publikacja 04.08.2016 00:00
„No stress” – powtarzają na każdym kroku mieszkańcy Wysp Zielonego Przylądka. Mają przecież szerokie piaszczyste plaże, tawerny, w których przesiadują całymi dniami, i najpiękniejszą muzykę pod słońcem. Czego potrzeba więcej?
szymon babuchowski /foto gość
W salinach Pedra de Lume, położonych we wnętrzu krateru, koniecznie trzeba zażyć leczniczych kąpieli.
Zokna samolotu wyspa Sal wygląda jak kupka piasku wrzucona w ocean. Surowy, rdzawo-piaskowy krajobraz kłuje w oczy, kiedy busikiem zmierzamy w stronę hotelu. Choć to Wyspy Zielonego Przylądka, zieleni tu jak na lekarstwo. Bo też nie obfitej roślinności zawdzięczają one swoje miano. Nazwa archipelagu, po portugalsku brzmiąca Cabo Verde, pochodzi od Przylądka Zielonego – jednego z najdalej wysuniętych na zachód miejsc w kontynentalnej Afryce. Dzieli nas od niego ponad 450 kilometrów.
Góra Lwa
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł