publikacja 26.03.2015 00:15
Rok temu zaczęły się niepokoje w miastach na wschodniej Ukrainie. Szybko przerodziły się w krwawą, ciągle trwającą wojnę. Jak powstał konflikt, który zmienił Europę?
Nikołaj Lisogor
„Nie ma Putina – nie ma płaczu” głosi napis na transparencie podczas antywojennej demonstracji, zorganizowanej w centrum Mariupola w ubiegłym tygodniu
Niezwykła była jego dynamika. Pierwsza ofiara została zasztyletowana podczas demonstracji w Doniecku 13 marca 2014 roku. Ale miesiąc później powstało już zbrojne tzw. pospolite ruszenie Donieckiej Republiki Ludowej, która zajęła Słowiańsk, na kilka miesięcy robiąc z miasta centrum separatystycznego oporu. W odpowiedzi Rada Bezpieczeństwa Ukrainy ogłosiła początek operacji antyterrorystycznej, który zakładał stłumienie buntu przy użyciu sił policyjnych i wojsk wewnętrznych. Tego scenariusza nie udało się zrealizować. Uliczne zamieszki zamieniły się w regularną wojnę. Starcie pod Iłowajskiem w sierpniu 2014 r. było największą bitwą pancerną w Europie od zakończenia II wojny światowej. Ostatecznie Ukraina straciła kontrolę nad obwodami ługańskim i donieckim, a parlament uznał te obszary za terytoria okupowane.
Polityków Partii Regionów, wiernych Janukowyczowi, szybko zastąpili nowi liderzy, tzw. ludowi gubernatorzy, jak Paweł Gubariow w Doniecku czy Aleksandr Charitonow w Ługańsku. Samozwańcy w imieniu „ludu” próbowali przejąć władzę w terenie. Siły porządkowe reagowały słabo albo nie reagowały wcale. – Proszę sobie wyobrazić, że kiedy w kwietniu 2014 r. bojówki DNR okupowały budynki administracji i milicji w Mariupolu, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy nie prowadziła dochodzenia w tej sprawie, ale wszczęła śledztwo w sprawie organizacji próbujących bronić Ukrainy – mówi Wiktoria Priduszczenko, jedna z liderek inicjatyw obywatelskich, które wiosną 2014 r. zmusiły władze w Kijowie do podjęcia działań w obronie miast. Wcześniej polityką się nie zajmowała. Była główną księgową w dużej prywatnej firmie. W kwietniu 2014 r. wróciła z Kanady, gdzie odwiedzała wnuczkę, do Mariupola. Zobaczyła, że na centralnym placu miasta powiewa rosyjska flaga. Wtedy stała się działaczką polityczną. To ona miała wielki wpływ na to, że Mariupol nadal jest ukraiński. Aktywność ukraińskich kobiet w tych wydarzeniach to także jedna z cech charakterystycznych wydarzeń we wschodniej Ukrainie.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł