publikacja 08.04.2015 06:00
Spada liczba zamykanych w Polsce szkół, bo są chętni, by je przejmować. Nie wszyscy się jednak z tego cieszą.
henryk przondziono /foto gość
Szkoły katolickie cieszą się dobrą renomą. Na zdjęciu szkoła pijarów w Katowicach
Związek Nauczycielstwa Polskiego bije na alarm, że ponad 2 tysiące małych szkół podstawowych może być w tym roku zagrożonych przekazaniem stowarzyszeniu lub fundacji. Ministerstwo Edukacji uważa, że ta liczba jest grubo przesadzona, kwestionuje też samo pojęcie „zagrożenia”. Zdaniem minister Joanny Kluzik-Rostkowskiej, w przypadku przekazania szkoły innemu niż gmina podmiotowi powinniśmy raczej mówić o ratunku dla placówki, gdyż alternatywą jest zwykle jej likwidacja. Ma rację, pod warunkiem jednak, że owym podmiotem jest zgromadzenie zakonne lub stowarzyszenie założone przez rodziców. Nie ma racji, gdy – na przykład – sam wójt zakłada fundację i przekazuje jej wszystkie szkoły na terenie gminy. Wtedy rzeczywiście można mówić raczej o patologii.
Nie reguła, a patologia
Prawdą jest także to, że stowarzyszenia rodziców bardzo często wpisują do swoich statutów dbanie o więź z Panem Bogiem, a wiele z nich prowadzi jedyną szkołę w miejscowości (której bez tego stowarzyszenia pewnie by w ogóle nie było). Ale jest pretekst, by prezes mógł zadać dramatyczne pytanie: Jak mają się czuć rodzice dzieci niewierzących, czy innego wyznania, które nie mogą posłać dzieci do szkół neutralnych? Ministerstwo na pytanie zareagowało… zdziwieniem, bo choć w ciągu ostatnich dwóch lat w całej Polsce gminy oddały innym podmiotom 500 szkół – w tym 140 stowarzyszeniom o charakterze katolickim – to do żadnego kuratorium na żadną z nich nie wpłynęła tego typu skarga.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł