RADIO WATYKAŃSKIE |
publikacja 08.01.2010 17:39
Wspólnota międzynarodowa nie może już dłużej chować głowy w piasek i udawać, że przyczyną konfliktu są kwestie etniczne, a nie rabunkowa gospodarka surowcami mineralnymi. Tymi, którzy rzeczywiście stoją u podstaw braku pokoju, są międzynarodowe koncerny i spółki wydobywcze z siedzibami w Europie, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Azji, które bezkarnie łupią bogactwa Konga.
CIA The World FactBook (PD) (fragm.)
Okolica Wielkich Jezior
Zamiast dalszej militaryzacji afrykańskiego Regionu Wielkich Jezior trzeba większej kontroli nad eksploatacją znajdujących się tam bogactw naturalnych i prowadzenia dialogu z lokalną społecznością. Taką receptę na pojednanie, szczególnie w dwóch zapalnych regionach Demokratycznej Republiki Konga, jakimi są północne i południowe Kivu, proponują misjonarze ksawerianie z organizacji „Pokój dla Konga”.
Zabrali oni głos w kontekście ostatniego raportu Organizacji Narodów Zjednoczonych na temat prawdziwych przyczyn konfliktu w tej części Afryki. Misjonarze podkreślają, że wspólnota międzynarodowa nie może już dłużej chować głowy w piasek i udawać, że przyczyną konfliktu są kwestie etniczne, a nie rabunkowa gospodarka surowcami mineralnymi. Tymi, którzy rzeczywiście stoją u podstaw braku pokoju, są międzynarodowe koncerny i spółki wydobywcze z siedzibami w Europie, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych i Azji, które bezkarnie łupią bogactwa Konga. Misjonarze apelują o pociągnięcie do odpowiedzialności także rządów sąsiednich Rwandy i Ugandy, które nielegalnie eksploatują zasoby mineralne w Kivu. Wzywają też do wprowadzenia w życie dyrektywy Parlamentu Europejskiego nakazującej dokumentowanie pochodzenia sprzedawanych minerałów. Misjonarze z organizacji „Pokój dla Konga” przypominają jednocześnie, że militaryzacja regionu przez amerykańskie oddziały AFRICOM w żadnej mierze nie przyczyniła się do wzrostu bezpieczeństwa i przywrócenia pokoju, a spowodowała jedynie pogłębienie i tak ogromnego ubóstwa Kongijczyków.
List zawierający te wnioski misjonarze wysłali na ręce prezydenta Baracka Obamy. Zachęcają w nim prezydenta do krytycznego spojrzenia na 20-letnią obecność Amerykanów w Regionie Wielkich Jezior i do większej troski o bogactwa naturalne Konga oraz o samych Kongijczyków.