publikacja 10.12.2015 00:15
Zachowujemy w pamięci nazwiska i twarze ofiar zbrodni katyńskiej. Rosyjski historyk z mroku niepamięci wydobywa teraz postacie ich katów z NKWD.
Bujnowicz /FabrykaObrazu/FOTONOVA/east news
Scena z egzekucji w filmie Andrzeja Wajdy „Katyń”. Kat jest ubrany w skórzany fartuch, ma skórzane rękawice i okulary. Tak ubierał się Wasilij Błochin, który mordował Polaków w Kalininie (Twer)
Mordercy z Katynia nie byli postaciami demonicznymi. Pochodzili z rodzin chłopskich, najczęściej nie mieli nawet podstawowego wykształcenia. Po wojnie wiedli szare, najczęściej skromne życie. Ci, którzy strzelali, nierzadko mieszkali niedaleko od siebie, jakby mieli pilnować się nawzajem do końca życia. Część z nich pamiętała jednak o tym, w czym brała udział. Popadali w alkoholizm, czasem w obłęd, kilku popełniło samobójstwo. Publicznie jednak nikt niczego nie żałował. U tych, którzy dożyli czasów, kiedy zaczęto ich pytać o szczegóły zbrodni, pozostało głównie wspomnienie niezwykle ciężkiej pracy.
W ostatnim czasie nasiliła się wręcz liczba publikacji kwestionujących jakąkolwiek odpowiedzialność strony sowieckiej za jej popełnienie. Tym większe podziękowanie należy się takim jak Pietrow, którzy ryzykując karierę, a może nawet własne bezpieczeństwo, od lat starają się ujawnić wszystkie fakty w tej sprawie. Książka, starannie wydana przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, powinna się stać lekturą obowiązkową dla wszystkich próbujących zrozumieć naturę sowieckiego systemu, ale także współczesnej Rosji. Jakże wiele o tej rzeczywistości mówi fakt, że w Moskwie na grobie jednego z głównych katów katyńskich, gen. Wasilija Błochina, postawiono niedawno okazały pomnik, wychwalający jego zasługi dla ojczyzny.
Głównym egzekutorem w Kalininie był wspomniany już Błochin, który w swej karierze osobiście rozstrzelał kilkanaście tysięcy osób. W piwnicy NKWD w Kalininie Błochin każdej nocy zabijał co najmniej 250 osób. Ich zwłoki wywożono później do lasu w Miednoje. Kat stacjonował w specjalnym wagonie salonce na dworcu w Kalininie. Po zakończeniu „roboty”, jak czekiści nazywali rozstrzeliwanie Polaków, Błochin wydał przyjęcie dla tych, którzy brali w niej udział. W Charkowie w piwnicy miejscowego NKWD mordowało kilku funkcjonariuszy pod dowództwem Timofieja Kuprija, miejscowego komendanta. W Katyniu egzekucje nadzorował Nikołaj Siniegubow, a mordowali ludzie Iwana Stielmacha, enkawudzisty ze Smoleńska. Tym, którzy strzelali i wozili Polaków do lasu katyńskiego, dawano bezpłatnie spirytus i zakąskę. Spirytus był konsumowany, ale służył także do umycia się po dniu wypełnionym mordami. Tych kilkudziesięciu funkcjonariuszy NKWD osobiście, strzałem w tył głowy, zabiło ponad 21 tys. polskich jeńców. Spośród nich tylko dwie osoby zostały przesłuchane w 1990 roku. Do odpowiedzialności nikt nie został pociągnięty.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł