publikacja 19.05.2016 00:00
Konflikt w Janowie przeszedł w uśpioną fazę, ale może na nowo rozgorzeć przy okazji sierpniowej aukcji.
JAKUB SZYMCZUK /FOTO GOŚĆ
W Janowie czujemy się jak w świecie z bajki.
Po trawnikach oprócz koni przechadzają się bociany.
Pędzimy wąskimi dróżkami wśród podlaskich pól i lasów. Majowe słońce ostro świeci w oczy, a błękit nieba kontrastuje z zielenią otaczającej nas przyrody. Przejeżdżamy przez bramę Stadniny Koni Janów Podlaski. Nagle znajdujemy się w świecie jak z bajki: po trawnikach chodzą bociany, a piękno koni różnej maści i rasy jest oszałamiające. Trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno Janów był w centrum politycznej burzy.
Mateusz Leniewicz-Jaworski nie chce zabierać głosu w sprawie śmierci koni. Podkreśla, że trwa śledztwo. Zadaniem prokuratorów jest wyjaśnienie sprawy. – W gospodarstwie pracuje ok. 90 osób. Mają dosyć afer, chcą normalnie pracować, skupić się na koniach – podsumowuje. Zapewnia nas, że aukcja nie jest zagrożona. Inaczej myślą jednak mieszkańcy Janowa, którzy spodziewają się wielkiej klapy.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł