publikacja 25.03.2016 00:15
Co zrobić, gdy drogę zastąpi łoś? Albo znajdziemy poranioną sarnę? Myśleć...
zdjęcia jakub szymczuk /foto gość
Pani Wanda Dejnarowicz w nowoczesnej sali operacyjnej dla dzikich zwierząt
Las, piękny, gęsty las mieszany, w którym żyją i sarny, i dzi- ki, i wiewiórki, i zające, i wiele innych gatunków. A w lesie kilka budynków. To Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt. Dla tych wszystkich ssaków, którym się nie udało: dla małych szaraków, poranionych jeży, potrąconych saren i dzików potrzebujących pomocy.
Dwa, rzeczywiście całkiem śliczne, ośmiomiesięczne dziki wylegują się w drewnianej zagrodzie. – Bawią się ze sobą jak rodzeństwo. Niedługo pojadą w siną dal, gdzieś do lasów pod Siedlce i tam będą dokazywać – opowiada dr Dejnarowicz. – Obok jest leczona maleńka sarna. Wpadła pod samochód. Ma połamaną miednicę. Mam nadzieję, że da radę.
A łowczy Roman Trojan dodaje: – Każda nasza akcja jest inna, zawsze musimy być maksymalnie skoncentrowani i działać w sposób przemyślany. Kilka dni temu uczestniczyłem w przykrym zdarzeniu: łoś wybiegł przed miejski autobus. Niestety, nie przeżył. Dobrze, że pasażerom nic się nie stało. Dlaczego wybiegł z lasu? Może właśnie ktoś niefrasobliwie wypuścił psa...
Przybysze (niemile) widziani
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł