publikacja 12.02.2015 00:15
Alkoholik i awanturnik, który na równię pochyłą wszedł, mając zaledwie 12 lat. Dzisiaj kandydat na ołtarze i szczególny patron walczących z nałogiem. Matt Talbot pokazuje, że Eucharystia i modlitwa naprawdę ratują człowieka.
Terry Nelson
Cudownie uleczony z alkoholizmu sługa Boży Irlandczyk Matt Talbot jest otaczany kultem nie tylko w swojej ojczyźnie. Jest bardzo popularny także w USA, gdzie dzięki modlitwie za jego wstawiennictwem zostało uzdrowione nienarodzone dziecko
To było jak uderzenie gromu z jasnego nieba. Ale bez jakichś specjalnych błyskawic i zewnętrznych nadzwyczajności. Raczej solidny wstrząs wewnętrzny. Zupełnie niespodziewany, bo sytuacja wydawała się typowa.
Codziennie rano, przed pracą, chodził na Mszę św. Po pracy wracał do kościoła. Lubił odmawiać Różaniec. Gdy zmieniono godziny Mszy św., wolał zrezygnować z pracy niż z porannej Eucharystii. Umocnienie znajdował w życiorysach świętych, zwłaszcza tych, którzy na drodze do nieba przeszli wielkie nawrócenie. Szczególną lekturą była dla niego Biblia, zwłaszcza Księga Psalmów. W rękaw płaszcza wpiął dwie szpilki, które układały się w znak krzyża. Przypominało mu to, że Jezus umarł za niego na krzyżu i że musi pamiętać o modlitwie. „O najsłodszy Jezu, zniszcz we mnie wszystko, co jest złem, niech to wszystko złe obumrze. Zniszcz we mnie wszystko, co jest występne i samowolne. Wyniszcz wszystko, co Ci się nie podoba we mnie, usuń wszystko, co jest moje własne. Daj mi prawdziwą pokorę, prawdziwą cierpliwość i prawdziwą miłość. Użycz mi doskonałego panowania nad moim językiem” – to jedna z jego modlitw odnalezionych po śmierci.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł