Życie rodzinne Zanussich

Radio eM/ps

dodane 21.05.2019 11:03

Barbara Gruszka-Zych odsłania mało znane prywatne życie Krzysztofa Zanussiego i jego żony Elżbiety.

Życie rodzinne Zanussich Roman Koszowski /Foto Gość Barbara Gruszka-Zych

Znakomity reżyser w czerwcu świętuje swoje 80. urodziny. Dziennikarka „Gościa” Barbara Gruszka-Zych przyjaźni się z nim i jego żoną od dwudziestu lat. Z tej przyjaźni zrodził się pomysł na książkę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Autorka w Radiu eM opowiedziała o życiu duchowym swoich bohaterów.

– Dla mnie najważniejszym fragmentem tej książki są słowa Elżbiety Zanussi – mówi w programie „Credo” Barbara Gruszka-Zych. – Rozmawialiśmy o prawdzie. Prawdzie życia, prawdzie w sztuce, w codzienności... Elżbieta przerwała: „Nie można mówić o prawdzie, kiedy nie wskazuje się na Tego, który powiedział: »Ja jestem drogą, prawdą, życiem«. Bez tych słów nie można mówić o prawdzie!”.

Credo: 08.05-cz3

Posłuchaj: Cała rozmowa w audycji Credo

Przeczytaj też: recenzję książki w ostatnim wydaniu "Gościa Niedzielnego" (nr 20)

10 czerwca w Katowicach, w Instytucie Gość Media odbędzie się debata z udziałem prof. Krzysztofa Zanussiego, a zarazem śląska premiera książki Barbary Gruszki-Zych. Początek spotkania o godz. 18. Wstęp wolny (po wcześniejszym potwierdzeniu telefonicznym: tel. 32 251 15 55).

Życie rodzinne Zanussich   Roman Koszowski /Foto Gość Okładka książki „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”


Z książki „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”:
Krzysztof Zanussi: – Pamiętam kluczową dla tego tematu rozmowę, jaką odbyłem w telewizji rosyjskiej. To były lata 90., miałem wtedy dopiero 60 lat. Prowadząca ją panienka pełna dobrych chęci z naiwnością zapytała mnie: „Dlaczego ma pan tylko jedną żonę? Przecież jest pan znany, jest pan bogaty i zna pan piękne kobiety. Mógłby mieć pan takie bogate życie. Nie ma pan na to czasu, czy może to pana nie interesuje?”. Mój kłopot polegał na tym, że najpierw musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie: „Co ja teraz chcę przekazać milionom oglądających ten program, którzy tak samo jak ta dziennikarka nic z mojego świata nie rozumieją?”. Powiedziałem jej wtedy o grze „Monopoly” i do dziś uważam, że to był wynik interwencji Ducha Świętego. Oni się wtedy w Rosji bardzo pasjonowali tą kapitalistyczną grą. Jej uczestnicy zdobywają punkty, a zwycięża ten, kto zgromadził ich więcej. Stwierdziłem przed kamerami: „Myśmy z żoną zdobyli bardzo dużo punktów. Jakby trzeba było to wszystko skasować do zera i z nową partnerką musiałbym zaczynać od nowa, to byłaby ogromna strata, bo już nigdy tylu punktów nie zdobędę”. Po latach wspólnego życia bez obaw mogę postawić tezę, że miłość to ciężka praca, a nie jakiś powiew namiętności.

 

Tagi: