Harcerze ranni w wybuchu ognia na Górze św. Anny

Karina Grytz-Jurkowska

dodane 27.05.2018 17:53

Do wypadku doszło około południa przy pomniku Czynu Powstańczego. Życie młodych nie jest zagrożone.

Harcerze ranni w wybuchu ognia na Górze św. Anny   Karina Grytz-Jurkowska /Foto Gość Metalowa misa wraz z cokołem chwilowo jest biała od substancji gaszących... Harcerze z Chorągwi Śląskiej ZHP skończyli właśnie spływ. Postanowili w niedzielę spotkać się pod pomnikiem, by apelem upamiętnić to miejsce i poległych Powstańców Śląskich.

W trakcie przygotowań, ustawiania się, jedna z osób, instruktorów próbowała dolać paliwa do znicza - czaszy znajdującej się tam w centralnym punkcie. Wtedy doszło do wybuchu.

Obecni z harcerzami na miejscu ratownicy i lekarze udzielili natychmiast pomocy.

Z sześciu poszkodowanych (opiekunowie i kilkoro dzieci) rannego będącego w najcięższym stanie, poparzonego 21-latka, przewieziono helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo (ma głównie oparzenia rąk i klatki piersiowej, ok. 20 proc. powierzchni ciała). Trzy kolejne osoby przewieziono karetkami do szpitali w Strzelcach Opolskich i Kędzierzynie-Koźlu, a dwie osoby nie wymagały hospitalizacji.

Policja ustala okoliczności tego wypadku. A jedynym śladem zdarzenia przy pomniku jest już tylko biały nalot z proszku gaszącego wokół znicza.

- Tak, widziałem jak śmigłowiec krążył tu nad Górą Świętej Anny, a potem lądował. Przykro, że tak się stało. Dlaczego wybuchło? Nie wiem - może dlatego, że metalowa misa była bardzo nagrzana, bo dzień był bardzo słoneczny... - przypuszcza pan Tomasz, jeden z miejscowych.

Harcerze ranni w wybuchu ognia na Górze św. Anny