publikacja 29.04.2015 00:15
– Chodzi o to, aby jak najszybciej dotrzeć do rannego, ale jednocześnie nie dać się trafić. Trzeba biec nisko, jak najniżej – tłumaczy instruktor. Grupa Ukraińców mozolnie wypełnia polecenia.
Roman Koszowski /foto gość
Ćwiczenia personelu medycznego
Słoneczne przedpołudnie w uzdrowisku Wapienne pod Gorlicami tego dnia wygląda inaczej niż zwykle. Pensjonariusze domów wczasowych z zaciekawieniem przyglądają się ćwiczącej na łące grupie w żołnierskich mundurach. – To Ukraińcy – tłumaczy pan partnerce na spacerze, dodając: – Dobrze, że im pomagamy, a nie tylko gadamy o pomocy. – Oby tylko z tego jakiejś wojny nie było – niepokoi się kobieta. – Wiesz, Haniu, jak oni Ruskich zatrzymają, dla nas będzie lepiej. Niech ćwiczą. Szkolenie 18 lekarzy i felczerów z ukraińskiej Gwardii Narodowej w Wapiennem zorganizowała grupa zapaleńców rozumiejących, że stabilna Ukraina to ważna gwarancja naszego bezpieczeństwa. Nie byłoby tego szkolenia bez zaangażowania Artura Niemczyka z „Braterstwa” Małopolskiej Fundacji Przyjaźni Polsko-Ukraińsko-Słowackiej. Był ratownikiem w krynickiej grupie GOPR, a teraz prowadzi pensjonat „Zosia” w Żegiestowie. Gościł w nim już ponad 300 osób z Ukrainy, m.in. rodziny rannych na Majdanie, a także dzieci „Cyborgów”, jednostki, która z determinacją broniła się w ruinach donieckiego lotniska. Pomaga mu, jak zwykle niezawodny, Przemek Miśkiewicz ze Stowarzyszenia Pokolenie. Pomysł szkolenia narodził się podczas mojej wizyty w Mariupolu. Od Wiktorii Priduszczenko, która zaprowadziła mnie do gwardzistów, usłyszałem, że straty mogłyby być mniejsze, gdyby mieli właściwe szkolenie medyczne. Apel podchwycili Artur i Przemek i w końcu kwietnia gwardziści przyjechali do Wapiennego. Służą w Gwardii Narodowej, utworzonej na bazie wojsk wewnętrznych MSW oraz Samoobrony Majdanu.
– Wiedzę najlepiej ugruntować domięśniowo – przekonują nieszczęśników, którzy nie zmieścili się w limicie czasu. Komendy wydawane są w językach polskim bądź angielskim. Gwardziści mają ze sobą Andrzeja, Polaka ze Lwowa, który służy w jednostkach ukraińskich. Tłumaczy bardziej skomplikowane polecenia oraz ich sens. Gdy pytam jednego z instruktorów o imię, po chwili zastanowienia mówi: – Powiedzmy, że Darek. Przekonuje, że nie ma żadnego stopnia. Nie chwali się wcześniejszą służbą, ale nagle mimochodem rzuca, że przez jego ręce przeszło wielu z tych, którzy później służyli w Iraku i Afganistanie. O Ukraińcach ma dobre zdanie, są pełni zapału i w dobrej kondycji fizycznej. Brakuje im jednak podstawowej wiedzy z zakresu medycyny taktycznej. Podobnie jak pozostali instruktorzy, Darek pracuje dla poznańskiej firmy Defendu, specjalizującej się m.in. w szkoleniach w zakresie medycyny pola walki. W jego ocenie ukraińska grupa ma różny poziom przygotowania, od zera po specjalistów wysokiej klasy. – Staraliśmy się ich wymieszać między sobą, aby poziom wyrównać i każda grupa mogła ćwiczyć w tych samych warunkach – wyjaśnia. – Po tym szkoleniu – dodaje – nie tylko nabędą konkretnych umiejętności, ale wzrośnie także ich morale. Na miarę swych możliwości oraz sprzętu, który mają, będą mogli skutecznie udzielać pomocy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł