Droga większej miłości

Joanna M. Kociszewska

Uważasz, że życie każdego człowieka jest ważne i cenne, że może być piękne nawet w cierpieniu? Uważasz, że warto żyć mimo wszystko? Pokaż to. W praktyce.

Droga większej miłości

W piątkowym komentarzu Beata Zajączkowska, opisując sytuację w Kanadzie i Belgii (istotnie, fakty są przerażające), pisze:

Nie ma co się łudzić, że eutanazyjne lobby ominie Polskę. Warto się nad tym zastanowić i przygotować, by dać zdecydowany odpór kulturze śmierci łaszącej się do nas pod pozorem dobra chorych i samotnych ludzi.

Ma rację. Myślenie, że nas ten problem ominie, jest błędem: nikt nie będzie szukał rozwiązań dla czegoś, czego się nie spodziewa. Tymczasem nie tylko trzeba szukać rozwiązań, ale je wdrażać. Już teraz, nie czekając aż problem narośnie.

Pojęcie kultury śmierci działa dziś jak slogan. Wielu powtarza, nikt nie zastanawia się, co właściwie te słowa znaczą. A znaczą tyle, że człowiek musi zasłużyć na prawo do życia, że jego wartość zależy od opinii społeczności, w której żyje. Ma być użyteczny. Teraz lub w przyszłości. Niestety, żyjemy w świecie, który tak myśli. Nierzadko sami tak myślimy, także o sobie. Często daje to do zrozumienia otoczenie. I tu widzę podstawowe (żeby nie powiedzieć: jedyne) pole do zmiany. Uważasz, że życie każdego człowieka jest ważne i cenne, że może być piękne nawet w cierpieniu? Uważasz, że warto żyć mimo wszystko? Pokaż to. W praktyce. Swoim życiem i swoim zaangażowaniem.

Na razie obserwuję przede wszystkim krzyk, że tak myśleć nie można, czasem epitety. Niewiele widzę natomiast osobistego zaangażowania, wysiłku miłości okazywanej drugiemu człowiekowi. Matce dziecka, które urodzi się (lub urodziło) niepełnosprawne. Starszemu sąsiadowi czy sąsiadce. Człowiekowi, który się w życiu zagubił i nie potrafi wyjść. Nie, nie chodzi w tym momencie o naciskanie na polityków, by przeznaczyli więcej pieniędzy (choć w niektórych przypadkach to konieczne). Nie chodzi o to, by czasem ulitować się i wpłacić na jakieś dziecko zbierające na operację. To zbyt proste. Bardzo niewiele kosztuje.

Tymczasem chodzi o to, by widzieć rzeczywistość wokół siebie i włożyć w nią osobisty wysiłek. Tylko osobiste zaangażowanie ludzi Kościoła sprawi (moje i Twoje) sprawi, że nasze słowa będą godne wiary. Tylko w ten sposób będziemy w stanie rzeczywiście budować kulturę życia.

Jeśli brak działań będzie świadczył, że mamy nasze wielkie apele nie tylko w gębie, ale i w pobliskim nosie (parafrazując S.J. Leca) nikt na nie nie zwróci uwagi.

Tagi:
KOŚCIÓŁ,