publikacja 05.03.2015 00:15
Dwa i pół tysiąca gimnazjalistów w jednym miejscu? Na wielkopostnych rekolekcjach? Czy to musi grozić śmiercią lub trwałym kalectwem?
ARCHIWUM ORGANIZATORÓW
2,5 tysiąca koszalińskich gimnazjalistów w wielkiej hali Gwardii przeżyło coś, co zapamiętają do końca życia
Zaczęło się od solidnej dawki uwielbienia. Niemal 2,5 tys. sceptycznych koszalińskich gimnazjalistów, którzy przyszli 23 lutego na 3-dniowe rekolekcje do wielkiej hali „Gwardii”, zapamięta ten czas do końca życia. Każdego dnia spędzali w hali sportowej aż 5 godzin.
Koszt takich rekolekcji? 30 tys., z czego ogromną część pokrywają sami organizatorzy ze Szkoły Nowej Ewangelizacji. Mają pieniądze przede wszystkim z dziesięciny, którą członkowie grupy oddają na potrzeby ewangelizacji. W sumie w rekolekcje zaangażowanych była prawie setka osób. To też ekipa techniczna obsługująca wielki telebim, mikrofony, akustyk, ludzie załatwiający krzesełka. Hasłem przewodnim tych dni pełnych filmów, świadectw, pantomimy, nauczania i szczerej modlitwy były słowa; „Zaufaj Panu, a On spełni pragnienia twojego serca”.
Rozpoczynając rekolekcje, animujemy kilkudziesięciominutową modlitwę uwielbienia. To dla nich zaskoczenie. Wchodzą, kiedy wielbimy Boga. Na rekolekcjach nie chcemy się bawić z dzieciakami, bo nie po to przyszli. Szkoda na to czasu. Wznosimy ręce, zaczynamy wielbić. Czują się zagubieni, wytrąceni z rytmu i… to jest dobre! Ogłaszamy miłość Boga, korzystamy z charyzmatów. Często patrzą na nas jak na ludzi nawiedzonych, wyjmują komórki, pukają się w głowę. Niektórzy siedzą na krzesłach rozwaleni, patrzą, co teraz się będzie działo. Totalny luz. Do niczego ich nie zmuszamy. Opowiadamy o dotyku Boga, wyjaśniamy wszystko po kolei. Byliśmy kiedyś na takiej hali, gdzie młodzież przyszła na zasadzie: „idziemy tutaj, bo w innej sytuacji będziemy mieli lekcje”. Zawsze składamy pismo do dyrektora szkoły, działamy według ustawy, więc młodzież wolała zobaczyć jakichś dziwaków, niż uczyć się fizyki i matmy. Ja głęboko wierzę w to, że jeżeli Duch Święty prowadzi rekolekcje, to naprawdę wie, co robi. Kiedyś w lokalnej prasie napisali, że „Duch Święty z polecenia biskupa zorganizował misje ewangelizacyjne, ale generalnie jest odwrotnie”.
Zorganizowanie tych rekolekcji zaczęło przerastać nasze możliwości. Musieliśmy zaczynać pół godziny później, bo księża w kościele upychali młodych. Stałem przy ołtarzu i kapłanom stojącym na zewnątrz rzucałem krótkie komunikaty: „Jeszcze trzydziestu!”. Pamiętam, że kiedyś przeraziłem się, bo zobaczyłem tłum ściśnięty jak sardynki w puszce (śmiech). Pomyśleliśmy: „Zaryzykujemy, zorganizujemy osobne rekolekcje dla gimnazjum”. Ludzie przestrzegali nas: studenci czy liceum to inny target. Z gimnazjalistami nie dacie rady! Tymczasem na pierwsze spotkanie przyjechało 500 gimnazjalistów, na kolejne już 900. Przyjechało z nimi ok. 20 księży. Z czasem w organizowanie takich wyjazdów zaangażowali się też katecheci. Brali młodzież i przyjeżdżali do nas na noce z piątku na sobotę. Jak się ucisza 900 nastolatków, którzy wchodzą do kościoła? Powiedziałem: „Panie Boże, działaj! Uznaję swoją absolutną bezradność”. I mieliśmy doświadczenie, że naprawdę działał.
Powoli wchodzą w śpiew wielbienia. Tu nie może być chałtury: oni są bardzo na to wyczuleni. Ale gdy zorganizujesz profesjonalny zespół, wejdą w tę formę modlitwy. Pamiętajmy, że to pokolenie, które nie śpiewa. W szkole słyszą, że to żenada. A jednak bardzo tęsknią za wspólnotowym przeżywaniem wiary, śpiewem, klaskaniem, uwielbieniem. Nasze czuwania rozpoczynają się o 19.00, kończą się po 23, więc gimnazjaliści wytrzymują w kościele przez 4 godziny (z krótką przerwą). Nie jest to Kościół żeńsko-katolicki. Przyjeżdża naprawdę sporo chłopaków. Ważne, by nie przestraszyć się młodych – podsumowuje ks. Witkowicz. – W czasie pierwszego, drugiego spotkania czują się nieswojo i nie wiedzą, po co przyjechali. Ale po trzecim idą już do spowiedzi. Trzeba dać im czas i stworzyć możliwość wyboru. Oni nie cierpią żadnej formy nacisku!
Byłem w ponad stu krajach. Nie spotkałem takiego, w którym jest inaczej. Telewizja, internet, to wszystko sprawia, że młodzi z różnych stron świata myślą tak samo. – Ludzie chcą w Kościele zobaczyć Jezusa, a nie tylko o Nim usłyszeć – przekonuje bp Grzegorz Ryś. – Chcą Go dotknąć. I dopóki tego nie zrobią, nie uwierzą.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł