Nie tylko u Kiszczaka

Andrzej Grajewski

GN 10/2016 |

publikacja 03.03.2016 00:15

Dokumenty, które były w posiadaniu gen. Kiszczaka, mają nie tylko wartość historyczną. Poza kontrolą instytucji państwowych ciągle stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

Funkcjonariusze policji wynoszą dokumentację znalezioną podczas przeszukania domu gen. Czesława Kiszczaka PAWEł DąBROWSKI /SE/EAST NEWS Funkcjonariusze policji wynoszą dokumentację znalezioną podczas przeszukania domu gen. Czesława Kiszczaka

Na ten aspekt ostatnich wydarzeń zwrócił uwagę prezydent Andrzej Duda. W rozmowie z portalem Wirtualna Polska podkreślił, że znaczenie tych dokumentów nie ogranicza się tylko do biografii Lecha Wałęsy. Istotna jest też odpowiedź na pytanie: „ile jeszcze jest domów w Polsce, w których dokumenty wypracowane przez tajne służby PRL wciąż się znajdują – w sposób całkowicie nielegalny – i w jaki sposób wpływają nadal na historię Rzeczypospolitej”.

Zapytałem prof. Antoniego Dudka, członka Rady IPN, dlaczego Instytut wcześniej nie próbował prowadzić śledztwa przeciwko osobom podejrzewanym o ukrywanie dokumentów. – 10 lat temu – wspomina prof. Dudek – poszedłem z tym problemem do prezesa Janusza Kurtyki, proponując mu wszczęcie śledztw i dokonanie przeszukania mieszkań osób, co do których zachodziło uzasadnione podejrzenie, że mają takie dokumenty. Prezes bardzo się do pomysłu zapalił, ale poszedł go skonsultować. Po jakimś czasie wrócił markotny i powiedział, że tego nie da się zrobić, gdyż w policji pracuje ciągle wielu byłych esbeków, którzy uprzedzą zainteresowanych o takiej akcji, i nic z tego nie będzie. Dzisiaj prawdopodobnie procent esbeków pracujących w policji jest mniejszy, ale mam wątpliwości, czy prokuratorzy IPN wykazaliby w tej sprawie odpowiednią determinację – podsumowuje prof. Dudek. Z informacji prasowych wynika, że od jakiegoś czasu prowadzone jest przez IPN śledztwo w sprawie ukrywania dokumentów. W kręgu podejrzanych ma być 20 osób. Jednak w przypadku zbioru gen. Kiszczaka prokurator IPN wkroczył dopiero, kiedy wdowa po generale sama przyszła do prezesa. Należy wątpić, aby znalazła naśladowców.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.