PAP |
publikacja 17.12.2015 12:09
Prezydent Władimir Putin powiedział w czwartek, że Moskwa nigdy nie mówiła, że na Ukrainie nie ma Rosjan, którzy rozwiązują określone sprawy, w tym i wojskowe, lecz to nie oznacza, że są tam regularne wojska rosyjskie. Zaznaczył, że należy dostrzegać różnicę.
YURI KOCHETKOV /pap/epa
Prezydent Rosji Władimir Putin
Putin oświadczył, że gospodarka jego kraju ma już za sobą szczytowy moment kryzysu. Gospodarz Kremla oznajmił, że od II kwartału 2015 roku sytuacja w gospodarce rosyjskiej jest stabilna.
Rosyjska operacja wojskowa w Syrii potrwa tak długo, jak swoje działania będą kontynuowały siły lojalne wobec prezydenta Syrii Baszara el-Asada - oświadczył Putin. Jak wskazał, nie jest pewien, czy Rosja potrzebuje stałej bazy wojskowej w Syrii, ponieważ posiada dostatecznie silną broń, "by uderzyć w kogoś" tysiące kilometrów poza granicami Rosji.
Po 1 stycznia 2016 roku prognozujemy pogorszenie naszych stosunków ekonomicznych z Ukrainą - powiedział Putin. - Jesteśmy zmuszeni do podjęcia decyzji, że nie będziemy z Ukrainą współpracować jak z krajem członkowskim strefy wolnego handlu WNP - dodał.
Ciężko będzie porozumieć się z obecnym tureckim kierownictwem - oświadczył prezydent Rosji. Zaznaczył, że zestrzelenie rosyjskiego bombowca "było aktem wrogim" i dodał, że nie rozumie, dlaczego Turcja się tego dopuściła. "Co przez to osiągnęli? Być może myśleli, że stamtąd (z Syrii) uciekniemy? Ale Rosja nie jest takim krajem" - zaznaczył.
Putin wyraził przypuszczenie, że zestrzelenie Su-24 mogło być rezultatem tego, iż ktoś z władz Turcji - jak to ujął - "postanowił liznąć Amerykanów w pewne miejsce".
Przywódca rosyjskiego państwa podkreślił, że najważniejszy w Iraku i Syrii jest handel ropą, a islamiści to jest sprawa drugorzędna. Jak oświadczył, Rosja nigdy nie pozwoli, aby Syrii z zewnątrz narzucano, kto ma nią rządzić.