ma w nim miejsca dla krzyża i zmartwychwstania, chociaż wspomniany jest Jezus, ale jedynie jako prorok przygotowujący na przyjście ostatecznego proroka Mahometa. Wspomniana jest Maryja, Jego dziewicza Matka. Ale tylko tyle. Nie ma całego dramatu Odkupienia. Dlatego nie tylko teologia, ale także i antropologia islamu tak bardzo różni się od antropologii chrześcijańskiej”. To prawda, że w Koranie są nawiązania do postaci ze Starego i Nowego Testamentu. Ale wszyscy biblijni bohaterowie są w nim pokazani jako prorocy islamu. Powtarza się jak refren zarzut pod adresem żydów i chrześcijan, że zniekształcili przesłanie Boże. Dopiero Mahomet dokonał właściwej interpretacji, islam zastępuje fałszywki, jakimi są religie żydowska i chrześcijańska. Abraham, zwany w Koranie Ibrahimem, jest pierwszym prawdziwym wyznawcą Boga, czyli muzułmaninem. Jezus, czyli Issa, jest uznany za proroka, dokonuje cudów i zapowiada przyjście Mahometa. Jezus Koranu nie jest Jezusem Ewangelii. Chrześcijanie zafałszowali Jego obraz, nauczając o Trójcy Świętej. Jezus nie umarł na krzyżu i nie zmartwychwstał, nie jest Synem Bożym, ale śmiertelnikiem. Owszem, jest prorokiem Allaha. Ludami księgi są w Koranie nazwani chrześcijanie oraz żydzi. Chodzi o Torę i Ewangelię. Koran wciąż powtarza, że ostateczne objawienie dane Mahometowi naprawia błędy żydów i chrześcijan. Koran nakazuje traktować ich łagodniej niż innych „niewiernych”, ale powtarza, że spotka ich kara za niewierność. Sura 5,51 mówi wprost: „Nie bierzcie sobie za przyjaciół żydów i chrześcijan”. Chrześcijaństwo nie określa siebie jako religii księgi. Jak przypomniał Benedykt XVI w adhortacji „Verbum Domini”, chrześcijaństwo jest religią słowa Bożego, a nie religią księgi. To nie jest tylko niuans językowy. Islam wierzy, że Koran jest księgą przekazaną Mahometowi wprost od Boga. Chrześcijanie traktują Biblię jako dzieło Boga, ale uznają także autorstwo człowieka, który zostawia w niej ślad swojej osobowości. Nikt nie mówi, że Biblia spadła z nieba. Powstawała przez wiele wieków. To proces obejmujący trzy etapy: biblijne wydarzenie (słowo Boże działające w historii), przekaz ustny i fazę spisania.
Takie myślenie islam zasadniczo odrzuca. Wyjątkiem byli tzw. mutazylici, którzy od VIII do X wieku próbowali racjonalnej interpretacji Koranu, ale zostali potępieni. Skoro Bóg jest jedynie wolą, człowiek może mu tylko się poddać. Nie ma tu miejsca na dyskutowanie, argumentowanie, spieranie się z Najwyższym. Można tylko wypełniać Jego wolę, nawet gdy wydaje się to nieracjonalne. To nie są mało ważne spekulacje teologiczne. To właśnie tutaj tkwią najgłębsze źródła podatności islamu na stosowanie przemocy, to są korzenie wojującego dżihadyzmu. Za wyraz woli Boga można uznać np. zalecenia imamów wzywających do zabijania niewiernych w imię świętej wojny. O wiele ostrzejsza krytyka dotyczyła zachodniego sekularyzmu. Benedykt XVI zwrócił uwagę, że Zachód cechuje dziś równie skrajny woluntaryzm, czyli odrzucenie istnienia rozumnego porządku rzeczy i uznanie, że jedynym absolutem jest wola pojedynczego człowieka. Wojujący islam i wojujący sekularyzm w tym punkcie się spotykają. Kiedy po jednej stronie mamy cywilizację zbudowaną na woli Boga, z którą nie można dyskutować, a po drugiej cywilizację zbudowaną na (samo)woli człowieka, ich zderzenie wydaje się nieuniknione. Bez rozumu (logos) dialog (dia-logos) jest niemożliwy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł