Abp Muszyński: Przesłanie Jana Pawła II decydujące dla obalenia komunizmu

KAI/k

dodane 25.05.2009 19:22

Pielgrzymka Jana Pawła do Polski z 1979 r. była generalną próbą procesu, jaki doprowadził do obalenia komunizmu w tej części Europy - mówi w rozmowie z KAI abp Henryk Muszyński, metropolita gnieźnieński.

Dodaje, że polskiego papieża można zaliczyć w poczet „ojców zjednoczonej Europy”, szczególnie z tego względu, że pozostali „ojcowie” nie myśleli o integracji Wschodu i Zachodu, a inspiracji do tego dostarczył dopiero Jan Paweł II. Za kilkanaście dni Kościół w Polsce obchodzić będzie 30. rocznicę pierwszej wizyty Jana Pawła II w ojczyźnie. - Zbliża się 30. rocznica pierwszej pielgrzymki Ojca Świętego Jana Pawła do Polski. Była to jedna z tych papieskich pielgrzymek, o której mówi się, że odmieniła świat. Czy Ksiądz Arcybiskup zgadza się z taką opinią? Abp Henryk Muszyński: Faktem jest, że dziś żyjemy w innym świecie. Na te zmiany złożyło się wiele czynników. Jednym z nich był fakt wyczerpania się formuły komunizmu. Komunizm był dobry do dzielenia zabranych dóbr, ale kiedy nie było już co dzielić, objawiła się jego nędza. Towarzyszyło temu ogromne niezadowolenie społeczne. Wizyta Jana Pawła trafiła w moment takiego przesilenia. Papież doskonale znał polskie realia i umiał głosić orędzie mocno osadzone na miejscowym gruncie. Nikt inny by tego nie mógł zrobić. Przybywając do Polski w 1979 r., wzbudził nadzieję. Ludzie uświadomili sobie, że więzy wiary są bardzo silne. Po raz pierwszy poczuli się wolni. Poczuli, że są siłą i to siłą duchową wobec przemocy fizycznej. W tym sensie przesłanie papieża miało znaczenie decydujące. Stworzyło podwaliny wielkiego przełomu. Oczywiście musieli się znaleźć bezpośredni przywódcy – myślę tu o liderach opozycji, co wymagało wówczas ogromnej odwagi. - Czy można mówić o prostej paraleli między wizytą Jana Pawła II w 1979 r. a powstaniem „Solidarności” w rok później? O prostej paraleli nie. Pielgrzymka z 1979 r. była generalną próbą procesu, jaki zaczął toczyć się w Polsce. Przebudzenie społeczne, które spowodowała, nie było ruchem społecznym w sensie ścisłym, gdyż nie towarzyszyło mu tworzenie struktur organizacyjnych. Natomiast inspiracja była ewidentna. „Solidarność” zrodziła się z tej właśnie świadomości, że jesteśmy siłą, że jesteśmy krzywdzeni i mamy prawo do oporu. W tym sensie można powiedzieć, że bez Jana Pawła II nie byłoby „Solidarności”. Zanim przybył on na ziemię polską, społeczeństwo paraliżował lęk. Papież nas z tego wyzwolił: „Nie lękajcie się!”. Innym niewątpliwym owocem pielgrzymki z 1979 r. był aspekt religijny w życiu „Solidarności”. Ludzie, którzy tworzyli „Solidarność” odnaleźli się wokół tych wartości, o których przypominał Jan Paweł II. Było to unikalne w wymiarze światowym. - A jakie znaczenie dla tego procesu miała Wielka Nowenna zainspirowana przez kard. Stefana Wyszyńskiego? Wielka Nowenna stanowiła naturalne podłoże w kształtowaniu niezależnych od systemu postaw wiernych, jednak nie spowodowała natychmiastowego przełomu. Była umocnieniem wiary, nawróceniem i wzrostem poczucia opozycyjności wobec systemu. Jednak presja ideologiczna była wtedy tak silna, że trudno było mówić o uwolnieniu od lęku. - Podczas wizyty w 1979 r. w Gnieźnie Jan Paweł II skierował słowa do narodów pobratymczych: „Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie rozrządza, ażeby ten Papież-Polak, Papież-Słowianin, właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje: Zachodu i Wschodu”. Słowa te miały chyba niezwykle proroczy charakter, przepowiadając dalsze dzieje kontynentu? Przeżywałem to jako młody ksiądz. Odbierałem je jako coś niewiarygodnego i nieprawdopodobnego - wielki proroczy gest. Pamiętam, że był to dzień Zesłania Ducha Świętego. A Zielone Święta są początkiem Kościoła i jego otwarciem na zewnątrz. W Gnieźnie Jan Paweł II skierował do wszystkich narodów - w szczególności tych ze Wschodu - zaproszenie by powrócili do Wieczernika, do Chrystusa Zmartwychwstałego. Zaproszenie to skierowane było do tych wszystkich, którzy analogicznie jak apostołowie, przeżywali poczucie lęku. W sensie językowym był to majstersztyk. Tak jak w Biblii mieliśmy najpierw pytanie a następnie podjęcie tego pytania. TAK, Chrystus tego chce! TAK, Duch Święty tak rozrządza! Aby ten Polak, Słowianin, który nosi w sobie dziedzictwo św. Wojciecha, skierował apel o powrót do Chrystusa Zmartwychwstałego. Zostało to spotęgowane niezwykłym fragmentem po czesku: „Pamatuj Otče na své české deti!” I jeszcze jeden moment. Papież zakończył swą homilię słowami: „Pójdziemy ku przyszłości, weźmijcie Ducha Świętego” Zwróćmy uwagę, nie powiedział: „pójdźmy”, lecz „pójdziemy”, co ma ewidentnie prorocki wymiar. Użył też formuły bierzmowania: „Weźmijcie Ducha Świętego!” Cała ta pielgrzymka była jednym wielkim bierzmowaniem. Papież rozpoczął je w Warszawie słowami: „Niech Duch Święty zstąpi i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”, a potem nastąpiło przypieczętowanie w Gnieźnie i w Krakowie. Teraz te słowa z 3 czerwca 1979 r. wypisujemy na dwóch wielkich tablicach w formie Drzwi Gnieźnieńskich, które zostaną odsłonięte w Gnieźnie jako papieski pomnik. „Pójdziemy ku przyszłości. Weźmijcie Ducha Świętego. Wieczernik polskiego millennium”. A na drugiej słowa powiedziane przezeń 18 lat później w 1997 roku: „Nie będzie jedności Europy, jeśli nie stanie się ona wspólnotą Ducha”. To drugie zdanie jest dla nas wciąż zadaniem do spełnienia. Nie ma jedności, ponieważ nie ma wspólnoty między ludźmi, są bariery w ludzkich sercach i umysłach. Pomnik ten będzie nie tylko wspomnieniem papieskiego pielgrzymowania, ale przesłaniem i programem na przyszłość.

- Na ile można powiedzieć, że komunizm upadł dzięki Janowi Pawłowi II i jego przesłaniu? Bez Jana Pawła II trudno wyobrazić sobie upadek komunizmu. Żaden z polityków nie wytłumaczył mi jeszcze jak to się stało, że możliwe okazało się coś, co przekraczało wyobrażenia. Wolno mi to interpretować w kategoriach religijnych, jako przełom otwarcia się na Ducha Świętego. Drugim ważnym czynnikiem – o którym nie wolno zapominać - było Radio Wolna Europa, które nie pozwoliło całkowicie ludzi ogłupiać. Z kolei Jan Paweł II przyniósł „duchowy dynamit”. Dzięki niemu ludzie uwierzyli, że zmiana jest możliwa. - Czy Jana Pawła II można zaliczyć w poczet „ojców zjednoczonej Europy”, analogicznie do Roberta Schumana czy Konrada Adenauera? Jan Paweł II jest ojcem zjednoczonej Europy, ale nie analogicznie do wspomnianych pierwszych ojców. Schumannowi czy Adenauerowi chodziło o szukanie nowego początku Europy w oparciu o idee chrześcijańskie, po wojennym załamaniu. Była to inicjatywa przede wszystkim gospodarcza. Papież jest architektem duchowego scalenia podwójnie rozdzielonej Europy. Rozdzielonej historycznie na Wschód i Zachód oraz rozdzielonej żelazną kurtyną na kraje demokratyczne i te, które pozostawały w sferze komunizmu. Ojcowie założyciele nie myśleli o zjednoczeniu Wschodu i Zachodu. Natomiast Jan Paweł II mówił podejmując perspektywę św. Wojciecha, patrona niepodzielonego chrześcijaństwa. - Jak narodziła się idea reaktywowania Zjazdów Gnieźnieńskich, w drugiej połowie lat 90.? Jak przebiegały rozmowy z Ojcem Świętym na ten temat? Kiedy zostałem metropolitą gnieźnieńskim w 1992 r., zacząłem myśleć w jakiej formie zorganizować obchody przypadającego na 1997 r. tysiąclecia śmierci św. Wojciecha. Ta męczeńska śmierć stała się fundamentem Kościoła i zarazem fundamentem początków państwa polskiego. A skoro był to początek i państwa i Kościoła, byłem za tym, aby obchodzić je łącznie. Nie chciałem, aby odbyło się to tak jak w roku 1966, kiedy obchody były osobno, w opozycji do siebie. Jako znak nowych czasów winniśmy świętować razem. Jednak nie spotykałem zrozumienia wśród biskupów. Mówiono, że jest to łączenie religii i polityki. Kiedy przedstawiłem rzecz Ojcu Świętemu, nie miał on cienia wątpliwości. I stąd narodziła się idea zaproszenia prezydentów państw europejskich. Niewielu gotowych było to zaakceptować, w przeciwieństwie do Jana Pawła II i prezydenta Kwaśniewskiego. - Upłynęło już 5 lat od wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Jak można podsumować obecność Polski w zjednoczonej Europie? Nominalnie byliśmy w Europie od X wieku, choć żyliśmy w dużym stopniu własnym, dość wyizolowanym życiem. Dzisiaj coraz pełniej stajemy się Europejczykami. Wciąż jednak dostrzegam napięcie miedzy polskim patriotyzmem a europejskością. Wypośrodkowanie tych sfer jest czymś niesłychanie ważnym. Napięcie to powinniśmy wygrać. - W jaki sposób? W tym sensie, że wnosimy do Europy to, co mamy wartościowego w tradycji kulturowej, a jednocześnie od Europy bardzo dużo możemy się nauczyć. Spotkanie z innymi narodami powinno owocować zrozumieniem, co znaczy być Polakiem. Możemy wiele dać, ale równie wiele się nauczyć. - A konkretnie, jakie wyzwania w zjednoczonej Europie stoją przed chrześcijanami z Polski? Czy dostatecznie się z nich wywiązujemy? Od wielu narodów różnimy się tym, że nasza religijność jest wciąż żywa. Jest to czynnik, który może inspirować innych. Polska wciąż ma misjonarzy. Nasze chrześcijaństwo to nie jest jakiś skansen. Możemy do tego dodać więzy rodzinne, o wiele silniejsze niż na Zachodzie. Bardzo ważne jest pielęgnowanie tradycji rodzinnych, tradycji wielkich rodzin. Tu Kościół ma bardzo ważne zadanie. Trzecia rzecz formacja religijna dzieci i młodzieży, zapewniana także w murach szkolnych. Jest to wielkie błogosławieństwo. Na zachodzie wielu młodych nie ma nawet elementarnej wiedzy religijnej. Wszystko to stwarza niepowtarzalne szanse, które możemy wnieść do Europy. - Zbliżają się wybory do parlamentu Europejskiego. Czy i dlaczego winniśmy udać się do urn? Winiliśmy się udać, gdyż nieobecni nie mają racji. Chodzi o to, by wybrać ludzi ideowych, którym leży na sercu dobro Polski. Ludzi, którzy będą usiłowali wnieść do tradycji europejskiej, to co w naszej kulturze mamy najlepszego i będą reprezentować Polskę w sposób godny i otwarty. - Za kilkanaście dni odbędzie się zorganizowany z inicjatywy abp. Kazimierza Nycza Dzień Dziękczynienia. Za co szczególnie powinniśmy w tym okresie dziękować? Za co dziękować będzie Ksiądz Arcybiskup? Będę dziękować za to, że żyję w wolnym kraju. Mamy dostęp do obiektywnej prawdy i w sposób wolny możemy wyrażać swoje przekonania, także religijne. Jest to dla mnie spełnienie szczytu moich marzeń, przekraczających oczekiwania. Bóg okazał się większy. Za to mu dziękuję! Rozmawiał Marcin Przeciszewski
Tagi: