Zabijać dla dobra nie potrzeba

Joanna M. Kociszewska

Nie istnieje już podstawowy Tomaszowy argument, jakim było dobro społeczności. Pozostaje zatem zakaz podstawowy: nie wolno zabijać.

Zabijać dla dobra nie potrzeba

Wczoraj Watykan podał do wiadomości nowe brzmienie punktu 2267 Katechizmu Kościoła Katolickiego, dotyczącego kary śmierci. Poprzednie stwierdzenie, że jest ona dopuszczalna, jeśli jest jedynym środkiem obrony społeczeństwa przed niesprawiedliwym napastnikiem została zastąpiona kategorycznym stwierdzeniem: Kościół w świetle Ewangelii naucza, że „kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby”. Dokumentowi towarzyszył skierowany do biskupów dłuższy list, w którym punkt po punkcie wykazano, że obecna decyzja jest wynikiem rozwoju doktryny, nie jej zmianą. Mimo to wiadomość spowodowała w pewnych kręgach spore oburzenie.

Zacznijmy zatem od... Summy Teologicznej św. Tomasza z Akwinu. Przywołują go często zwolennicy kary śmierci. Święty Tomasz napisał:

Tego rodzaju grzeszników, od których raczej szkody spodziewać się można dla innych aniżeli poprawy, zarówno prawo boskie jak i ludzkie nakazuje skazywać na śmierć. Czyniąc to, sędzia kieruje się nie nienawiścią, lecz miłością, dla dobra społeczeństwa, które ma większą wartość niż życie jednostki.

Zauważmy podaną argumentację: uzasadnieniem jest spodziewany brak poprawy i prawdopodobieństwo dalszego szkodzenia społeczeństwu. Kara śmierci ma w tym wypadku wymiar obrony, jaką władza jest winna ludziom. Ze względu na ten obowiązek przyznaje się jej odpowiednie uprawnienie.

Św. Tomasz precyzuje także dopuszczalność stosowania określonych środków samoobrony. Przypomina, że:

Ta sama czynność może mieć dwa skutki, w tym jeden zamierzony [in intetione], a drugi nie zamierzony [praeter intetionem]. <O przynależności do czynu etycznego do określonego gatunku stanowi wszakże to, co się w tym samym jest dla niego czymś przygodnym>. 

Z samoobrony zaś może wyniknąć dwojaki skutek: zachowanie własnego życia, nie jest wzbronione, gdyż dla każdego jestestwa jest rzeczą naturalną, by w miarę możności broniło swego życia. Może się jednak zdarzyć, że czyn pochodzący z dobrego zamiaru będzie nie dozwolony, a mianowicie gdy będzie niewspółmierny z celem. Jeśli więc ktoś w obronie własnego życia używa większego gwałtu, niż trzeba, będzie to niedozwolone. Dozwolona jest natomiast samoobrona, w której ktoś w sposób umiarkowany odpiera gwałt, gdyż wolno siłę odeprzeć siłą (...)

Ponieważ jednak zabijać człowieka wolno tylko tym, którzy sprawują władze państwową, i to dla dobra społeczeństwa, dlatego nie wolno zmierzać do tego, by podczas samoobrony zabić drugiego, chyba że chodzi o przedstawiciela władzy, który zmierzając do zabicia jakiegoś człowieka we własnej obronie, odnosi to do dobra społeczności, np. gdy chodzi o żołnierzy walczących z łotrami. Ale nawet ci grzeszą, jeśli się kieruje odpowiednią namiętnością.

Mamy tu kolejne potwierdzenie: nawet przedstawiciel władzy zdecydować o zabiciu człowieka może tylko wtedy, gdy chodzi o zagrożenie dla społeczności. W żadnym innym przypadku nie wolno zmierzać do zabicia człowieka.

Obecny zapis w katechizmie nawiązuje do tych stwierdzeń, wskazując jako elementy tradycyjnego nauczania Kościoła na dwa podstawowe elementy: adekwatność metody obrony i konieczność zapewnienia bezpieczeństwa. Wskazuje jednak, że nawet zbrodniarz nie traci swojej ludzkiej godności i praw (w tym prawa do życia), że coraz lepiej rozumiemy, że kara ma mieć wymiar naprawczy, to znaczy ma przywrócić człowieka społeczeństwu (co kara śmierci ostatecznie wyklucza), w końcu, że nie ma konieczności jej stosowania, bo społeczeństwo może się bronić inaczej.

(Proszę mi nie mówić, że tak nie jest, skoro wyroki śmierci bywają wykonywane po dwudziestu latach więzienia. Dopiero po dwudziestu latach ci ludzie stali się zagrożeniem, wcześniej nim nie byli?)

Nie istnieje już zatem podstawowy Tomaszowy argument, jakim było dobro społeczności. Pozostaje zatem zakaz podstawowy: nie wolno zabijać. Obowiązek obrony swoich obywateli ciążący na władzy państwowej nie zniknął, ale powinien (bo może) być realizowany w sposób bardziej odpowiadający ludzkiej godności.

Jan Paweł II sformułował to stwierdzenie łagodniej, zostawiając furtkę. Franciszek rozeznał sytuację ostatecznie. Nie zmieniając niczego w tradycyjnym nauczaniu Kościoła, odnosząc je tylko do naszej dzisiejszej świadomości i realiów.

Przyznam, że nie rozumiem zamieszania, które wokół tej sprawy powstało...

Tagi:
KOŚCIÓŁ,