Opowieść o wyjściu z doliny

GN 01/2016 |

publikacja 30.12.2015 00:15

Długo nie wierzyłam, że znajdę się w tym miejscu mojego życia… Że będę mogła zaświadczyć, że istnieje wyjście z ciemnej doliny skłonności homoseksualnych.

Opowieść o wyjściu z doliny canstockphoto

Wielu ludzi wspierało mnie na drodze. Ta droga zaprowadziła mnie do prawdy o mnie samej i do radości życia. Chcę być też głosem nadziei dla tych, którzy w swoich zmaganiach czują się osamotnieni, zagubieni, pogrążeni w ciemnościach i może nie widzą sensu swojego życia.

I wtedy poczułam się tak, jakbym znalazła swój dom. Przez długi czas nie chciałam iść w kierunku zdrowia, choć jednocześnie czułam całą sobą, że nie chcę wchodzić w kolejny związek. Widziałam, że żyjąc z kobietą, co na początku było bardzo ekscytujące, traciłam siebie. Bo żyłam jej życiem w skrajnym emocjonalnym uzależnieniu, także uzależnieniu od dotyku, bez którego wydawało mi się, że nie przetrwam. Dopiero później odkryłam, że nigdy nie chodziło mi o seks. Tak naprawdę pragnęłam poczucia bezpieczeństwa, ciepła, bliskiej, emocjonalnej więzi. I wtedy zaczęła się moja walka o siebie, walka o prawdę. Czułam ogromne rozdarcie między pozornie odnalezionym domem i poczuciem ważności w tożsamości homoseksualnej a głodem miłości i pragnieniem życia w wolności i pełni. Czułam pustkę, doświadczając na swej drodze jednocześnie tego, że żadna tolerancja czy akceptacja ze strony innych ludzi, którą otrzymywałam, tej pustki nie zapełni. Odkryłam, że to nieprawda, co mówi świat, że społeczna akceptacja da mi szczęście.

Bóg przemieniał mnie poprzez bliskość, prawdziwość naszej relacji i bardzo częsty sakrament spowiedzi, który wyrywał mnie z bagna pornografii. Dotknęłam dna, doszłam do takiej granicy, że poczułam bezradność wobec siły zła, w które się zsuwam. Wtedy zobaczyłam i wielokrotnie doświadczyłam tego, że tylko siła sakramentu może mnie uratować przed dalszym spadaniem. Moja droga była przedzieraniem się przez rozdzierający ból, lęki i wiele łez. Często nie wiedziałam, czy tam dalej coś jeszcze jest… Szukałam kogoś, kto może przeszedł już ten etap i żyje. I wtedy Bóg sprawił, że przed ponad dwoma laty natrafiłam w „Gościu Niedzielnym” na świadectwo kobiety, która zdecydowała się napisać o swojej drodze wychodzenia z homoseksualizmu. Jej słowa tak bardzo mnie poruszyły, że napisałam do redakcji i poprosiłam o jej adres. Nawiązałyśmy kontakt i zaczęła się jedna z niezwykłych relacji w moim życiu.

Mam poczucie domu, do którego mogę wrócić, w którym ktoś na mnie czeka. Bez tego miejsca i tej ważnej więzi, która w niesamowity sposób jest także owocem relacji nawiązanej dzięki publikacji w GN, nie dałabym sobie rady. Rodzenie się nowego życia jest bolesne i bardzo delikatne. Na początku życie jest tak kruche, że potrzebuje podtrzymywania. Doświadczałam tego w tych najważniejszych relacjach – był czas, gdy potrzebowałam częstego kontaktu, gdy nie radziłam sobie sama ze swoim strachem i samotnością.

Proszę Was…

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.