publikacja 18.02.2016 00:15
Powiat bartoszycki od powiatu warszawskiego dzieli 260 kilometrów i 375 miejsc w rankingu jakości życia. Warszawski zajmuje w nim 2. miejsce, bartoszycki jest piąty od końca, czyli 376.
Grażyna Myślińska
Widok Bartoszyc z dzwonnicy zabytkowego kościoła św. Jana Ewangelisty i Matki Boskiej Częstochowskiej. Kościół jest najstarszym zabytkiem miasta. Jego budowę rozpoczęto w 1332 r., wraz z lokacją miasta Bartenstein
Każdego dnia z Warszawy do Bartoszyc wyjeżdżają dwa autobusy. Najwięcej podróżnych jest w piątki po południu. – Pani też do Bartoszyc? – dziwi się młody człowiek. – A po co tam jechać? Chyba żeby zobaczyć jedyny w Polsce północno-wschodniej powiat, w którym wygrał Komorowski. Toż my nawet Polską C nie jesteśmy. Takie zatyle, że strach. Wszyscy nas mają w… głębokim poważaniu, i rząd, i prezydent, i marszałek też zresztą. Bo my nie leżymy ani na Warmii, ani na Mazurach. Warmia i Mazury... Bartoszyce mają nieszczęście leżeć w owym „i”. Ja jeżdżę dwa razy w miesiącu, do rodziny. Pracuję w ekipie budowlanej w Warszawie. Wylewamy posadzki, układamy glazurę, kładziemy podłogi. W Warszawie dużo ludzi z Bartoszyc pracuje. Na zarobki nie narzekam, na pewno niższe niż w Anglii lub Niemczech, gdzie mam kolegów, ale ja częściej niż oni jestem w domu.
Okazuje się, że przy brygadzie działa koło miłośników starego sprzętu audiowizualnego, któremu chorąży Błogosławski przewodniczy. – Mamy tu naprawdę unikatowe eksponaty. Na przykład jedyny w Polsce magnetowid dwustronny czy prekursora domowego kina, zestaw, który w jednej obudowie zawiera telewizor, gramofon, magnetofon, wzmacniacz i radioodbiornik. Żołnierze sekcji w przypadku działań wojennych mają za zadanie zająć się pochówkami zmarłych i poległych oraz powiadamianiem najbliższych poległego. To nie jest teoria. Pamiętam, jak w grudniu 2011 r., tuż przed świętami Bożego Narodzenia, na lotnisku w Warszawie zapłakane rodziny witały swoich chłopców, którzy polegli w Afganistanie. Przeżyłam to osobiście, bo latem fotografowałam ich na poligonie w Orzyszu, gdy przygotowywali się do misji. – To są bardzo trudne chwile – wspomina chorąży. – Pamiętamy o nich, utrzymujemy kontakt z rodzinami, zapraszamy na uroczystości w jednostce, dzieciom posyłamy paczki z okazji świąt. Ale przecież nawet czas tej straty całkiem nie ukoi.
W styczniu 2016 roku granicę przekraczało 1800 osób na dobę. Niewiele mniej niż przed rokiem o tej porze. – Problem polega na tym, że nie wszyscy chcą poprzestawać na tym stosunkowo niewielkim zarobku. Szczególnie młodzi ludzie mają większe apetyty. Wielu z nich bliskość granicy demoralizuje. Wcześniej czy później popadają w konflikt z prawem – martwi się celnik. Z kryminalnej kroniki: środa 27 stycznia. Funkcjonariusze Straży Granicznej z placówki w Bezledach ujawnili przemyt wyrobów akcyzowych o wartości ponad 48 tys. zł. Papierosy schowane były w samochodzie, a w drugim przypadku pod odzieżą trzech osób.
Ulica Bohaterów Warszawy – mistrz szutrowych tras
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł