Komisja Millera zmieniła "strefę wybuchu" na "strefę pożaru"

PAP |

dodane 08.12.2017 14:38

Komisja Millera zamieniła w końcowej wersji raportu dotyczącego katastrofy smoleńskiej "strefę wybuchu" na "strefę pożaru" - poinformował posłów p.o. szefa podkomisji badającej katastrofę Krzysztof Nowaczyk, przedstawiając nagranie z obrad komisji Jerzego Millera.

Komisja Millera zmieniła "strefę wybuchu" na "strefę pożaru" PAP/Paweł Supernak Kazimierz Nowaczyk

Szef podkomisji smoleńskiej Ministerstwa Obrony Narodowej Kazimierz Nowaczyk przedstawił posłom na posiedzeniu sejmowej komisji obrony narodowej na temat działalności podkomisji ponownie rozpatrującej i wyjaśniającej przyczyny katastrofy samolotu Tu154M pod Smoleńskiej.

Nowaczyk przedstawił posłom zapis dźwiękowy posiedzenia komisji Millera, "gdzie analizowane było wrakowisko". W piątek portal niezalezna.pl zamieścił nagranie z komisji obrony narodowej, zwracając uwagę na jeden z jego fragmentów.

Uczestnik posiedzenia komisji mówi na nagraniu: "Tutaj mamy znowu z ekspertyzy wykonanej przez firmę Smallgis zaznaczone prawdopodobne strefy wybuchów o średnicy 14,9 metrów, czyli tu i tu. To jest nieładnie napisane +wybuchów+". Mężczyzna pyta, "czy możemy tu twórczo dokonać korekty? Od razu?". Po chwili dodaje: "tutaj wstawimy +w strefie pożarów+, bez średnic? Oni twierdzą, że to jest prawdopodobne, jako eksperci".

Nowaczyk powiedział, że nie będzie tego komentował, jak zaznaczył - "to nie jest fragment, kiedy komisja Millera dyskutuje, tylko ustala końcową wersję raportu".

Ekspert MON zaprzeczył jakoby komisja Millera zabezpieczyła wszystkie skrzynki. Powiedział, że są one w Moskwie, a Polska ma tylko kopie.

Przyznał, że jest to też pierwsze badanie katastrofy, gdzie nie ma czarnych skrzynek, a kopie czarnych skrzynek różnią między sobą. "W tej chwili podajemy te ustalenia, gdzie zapisy skrzynek się nie różnią" - powiedział.

Nie chciał powiedzieć, kiedy zakończą się prace podkomisji i powstanie raport. "Proszę nam dać trochę czasu". "Ta katastrofa jest czymś wyjątkowym i wymaga wyjaśnienia" - mówił.

Nowaczyk przypomniał konkluzję raportu komisji Millera, która brzmiała: "samolot do momentu uderzenia w ziemię był sprawny". Dodał, że oficjalny zapis kopii rosyjskiego rejestratora przekazany stronie polskiej kończy się wcześniej niż zapis z rejestrowana zaprezentowany przez MAK. "Widać, że kopia przekazana Polsce jest krótsza" - mówił.

Zacytował fragment wywiadu udzielonego przez przewodniczącego komisji technicznej MAK Aleksieja Morozowa: "jednocześnie pięć sekund to akurat ten czas, który minął od momentu uderzenia samolotu w drzewo, które doprowadziło do jego intensywnego zniszczenia, do przerwania nagrywania. Na tamtym etapie lotu z powodu rozpoczęcia się procesu rozpadania się samolotu rzeczywiście została zarejestrowana informacja o uszkodzeniu szeregu systemów, w tym pierwszego silnika i radiowysokościomierza".

Jak dodał cytowany przez Nowaczyka Morozow: "Jak już zwróciłem uwagę wcześniej, w tamtym momencie katastrofa była już nieodwracalna. Samolot prawie przechylił się na skrzydło poniżej wysokości podchodzenia do lądowania i stracił sterowność. Samolot chaotycznie i intensywnie rozpadał się. Odpadały od niego części, czemu towarzyszyła informacja o zaprzestaniu pracy różnych systemów i przyrządów".

Jak zaznaczył czytający te słowa Nowaczyk, "to się działo przed uderzeniem w ziemię".

Dalej cytował Morozowa, który mówił: "Analizowanie przyczyn, których, jest to oczywiste dla specjalistów, ale również myślących ludzi, nie ma żadnego sensu". Z tymi słowami Nowaczyk kategorycznie się nie zgodził.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu154M pod Smoleńskiem zginęło 96 osób, z prezydentem Lechem Kaczyńskim. Polska delegacja udawała się na 70. rocznicę zbrodni katyńskiej.