"Mocarz" zmienia ludziom osobowość

Przemysław Kucharczak

dodane 15.07.2015 13:38

– Będą wymagali pomocy psychologicznej i psychiatrycznej – mówiła o osobach zażywających dopalacze, w tym „Mocarza”, dr Beata Chwalba.

"Mocarz" zmienia ludziom osobowość Przemysław Kucharczak /Foto Gość Konferencja na temat dopalaczy w Katowicach - dr Beata Chwalba (z lewej) i Aleksandra Kruszyńska oraz policjanci Paweł Warchoł i Tomasz Ciepał

– Chodzi o pewne symptomy zaburzeń psychicznych. Używanie takich środków nie pozostaje bez wpływu na dalsze funkcjonowanie człowieka – mówiła dr Beata Chwalba, psychiatra, która leczy osoby po zażyciu dopalaczy, na konferencji w Katowicach. Odbyła się ona w Regionalnym Ośrodku Metodyczno-Edukacyjnym „METIS” w Katowicach.

– Bardzo dobrze, jeśli osoba, która zażywa takie środki, trafia do nas szybko, bo wtedy można dużo zrobić. Jeśli nie – zmienia się osobowość tego pacjenta – ostrzegała.

Omamy to jeszcze pikuś

Dr Chwalba uzasadniała, że współczesna psychiatria dzięki środkom farmakologicznym skutecznie leczy takie objawy, jak omamy i urojenia, które prześladują wielu ludzi zażywających dopalacze. Są jednak i inne konsekwencje, które przylepiają się do nich i których pozbyć się jest znacznie trudniej. – Ci pacjenci mają silne zespoły lękowe, napady paniki – stwierdziła.

Wśród konsekwencji wyliczyła też poczucie własnej bezwartościowości i myśli samobójcze. – Taki pacjent jest dotknięty przez brak radości życia – mówiła. – Nie interesuje go nic, co do tej pory go interesowało. Nie cieszy go dom i relacje międzyludzkie. Najchętniej by leżał, jak to się mówi: zalegał. Jeśli miał hobby, przestaje go to zajmować. Te osoby czasem zaczynają studia, ale po kilku miesiącach je zarzucają. Nie radzą z sobie z wyzwaniami, które wymagają regularnego wysiłku.

Osoby sięgające po dopalacze chcą dobrze się poczuć, mieć wrażenie, że wszystko rozumieją. – Ale tak jest tylko na początku. Później ta osoba zaczyna być rozdrażniona – mówi dr Chwalba.

Ten numer nie przejdzie

Aleksandra Kruszyńska, psycholog z ROM-E „METIS”, radziła rodzicom, żeby w razie wątpliwości co do tego, czy ich dzieci mają kontakt z dopalaczami, konsultowali się ze specjalistami.

– Sprytny nastolatek nawet w razie wpadki okłamie rodziców i nauczycieli, wmawiając im, że to był pierwszy raz. U specjalisty, terapeuty ten numer nie przejdzie. Jeśli więc macie wątpliwości, idźcie do niego, a on wasze wątpliwości albo potwierdzi, albo was uspokoi – mówiła. Poleciła też broszurę dla rodziców na stronie internetowej Krajowego Biura Przeciwdziałania Narkomanii.

Może trochę pracy?

Aleksandra Kruszyńska mówiła również, że młodzi potrzebują żyć na wysokim poziomie adrenaliny. Jeśli jej nie mają, czasem próbują jej sobie dostarczyć w inny sposób. Podkreślała, że szczególnym czasem są wakacje. – Gdyby ten młody człowiek był „zagospodarowany”, np. popracowałby parę godzin w ciągu dnia i dopiero później miałby czas na odpoczynek, to by te sytuacje wyglądały inaczej – podpowiadała.

Głębiej leżące przyczyny, związane z coraz powszechniejszym u Polaków trybem życia, wskazywała dr Beata Chwalba. – Każdy ma dziś swój pokój i swój laptop – tata, mama, siostra, brat. Spotkałam się nawet z tym, że w domu ludzie wysyłają do siebie maile z pokoju do pokoju, bo im się nie chce wyjść i porozmawiać – powiedziała.