W domu mówiło się o Mengele

Janusz Skowroński

dodane 17.10.2016 14:08

Kiedy w maju odsłonięto w Miłoszowie pomnik pamięci więźniów Hartmannsdorf, filii obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, wśród przybyłych rodzin pojawiły się dzieci Zygmunta Kuliga, obozowego więźnia-lekarza. Kilka miesięcy później jego najstarszy syn Andrzej powrócił na Dolny Śląsk, chcąc poznać miejsce, gdzie ojca zastał koniec wojny. Tak dotarł do Sieniawki.

W domu mówiło się o Mengele Janusz Skowroński Prof. Andrzej Kulig, syn Zygmunta, więźnia obozu Gross-Rosen Kleinschönau, odwiedził teren byłego obozu Zittwerke (Sieniawka), gdzie jego ojca zastał koniec wojny. Na zdj. przy jednym z czterech zachowanych stołów do preparacji anatomicznych.

Zygmunt Kulig przebywał w Hartmannsdorfie do samego końca a obóz zlikwidowano 19 marca 1945 r. W połowie lutego widział, jak ponad tysiącosobowa grupa więźniów wyszła z Hartmannsdorfu w nieznane. Nie wiedział, że po miesiącu dotrą do Buchenwaldu i dla wielu będzie to marsz śmierci. Lekarz pozostał w obozie, opiekując się grupą więźniów obłożnie chorych i nie nadających się do marszu o własnych siłach. Wybrał dwóch najzdrowszych - Władka Kołłątaja i Zdzisława Molendę - do pomocy przy więźniach ale i przy pochówkach tych, którzy w międzyczasie umierali.

Ci żyjący trafili do kolejnego obozu Zittwerke na przedmieścia Zittau, do  jego wschodniej części za Nysę Łużycką, która nazywała się Kleinschönau. To dzisiejsza Sieniawka w Polsce. Tu doświadczyli kolejnego piekła, widząc tysiące wygłodzonych więźniów, głównie Żydów węgierskich, słowackich i polskich, zatrudnionych przy produkcji samolotów bojowych. Wśród nich były także kobiety, na których dokonywano eksperymentów medycznych. 

Pewna węgierska Żydówka już w Kleinschönau rozpoznała w jednym z esesmanów słynnego doktora Josefa Mengele, „anioła śmierci”, którego poznała jeszcze w Auschwitz. Do jej relacji w Budapeszcie dotarł Jan Witek, kierujący Łużycką Grupą Poszukiwawczą (ŁGP) z Bogatyni. Z oprawcą, jakim był Mengele, musiał zetknąć się także doktor Kulig, bo w tej sprawie w 1972 roku był przesłuchiwany.

Ucieczka Mengele z Auschwitz pozostaje pełna zagadek, ale kolejni świadkowie i nowe fakty przemawiają za tym, że mogła przebiegać przez Dolny Śląsk i północne Czechy. ŁGP dotarła do relacji historyków czeskich. Twierdzą oni, że kobiety z przynajmniej dwóch obozowych filii Gross-Rosen w Bilym Kostele nad Nysou i Chrastavie, znajdujących się w Czechach w styczniu i marcu 1945 roku, odwiedzał Mengele, dokonując selekcji ciężarnych kobiet. To zaledwie 12 km od Sieniawki. Swoje eksperymenty medyczne Mengele przeprowadzał do końca wojny. 

W domu u Kuligów nie rozmawiano o obozie i przeżyciach ojca. Rodzice nie chcieli, aby dzieci wyniosły cokolwiek z domu do szkoły. Córka Maria zapamiętała, że kilka razy padło nazwisko: Mengele. Ojciec nie pojechał na przesłuchania w tej sprawie do Niemiec, więc odbyły się one w Krakowie. Mocno je przeżył, wróciły wojenne koszmary. Szczegółów nie zna, wie jednak, że po przesłuchaniach sporządzono prywatne notatki.

Pisał je prof. Józef Nedoma, tłumaczący w sądzie zeznania Kuliga. On sam, mimo doskonałej znajomości języka, nie chciał zeznawać po niemiecku. Nedoma opowiadał później, że usłyszał rzeczy straszne. A przesłuchujący pytali o Mengele. Niedługo potem dr Kulig zmarł.

Syn Andrzej jest  uznanym profesorem medycyny, patomorfologiem. Po pobycie w Zittwerke przesłał do ŁGP opinię o tym, co tu ujrzał: „W czasie mojego pobytu w piwnicach  byłych koszar wojskowych w Sieniawce miałem możność dokładnego obejrzenia betonowych stołów opartych na szerokiej prostokątnej pionowej podstawie. Były to dwa rodzaje stołów. Pierwsze dwa odpowiadają budowie typowych stołów sekcyjnych, które zostały częściowo zmodyfikowane na początku lat 70. Posiadają zewnętrzne doprowadzenie wody i centralny odpływ.

Stoły zmodyfikowano pokrywając powierzchnię  płytkami ceramicznymi, doklejonymi do poprzedniej płaszczyzny betonowej. Jak mnie poinformowano, na stołach tych wykonywano po wojnie sekcje zwłok osób zmarłych w szpitalu psychiatrycznym, mieszczącym się w części dawnych koszar. Niezależnie od sali sekcyjnej korespondowało z nią zaplecze zwykłe dla prosektoriów, obecnie bez typowego sprzętu.

W innym pomieszczeniu pokazano mi kolejne dwa stoły o innej konstrukcji oraz znajdującą się w narożnej części pomieszczenia betonową kadź - zbiornik.  Stoły są prostokątne, jednak brzegi były wysokie, skośnie opadające w kierunku dna tworząc struktury trapezoidalne. W dnie znajdował się odpływ wody do kanalizacji. W brzeżnych częściach pozostały elementy metalowych rur, prawdopodobnie doprowadzających wodę służącą do wypłukiwania treści (krew, skrzepy, płyny, nieczystości) w czasie preparowania.

Wymiary stołu: 3,10x1,15 m a łoże  ma 2,50 m. W mojej opinii stoły te przeznaczone były do wypreparowywania bloków anatomicznych narządów przeznaczonych do dalszych  szczegółowych badań  np. wad  rozwojowych, zmian po przeprowadzonych wcześniej zabiegach chirurgicznych itp. 

Z przekazów mojego ojca, lekarza dra Zygmunta Kuliga, więźnia tego obozu pamiętam, że niektórzy niemieccy lekarze (m.in. dr Mengele) byli zainteresowani tymi badaniami, o czym dowiadywał się od innych więźniów. Wypreparowywane bloki narządowe były prawdopodobnie utrwalane w opisanym  wyżej zbiorniku w roztworze formaliny, a następnie w płynie Keiserlinga.

Wykonywano z nich preparaty anatomiczne. Preparaty w słojach były prawdopodobnie przekazywane do medycznych ośrodków akademickich w Niemczech jako przedmiot badań czy pomocy naukowych. Jestem specjalistą patomorfologiem o ponad 60-letnim doświadczeniu, dlatego znając zaplecza licznych prosektoriów w kraju i za granicą, czuję się upoważniony do snucia powyższych rozważań.”

ŁGP współrealizowała dokument filmowy „Mury mówią”. Od kiedy wiosną umieściła go w internecie w polskiej i niemieckiej wersji językowej, cały czas zgłaszają się świadkowie, także zza Nysy Łużyckiej, którzy mają coś do powiedzenia w tej sprawie. 

Ponad 20-hektarowy zabudowany teren, częściowo zagospodarowany nawet dziś przeraża swoimi rozmiarami. Nie każdy z mieszkańców ma świadomość miejsca, co działo się tu podczas wojny. Obecnie trwają przygotowania, by trwale upamiętnić męczeństwo więźniów Gross-Rosen. Wkrótce ma stanąć tu stosowny pomnik. Jak w Miłoszowie.