Żyjemy do końca

Jacek Dziedzina

GN 12/2015 |

publikacja 19.03.2015 00:15

Co robi ginąca cywilizacja chrześcijan w Iraku? Ginie. Na odchodne jeszcze przebacza oprawcom, nie oskarża Boga i... buduje uniwersytet. Ks. Douglas al-Bazi, torturowany przez islamistów, opowiedział nam o dumie z kraju, który połamał mu żebra i powybijał zęby.

Żyjemy do końca jakub szymczuk /foto gość

Nie wiem, skąd się wzięła ta plotka, że jestem byłym amerykańskim komandosem, który został księdzem – śmieje się na początku rozmowy. Faktycznie, jego przyjazd do Polski był anonsowany tą błędną informacją. – Jestem Irakijczykiem z krwi i kości, księdzem Kościoła chaldejskiego, pozostającego w jedności z Rzymem, a tylko po święceniach kapłańskich odbyłem krótką służbę w irackim wojsku, jak każdy po studiach – wyjaśnia. I to by było na tyle, jeśli chodzi o „komandosa” w CV. Choć może nie do końca – ostatnie lata postawiły go bowiem w sytuacjach, z których niejeden komandos nie wyszedłby cało. Dziś jest prawdziwym komandosem, nie tylko duchowym, dla swoich wiernych, którzy musieli uciekać z Mosulu i innych miejscowości opanowanych przez terrorystów z Państwa Islamskiego. Ks. Douglas uruchomił Centrum Mar Elias – wielki obóz dla uchodźców z Iraku w Ankawie, na przedmieściach miasta Erbil (stolica irackiego Kurdystanu na północy kraju). – Używam słowa centrum, a nie obóz, który kojarzy się negatywnie. Nie nazywam jego mieszkańców uchodźcami, bo to są po prostu nasi ludzie, nasi krewni – zaznacza. Poczucie godności w tak niegodnych rdzennych mieszkańców tej ziemi warunkach jest znakiem rozpoznawczym irackich chrześcijan.

A przecież jesteśmy chrześcijanami od początku, od św. Tomasza, który przybył do północnej części dzisiejszego Iraku głosić Ewangelię. Jesteśmy dumni i z naszej wiary, i z tego, że jesteśmy Irakijczykami. Proszę mi wierzyć, że żaden z moich wiernych nie oskarża Boga za to, co się dzieje. Nikt. Zawsze mówimy: dzięki Ci, Boże, za to, że nas ocaliłeś. Wielu ludziom na świecie wystarczy gorączka, by mieć pretensje do Boga i pytać: dlaczego mnie ukarałeś?

Saddam musi odejść

A oni: „Popatrz, nie znamy cię osobiście, ale mamy listę z nazwiskami i liczbami. Nazwisko jest twoje, a liczba to kwota, jaką mają nam za ciebie zapłacić. Możesz zgadywać: używamy policyjnego samochodu, wszystkie punkty kontrolne nas znają, mamy policyjne krótkofalówki, więc możesz się sam domyślić, dla kogo pracujemy. Dla rządu. Dla szyitów”. Przystawiali mi pistolet do skroni, „dla żartów”. Używali przekleństw, nazywali mnie niewiernym. Przeklinali moją rodzinę. Zabierali mnie do ciemnego pomieszczenia, bili młotem po plecach, połamali mi zęby. Mówili: „Nie martw się, masz dużo zębów, mamy całą noc”. Złamali mój nos. Dziwili się, że jedyną rzeczą, o którą prosiłem, było to, żeby powiedzieli mojej rodzinie, gdzie jest moje ciało, jak umrę. „Nie boisz się śmierci?” – pytali. Mówiłem im: „Dla nas śmierć jest początkiem życia”. Oczywiście bili mnie po takich słowach. Po dziewięciu dniach uwolnili mnie. Kościół zapłacił za moje wykupienie. Pojechałem od razu do szpitala. Składali mnie kilka miesięcy. Nie mówiłem o tym przez lata, dopiero kilka miesięcy temu zacząłem. Tylko z jednego powodu: moja historia reprezentuje historię moich ludzi, z którymi jestem w centrach w Erbil – mówi, coraz bardziej ściszając głos.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.