Ireneusz Krosny na lubelskiej Poczekajce

Justyna Jarosińska

dodane 27.02.2017 11:18

Czarna scenografia, białe światło, czarny strój. - Stosuję wyłącznie najprostsze środki wyrazu - podkreślał znany mim, który wystąpił przed publicznością w amfiteatrze o. kapucynów.

Ireneusz Krosny zaprezentował swoje najlepsze scenki kabaretowe Justyna Jarosińska /Foto Gość Ireneusz Krosny zaprezentował swoje najlepsze scenki kabaretowe

Ireneusz Krosny zagrał w Lublinie swoje najpopularniejsze sceny kabaretowe. Nie zabrakło „Wizyty u szefa” oraz „Księżniczki i rycerza”, który wzbudził największy aplauz. Spotkanie z Krosnym, absolwentem teologii KUL, który przypomniał, że Poczekajka przez kilka lat była też jego parafią, zgromadziło tłum widzów i oprócz dobrej zabawy, było także okazją do bliższego poznania człowieka, który na scenie nic nie mówi.  

- Zabawę z pantomimą rozpocząłem, gdy miałem 14 lat - opowiadał Irek Krosny. - Wszedłem do teatru pantomimy i wiedziałem, że będę mimem. Nikt w to wtedy nie wierzył oprócz mnie. Rodzina życzyła mi oczywiście dużo lepszego zawodu. Czasami jednak trzeba pójść za marzeniem, myślę jednak, że to także droga, którą dla mnie wybrał Pan Bóg. On ma dla każdego z nas jakiś plan na życie. Ja starałem się rozeznać, gdzie Pan Bóg chce mnie widzieć. Wydaje mi się, że idę właściwą drogą. 

Ireneusz Krosny przez blisko 2 godziny odpowiadał na wszystkie pytania, które zadawała zarówno młodsza jak i starsza widownia. - Tak, w czasie blisko 3 tysięcy moich występów zaliczyłem także wpadki - śmiał się mim. - Człowiek nie jest maszyną.

Krosny wspominał swoje pierwsze spektakle odgrywane w szkołach oraz pierwsze wygrane festiwale. - Przez trzy lata grałem po 100 spektakli, zanim udało mi się pojechać na jakikolwiek festiwal. W związku z tym, gdy już pojechałem, to mój program był doszlifowany perfekcyjnie - podkreślał. 

Mim zwracał uwagę, że w zawodach artystycznych jest bardzo ważne, by umieć pogodzić swoje życie zawodowe z życiem rodzinnym. -  Nie da się żyć razem, ale osobno - mówił. - Bardzo ważne jest, by tak sobie wszystko ułożyć, by mieć czas na to, co jest najważniejsze. Ja po 5 latach teologii mogłem sobie jasno powiedzieć, że rodzina jest ważniejsza niż praca. W związku z tym czasami musiałem podejmować wydawałoby się drastyczne decyzje dla mojej kariery. Z tego punktu widzenia można stwierdzić, że przegapiłem wiele ważnych momentów w życiu, ale z drugiej strony moje dzieci znają mnie z domu, a nie z telewizji, i mam ciągle tę samą żonę od 25 lat.  

Spotkanie z Ireneuszem Krosnym odbyło się w ramach kolejnej edycji projektu „Z kulturą do nieba” organizowanego przez Franciszkańskie Centrum Promocji Kultury Chrześcijańskiej.