14. rocznica śmierci Jana Pawła II na Franciszkańskiej 3

Monika Łącka

dodane 02.04.2019 23:40

W czuwaniu modlitewnym, które odbyło się na dziedzińcu krakowskiej kurii, wzięli udział zarówno krakowianie, jak i turyści.

14. rocznica śmierci Jana Pawła II na Franciszkańskiej 3 Monika Łącka /Foto Gość - 2 kwietnia 2005 r. mieliśmy wrażenie, jakbyśmy tracili ojca - mówił metropolita krakowski.

Pani Zofia nie pamięta, podczas której pielgrzymki Jana Pawła II do Polski po raz pierwszy przyszła pod papieskie okno, by posłuchać słów Ojca Świętego. Ale jedno jest pewne - na tym jednym razie się nie skończyło i potem przychodziła podczas kolejnych pielgrzymek, aż do ostatniej.

- Po śmierci papieża też tu przyszłam. Chwilami aż ciężko uwierzyć, że to było 14 lat temu. Doskonale pamiętam, jaka w całym Krakowie panowała przedziwna cisza, przerywana tylko bijącymi dzwonami w kościołach, a ludzie przekazywali sobie tę smutną wiadomość i instynktownie przychodzili na Franciszkańską 3. Przychodziliśmy tutaj także w kolejne dni, aż do pogrzebu Ojca Świętego - wspomina.

Mieszka w Krakowie, często więc przechodzi obok papieskiego okna i zawsze czuje wtedy w sercu wzruszenie. Wszak tyle ważnych słów Jana Pawła II od razu się wówczas przypomina... - Z potrzeby serca na Franciszkańskiej jestem też co roku w rocznicę śmierci papieża. Po co? Żeby się modlić, to przede wszystkim, ale też żeby ciągle na nowo czuć w sercu tę jedność, która panowała między Polakami w 2005 roku. I żeby przypominać sobie nauczanie papieża - tłumaczy pani Zofia.

Tak jak ona myśli wiele osób, które 2 kwietnia wypełniły zarówno dziedziniec krakowskiej kurii, jak i plac przed bazyliką ojców franciszkanów. Podczas czuwania, które prowadzili ks. Łukasz Michalczewski, diecezjalny duszpasterz młodzieży, i ks. Paweł Gałuszka, dyrektor Wydziału Rodzin Kurii Metropolitalnej w Krakowie, modlitwy i śpiewu nie brakowało. Podobnie jak wzruszenia oraz zadumy, gdy wyświetlane były fragmenty najważniejszych wystąpień Jana Pawła II.

- Cieszę się, że jest nas dzisiaj tak wielu. Bo to znaczy, że pamiętamy i że w sercu mamy miłość do Jana Pawła II - bez względu na wszystko, co się w ostatnim czasie mówi w mediach. A jego głos i to, co do nas przez lata mówił, zawsze dobrze usłyszeć - przekonywała pani Joanna, a pani Katarzyna tłumaczyła, dlaczego przyszła razem z córką: - Gdy papież umarł, Klaudia miała kilka miesięcy, ale w domu zawsze dużo jej o nim mówiliśmy. I mówimy dalej, bo chcemy, żeby i w jej pokoleniu pamięć o Janie Pawle II była żywa.

Po godz. 21 krótkie przemówienie wygłosił metropolita krakowski.

- 2 kwietnia 2005 r. o godz. 21.37 dla wielu z nas kończyło się coś ważnego, mieliśmy poczucie, jakbyśmy tracili ojca. Jednocześnie w apartamentach w Watykanie rozbłysły światła i rozległ się śpiew "Te Deum". Bo Jan Paweł II narodził się wtedy dla nieba - zauważył abp Marek Jędraszewski. - Dlatego zanosimy do niego tak wiele próśb modlitewnych, wierząc w jego wstawiennictwo. On żyje w naszej pamięci i w Kościele powszechnym.

Podkreślił też, że Ojciec Święty do chwili śmierci przygotowywał się przez wiele lat, zbliżał się do niej z pokojem w sercu, bo żył w nim Chrystus.