publikacja 14.07.2016 00:00
Wójt te sery w torbach do stolicy wywoził. A babcie – pekaesami na targ. Dziś młodzi dojrzewają razem z serami, które do Korycina trafiły podobno ze... Szwajcarii.
ROMAN KOSZOWSKI /foto gość
Wójt Korycina (od lewej) i gospodarze – serowarzy zapraszają do konsumpcji.
Halo, Urząd Gminy Korycin? Podobno tutaj sery gminę wzbogaciły i rozsławiły.
Pan Marcin jak oka w głowie pilnuje szczególnie jednego sera: dwuletniego korycińskiego, dojrzewającego. Bez dodatków. Chce go dotrzymać w piwniczce jeszcze co najmniej ze dwa lata. I udowodnić światu, że wtedy ich ser – koryciński – dużo lepszy będzie niż te włoskie i francuskie, kilkuletnie dojrzewające. – Sery... wciągają, a my dojrzewamy do nich. Jesteśmy młodzi, wykształceni. Ja pracowałem na Zachodzie, miałem dużą firmę, dobrze prosperującą. Ale postanowiliśmy tutaj wrócić i działać. Tu jest nasz kraj, jesteśmy u siebie. Mam tylko nadzieję, że Polska się nam dobrze odpłaci. Bo na razie biurokracja dla przedsiębiorców straszna. W dodatku straszą ciągle jakimiś podwyżkami cen wody i prądu dla przedsiębiorców. W tygodniu produkujemy do 700 kg sera. Moglibyśmy dużo, dużo więcej i zamierzamy rozszerzyć działalność. Ale jeśli naprawdę wejdą te podwyżki, nie damy rady.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł