publikacja 11.06.2015 00:15
„Każdy epoka, także nasza, musi »pobożnieć« na swój sposób, czyli na nowo przyjąć dar Pana”. Teologia Benedykta XVI ukazuje drogę duchowości, w której są radość i piękno, ale także zgoda na ból z miłości i dla prawdy.
jakub szymczuk /foto gość
Scena z życia wielkiego miasta. Procesja Bożego Ciała na warszawskim placu Zbawiciela
Choć Benedykt XVI usunął się w cień, jego dzieło nadal fascynuje tych, którzy zakosztowali go choć trochę. To smutne, że geniusz nauczyciela wiary został zakrzyczany przez medialnych besserwisserów. Czy jednak my, katolicy, musimy się z tym godzić? Czy możemy sobie pozwolić na to, by lekkomyślnie wyrzucić na śmietnik historii tak ogromny dar nauczania papieża, który był zarazem najwybitniejszym teologiem naszych czasów? Ks. Jerzy Szymik, autor trylogii „Theologia Benedicta”, podjął próbę syntezy myśli teologicznej papieża seniora i przeszczepienia jej na polski grunt. Właśnie ukazał się trzeci tom tego dzieła. Tydzień temu omówiłem pierwszą część książki, w której autor pokazuje krytyczne ostrze myśli papieskiej, wymierzone we współczesne formy bezbożności. Druga część tomu poświęcona jest pobożności, czyli pokazaniu dróg wyjścia z krainy pychy, a prowadzących do życia szczęśliwego, do duchowości katolickiej, czyli oddychania pełnią wiary, nadziei i miłości. Dla wszystkich, których drażnią wszelka płycizna i tandeta, którzy szukają głębi, dla pasterzy, którzy nie chcą karmić owiec zlepkiem sloganów, ale dać najlepszy pokarm, ta książka (zwłaszcza tom III) jest bezcenną pomocą, lekturą obowiązkową.
Co składa się na dobre chrześcijańskie życie? Jakie są jego niezbędne elementy? Dajmy się poprowadzić papieżowi, dla którego teologia nigdy nie była akademickim ćwiczeniem w żonglowaniu trudnymi pojęciami, ale podobnie jak dla jego wielkiego mistrza, św. Augustyna, była przede wszystkim nauczaniem wiary, szkołą chrześcijańskiej mądrości, lekcją życia po Bożemu, świadectwem więzi z Bogiem.
Nasza podstawowa nadzieja to nadzieja na miłość. Wiara pokazuje kierunek poszukiwań: taką miłością jest Bóg i tylko On, na Niego trzeba się otworzyć. Wiara w jakimś sensie „leczy” ludzką miłość z jej zamknięcia w doczesności. Wiara prowadzi nasze ramiona wyciągające się w stronę miłości ku Bogu. „Wiara jest obecna w miłości i dopiero ona ją ocala, gdyż inaczej nasza własna miłość pozostałaby niedostateczna, byłaby otwartą ręką, która sięga w pustkę”, pisze papież. Dodajmy, że nie chodzi tu o przekreślanie ludzkiej miłości, ale świadomość, że tylko Bóg jest w stanie ocalić ludzką miłość przed daremnością, grzechem, wypaleniem. Ta Boża miłość stała się dla nas ludzka, widoczna, uchwytna, namacalna, słyszalna w Chrystusie.
„Łowić całą noc” – to tytuł kolejnego rozdziału książki. Autor wydobywa z tekstów Ratzingera te fragmenty, które akcentują konieczność wytrwałości, cierpliwości, odwagi trwania przy Chrystusie także wtedy, gdy wydaje się to bezsensowne i daremne. Cud obfitego połowu Piotra i jego towarzyszy następuje po całej nocy bezowocnej pracy. Ale może te bezowocne, daremne noce są jakoś potrzebne. Ks. Szymik: „Bóg nas zbawi – będzie dokonywał swoich cudów, wielkich połowów. Lecz nasza całonocna praca, pozornie daremna, jest jakoś związana ściśle z Jego cudami, jakoś ma (musi?) je poprzedzać. Więc we współpracy naszej wolności z Jego łaską to istotny moment, byśmy cierpliwie, wytrwale, mężnie, z pokorą – łowili. Noc w noc”. Oczywiście ostatecznie w życiu chodzi o miłość (nic jej nie zastąpi), ale bez cierpliwości, zgody na ból, wiernego odważnego trwania pomimo wszystko miłość nie jest możliwa. Sednem cnót długodystansowca jest zgoda na cierpienie z miłości i dla prawdy. Miłość zawsze kosztuje, a prawda budzi w świecie opór. Trwanie w miłości i przy prawdzie jest wymagające. Kto jednak dezerteruje z powodu lęku przed cierpieniem, stacza się w pustkę nijakiego życia.
Zarówno sumienie, jak i Kościół służą prawdzie. Dlatego rozwiązaniem napięć między sumieniem pojedynczego człowieka a Kościołem jest odważne pytanie o prawdę. Sumienie może błądzić, dlatego trzeba kontrolować jego wrażliwość. Doświadczeni górnicy wiedzą, jak oszukiwać czujniki metanu w kopalniach, ale taki rozregulowany czujnik stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo. Sumienie jest takim czujnikiem. Jeśli jego wskazania będą sfałszowane, może to prowadzić do życiowej tragedii. Przed tym przestrzega Benedykt XVI.
Życie po Bożemu układa się ostatecznie w pielgrzymkę, w drogę, którą można nazwać królewską. Nie ma nic ważniejszego niż „chodzenie z Jezusem, słuchanie i widzenie Go, wyczuwanie Jego sposobu bycia i myślenia”. Ręka w rękę z Panem. Tak przeżywane życie jest pasjonujące. To jest pointa: podążanie drogą wiary jest pasją. W dwóch sensach. To przede wszystkim przeciwieństwo nudy, letniości, bylejakości – to życie pełne zaangażowania emocji, umysłu, ciała, wszystkiego. To po prostu mocne życie. „Zaiste, człowiek winien posiadać ogień, człowiekowi nie jest pisane marne i nudne wegetowanie: człowiek jest stworzony do tego, aby być podobny Bogu, jednak ten ogień zbawienia przynosi nie tytan, który marginalizuje Boga, ale Syn, który wydaje się ogniowi miłości, burzy mury wrogości i przez to czyni ogień siłą przemiany, miłości i nowego świata. Chrześcijaństwo jest ogniem. To znaczy, że nie jest ono nudną sprawą, jakąś pobożnością, dzięki której możemy się doczepić do każdego wehikułu i zabrać z innymi. Chrześcijaństwo wymaga od nas wiary z pasją, która opiera się na gorącym umiłowaniu Jezusa Chrystusa, i z tej inspiracji odnawia świat”. Takie zdania rozkładają na łopatki.
Pasja jest także synonimem cierpienia. Konieczne jest spojrzenie na Jezusa, na Jego pasję, na krzyż. Jego człowieczeństwo było pasją, bo kochał i, co więcej, był gotowy dla tej miłości cierpieć. Dlatego „uczyć się żyć to także uczyć się cierpieć”. Podkreślmy, że nie chodzi o cierpiętnictwo. Chodzi o miłość, która nigdy nie mówi: „tego już za dużo” czy „wymagasz zbyt wiele”. „Kto chciałby usunąć cierpienie, musiałby usunąć przede wszystkim miłość, która nie jest możliwa bez cierpienia, ponieważ zawsze wymaga samorezygacji… Sama miłość ma w sobie coś z męki, cierpienia. Miłość mnie uszczęśliwia. Z drugiej strony jednak tracę swój wygodny spokój, muszę się dać przeobrazić. (…) Miłość musimy widzieć jako pasję, którą musimy być gotowi unieść jako pasję”. Miłość jest ekstazą rozumianą jednak nie jako chwilowe upojenie, ale wyjście z siebie na drogę ku innym, ku Innemu. To jest najwspanialsza z ludzkich dróg. Tak to pokazał Pan Jezus.
Pytał mnie ktoś niedawno, co czytać, aby podładować duchowe akumulatory. Przyznam, że zawahałem się. Gdyby to samo pytanie postawiono mi dziś, odpowiedziałbym bez wahania: „Theologia Benedicta” ks. Jerzego Szymika. Przy czym poleciłbym lekturę od tomu trzeciego. Zapewniam też moich kolegów po fachu, duszpasterzy: z tej księgi zaczerpniecie genialnego paliwa na ambonę, na katechezę. Zdobędziecie znakomitą amunicję do walki duchowej (w sobie i na froncie duszpasterskim). Tu nie ma żadnej tandety, pobożnego lania wody, gadania pod publiczkę, mizdrzenia się do mód czy salonów, to jest teologia pełna pasji, pełna Chrystusa, pełna Boga. Kto dostrzega duchową walkę w świecie, w Kościele, w Polsce, w mediach, w polityce… i w sercu każdego z nas, ten w teologii papieża z Bawarii odnajdzie skałę schronienia oraz tarczę i miecz przeciwko dzisiejszym demonom. Bierz i czytaj! Warto.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł