publikacja 21.01.2016 00:15
Bronisław Wildstein właśnie przekroczył wiek, w którym zmarł jego ojciec. I uznał, że to jest czas właściwy, by podsumować swoje życie.
jakub szymczuk /foto gość
Nie bez znaczenia zapewne była diagnoza lekarzy, jaką sam usłyszał. „Śmierć zadomowiła się w mojej krwi. Nikt nie wie, kiedy obudzi się na dobre” – pisze na pierwszych stronach „Cieni moich czasów”, swojej najnowszej książki. Nie jest to klasyczna autobiografia, raczej esej, czyli próba, forma nieokreślona, na pewno bardzo osobista. Wildstein wraca do swego dzieciństwa, choć nie są to wspomnienia miłe.
W tej, ale przecież także w trzech poprzednich książkach Wildsteina jest już bardzo mocno obecna dziejowość naszej egzystencji, osadzenie pojedynczych losów w historii, której jesteśmy tylko ogniwem. „Świadomość tego jest fundamentem postawy konserwatywnej” – twierdzi autor „Czasu niedokonanego”. Tę powieść (z 2011 r.), chyba najlepszą z jego dotychczasowego dorobku, bardzo wysoko cenił prof. Henryk Markiewicz, wybitny, nieżyjący już krakowski literaturoznawca, daleki zresztą w poglądach od Wildsteina.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł