Walet, dama, król, as. I Joker

Andrzej Macura

Świat nie musi być coraz gorszy. Trzeba tylko mądrze sprawy rozgrywać.

Walet, dama, król, as. I Joker

Czy światem rządzą spiski? Myślę, że to gruba przesada. Pamiętam jednak, jak łatwo mała, ale zgrana grupa, kierująca się jasno określonymi celami, może wpływać na niezdecydowane, bo pluralistyczne społeczeństwo. Gdy patrzę, jak w niektórych krajach łatwo zmieniane są uświęcone wiekami trwania tradycji rozwiązania prawne, nie mam wątpliwości, że to efekt sprawnie działającej inżynierii społecznej. Nie po to się zresztą przecież różnych speców w tej dziedzinie kształci, żeby byli bezrobotni.

Dokąd zmierza ten świat? Na szczęście tego nie wiem. I na szczęście, nie wie tego nikt, bo w tej społecznej grze jest jeszcze jeden, nieprzewidywalny dla wszystkich graczy czynnik: Bóg, znający wszystkie będące w ludzkich rękach karty i konsekwentnie realizujący swój plan zbawienia.

Cieszę się, że ostatnio (chyba) wzrasta świadomość tego, kto tak naprawdę jest Panem świata. A widzę to w ogromnej fali modlitwy, która przelewa się przez świat, oddając Bogu nie tylko sprawy własne, ale i „świata całego”. I nie tylko o codzienne Msze chodzi, w których składamy Bogu Ciało i Krew Jego Syna jako ofiarę „zbawienną dla całego świata” (z IV Modlitwy Eucharystycznej). Nie tylko o Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Także różaniec, po który coraz chętniej sięgają nie tylko starsi i nie tylko w Fatimie, ale ludzie w różnym wielu na całym świecie uświadamiający sobie, że bez tej modlitwy za ten świat będzie tylko gorzej.

Dlatego ucieszyłem się na wieść, że po Polsce i paru innych krajach także w Wielkiej Brytanii organizowana jest akcja różańcowa mająca – jak to określił ordynariusz diecezji Paisley, bp John Keenan – być początkiem nawrócenia i pojednania Wysp Brytyjskich. A poprzedzona zostanie jeszcze jednym, leżącym do niedawna w lamusie środkiem upraszania Bożych łask: postem.

Nie wiem oczywiście, jakie efekty przyniesie ta inicjatywa. Patrząc dziś na Polskę i mając w pamięci kilka oddających nasz kraj Bogu inicjatyw z ostatniego czasu myślę, że to jednak broń dość skuteczna. Choć prowokująca siły zła do zdwojenia wysiłków. Paradoksalnie, właśnie po tym widać, że Przeciwnik poczuł się bardzo niepewnie...

Myślę jednak, że nie powinniśmy zapominać o jeszcze jednym narzędziu naprawy tego świata. Jest nim wierne, na przekór wszystkiemu, trzymanie się Ewangelii. I nie chodzi mi o pozbawiony realnej treści slogan, ale faktyczne trzymanie się jej przesłania. Mamy się zapierać samych siebie, brać krzyż i naśladować Jezusa? To tak róbmy. Ci, którzy chcą być pierwszymi mają być sługami wszystkich? No to tak sprawy stawiajmy. Nie mamy nikogo gorszyć? No to strzeżmy się pomiatania bliźnim, bo nie ma gorszego antyświadectwa niż taka postawa, będąca zaprzeczeniem najważniejszego przecież przykazania. Mamy pamiętać o nierozerwalności małżeństwa? Stawać się jak dzieci? Strzec się bogactwa, bo ono utrudnia wejście do Królestwa? Pamiętać, że bycie przełożonym jest służbą? (przypominam kolejne wskazania Ewangelii Marka) No to tak róbmy, a nie ograniczajmy się do tłumaczenia, że do kościoła chodzę, nikogo nie zabiłem i nikogo nie okradłem. Bo to stanowczo za mało by powiedzieć, że wierzy się Ewangelii.

Jeśli my będziemy lepsi, lepszym stanie się cały świat. Lecz jeśli sól ziemi traci smak, a światło świata dymi i kopci, to co się dziwić, że jako chrześcijanie mamy mizerny wpływ na to, dokąd ten świat zmierza? Niestety, te wszystkie modlitwy i posty w intencji świata muszą najpierw (choć niekoniecznie w pierwszej kolejności) przynieść i ten skutek, że coś zmieni się także w nas.