Załóżmy dobre okulary

Andrzej Macura

Jaki jest dzisiejszy świat? Wiele zależy od tego na co i przez co się patrzy.

Załóżmy dobre okulary

To jak postrzegamy świat (i ten otaczający nas i ten „cały”) zależy w dużej mierze od tego, jak nań patrzymy. Z tego prostego powodu, że jest w nim tyle różnych zjawisk i spraw, że nie sposób widzieć wszystkie. To jak z mapą: widzi się na niej zazwyczaj to, czego się na niej szuka. Kto szuka konkretnej miejscowości, widzi tę miejscowość, niekoniecznie inne. Kto szuka drogi, widzi drogę, kto hotelu, widzi hotele, kto turystyczne szlaki, ten szlaki, kto obszarów bezdroży (a może lepiej bezszlaczy) widzi bezdroża.  A najgorzej z tym, kto wszedł do ciemnego pokoju, ale nie ściągnął ciemnych okularów. Ten na mapie zamiast wielu drobnych szczegółów widzi tylko jedną wielką czarną dziurę.

Podobnie jest, gdy patrzymy na dzisiejszy Kościół. To jak go postrzegamy, w dużej mierze zależy od tego, co chcemy zobaczyć. No i przez jakie okulary nań patrzymy. Jeśli jednak widzimy tylko spadek liczby powołań, pustoszejące Kościoły i afery z duchownymi w roli głównej to nie znaczy, że tylko to można o nim powiedzieć. Nieprawdziwe będą też oskarżenia wobec rzekomo odpowiedzialnych za taki stan rzeczy. Kościół, wierzący, nigdy nie są impregnowani na zmiany, jakie zachodzą w świecie wokół nich. Niekoniecznie więc to, co było dobre dawniej, sprawdziłoby się dziś (ot, na przykład rzucanie gromów na ambonie). Rzeczywistość jest znacznie bogatsza, a upraszające ją schematy często nie tylko niewiele wyjaśniają, a wręcz zaciemniają jej obraz. I podsuwają z góry skazane na niepowodzenie terapie. Zwłaszcza gdy ogląd spraw dodatkowo jest wypaczony wyidealizowanym obrazem przeszłości.

Patrzę na to, co jest. Na mnogość duszpasterskich propozycji. Zwłaszcza teraz, w czasie wakacji i urlopów.  Pamiętam o tych codziennych, niby drobnych, ale przecież bardzo ważnych sprawach: o codziennie sprawowanych mszach, kolejkach do konfesjonałów, religii w szkole i wielu innych. Ktoś w tym wszystkim uczestniczy prawda? Jeśli to nawet mniejszość, to całkiem  spora. Nie sądzę zresztą, by w tych idealizowanych, dawnych czasach, było tak zaangażowanych w życie religijne więcej. Po prostu łatwiej było się łudzić, że wszystko jest OK, bo silniejsze było oddziaływanie na społeczeństwo chrześcijańskiej tradycji o wierzący bardziej byli widoczni.

Dziś... No cóż, nie ma sensu narzekać. I na okrągło protestować i oburzać się, jaki ten świat zły. Bo od tego lepszym się nie stanie. Więcej  niż bicie na alarm, że jest źle, przynoszą te skromne, małe inicjatywy: organizacja pielgrzymki czy rekolekcji albo i solidna i żmudna praca katechety i kapłana. Przecież chcemy zbudować piękny gmach Bożego królestwa na ziemi. Skąd pomysł, że wystarczy pstryknąć palcem i powstanie? Skąd pomysł, że mozolnej, żmudnej i mało wdzięcznej pracy do tego nie trzeba, a wszystko załatwią dwie-trzy odgórne decyzje?

W zeszły wtorek w Parlamencie Europejskim zaprezentowano świetny pomysł: Konwencji Praw Rodziny (warto z tym projektem się zapoznać – kliknij TUTAJ). To nasz, polski projekt,  a stoi za nim znany obrońca życia, dawniej marszałek sejmu dziś europoseł, Marek Jurek. Gdy spytałem go o sens i szanse na powodzenie tej inicjatywy zwrócił między innymi uwagę na to, że w kwestiach rodziny i przemocy domowej środowiska konserwatywne, w tym katolickie, głównie protestują. Przeciwko demontażowi tradycyjnych wizji i rozwiązań. Brakowało jednak wysuwanych przez te środowiska pozytywnych propozycji; takiej – nazwałbym to – całościowej wizji miejsca rodziny w społeczeństwie i zwalczania domowej przemocy. Czy tego samego błędu nie popełniamy gdy chodzi o Ewangelię? Czy od pewnego czasu, zwłaszcza w mediach społecznościowych, głownie krytykujemy, biadolimy, ostrzegamy, udzielamy (mądrych?) rad, a zaniedbujemy zwyczajną, solidną pracę? Choćby tylko nad samym sobą?

Świat niekoniecznie jest takim, jakim go widzimy w ciemnościach duszy przez ciemne okulary, ale jest taki, jaki naprawdę jest.

Tagi:
KOŚCIÓŁ, ŚWIAT,