Kolejny akt batalii Polki w obronie klauzuli sumienia w Norwegii

Jarosław Dudała

dodane 10.03.2017 10:15

Składam dziś odwołanie do sądu drugiej instancji - powiedziała serwisowi gosc.pl Katarzyna Jachimowicz, polska lekarka domagająca się klauzuli sumienia dla lekarzy rodzinnych w Norwegii.

Kolejny akt batalii Polki w obronie klauzuli sumienia w Norwegii Roman Koszowski /Foto Gość Dr Katarzyna Jachimowicz

Polka została wyrzucona z pracy za motywowaną sprzeciwem sumienia odmowę zakładania wczesnoporonnych wkładek domacicznych. Uznała to za naruszenie jej wolności sumienia i wytoczyła w tej sprawie precedensowy proces, mając nadzieję, że jego rezultatem będzie przywrócenie klauzuli sumienia, która została niemal całkowicie zniesiona w norweskiej medycynie rodzinnej.

W pierwszej instancji  zapadł wyrok nie tylko niekorzystny dla skarżącej, ale też kuriozalnie umotywowany. Sąd w Notodden uznał, że skoro mężczyźni nie spotkają się z odmową założenia im wkładki domacicznej (sic!), to kobiety też nie mogą spotkać się z taką odmową, bo... byłby to akt dyskryminacji ze względu na płeć.

Oto mówiący o tym cytat z orzeczenia sądu: „Fakt, że kobieta, która prosi o założenie jej wkładki domacicznej jest z powodu sprzeciwu sumienia kierowana do lekarza innego niż jej lekarz rodzinny, stanowi według sądu formę dyskryminacji ze względu na płeć. Według sądu, wystarczy zauważyć, że z ludzkiej natury (fizycznej) wynika, iż mężczyźni nie spotkają się z sytuacją, że będą musieli iść do innego lekarza niż ich lekarz rodzinny z powodu sprzeciwu sumienia lekarza co do tej formy medycznego działania zapobiegającego reprodukcji”.

Tekst apelacji, przygotowany przez adwokata polskiej lekarki Haakona Blekena podważa - rzecz jasna - argumentację sądu.

Jak zauważyła dr Jachimowicz, skarga odwoławcza jeszcze silniej podkreśla aspekt dyskryminacji, z jaką się spotkała jako katoliczka konsekwentnie postępująca według zasad moralnych Kościoła (choć oczywiście sprzeciw wobec działań niszczących życie człowieka nie wymaga odwoływania się do poglądów religijnych).

- Bezsporne jest, iż współuczestnictwo w działaniu powodującym aborcję ( a tak w istocie działa tzw. spiralka - przyp. red.) jest w konflikcie z centralnym nauczaniem moralnym Kościoła katolickiego. Sprawa ta jest więc centralnym punktem interesów, które chroni art. 9 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (EKPC) - podkreśla tekst skargi apelacyjnej.

Nawiasem mówiąc, sąd pierwszej instancji - przyjmując, że prawo norweskie przekłada tzw. prawa kobiet ponad wolność sumienia tak dalece, jak to tylko możliwe pod rządami EKPC - przyznał, że preferencja ta może iść za daleko. Sprawdzić to można, składając skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Najpierw jednak konieczne jest wyczerpanie drogi sądowej w Norwegii. A to oznacza zwrócenie się do najpierw do sądu apelacyjnego i ewentualnie także do Sądu Najwyższego.

Tymczasem proces apelacyjny toczyć się będzie w mieście Skien na południu Norwegii, w regionie Telemark. Prawdopodobnie termin rozprawy wypadnie po wakacjach.