Allah posyła Jezusa

Jacek Dziedzina

GN 24/2019 |

dodane 13.06.2019 00:00

We Francji rośnie liczba konwersji z islamu na chrześcijaństwo. Jak to możliwe w sytuacji, gdy Kościół w pewnym sensie odpuścił sobie ewangelizację wśród muzułmanów?

Mohammed Christophe Bilek – katolik nawrócony z islamu, założyciel stowarzyszenia  Notre-Dame de Kabylie, i ks. Philipe Brizard – duszpasterz stowarzyszenia, w paryskiej kaplicy,  gdzie odbywają się Msze św. dla osób nawróconych z islamu. henryk przondziono /foto gość Mohammed Christophe Bilek – katolik nawrócony z islamu, założyciel stowarzyszenia Notre-Dame de Kabylie, i ks. Philipe Brizard – duszpasterz stowarzyszenia, w paryskiej kaplicy, gdzie odbywają się Msze św. dla osób nawróconych z islamu.

Ta informacja pojawia się coraz częściej w okolicach Wielkanocy: wśród ok. 4000–4500 dorosłych (tak jest w ostatnich paru latach) przyjmujących chrzest podczas Wigilii Paschalnej we Francji 200–280 osób to muzułmanie. A to tylko niewielka część zjawiska, które – według danych różnych organizacji – może dotyczyć od 6 do 15 tys. osób rocznie! To jeden z najtrudniejszych tematów dla przeoranego polityczną poprawnością i radykalną laickością francuskiego społeczeństwa. W tym również dla Kościoła, który nie do końca wie, jak sobie z tym faktem poradzić. Brzmi to trochę groteskowo, bo najbardziej naturalną reakcją chrześcijan powinna być radość z nowych wyznawców Chrystusa. Tymczasem mamy do czynienia z ostrożnością (głównie ze względu na bezpieczeństwo zainteresowanych) lub ze sceptycyzmem co do możliwości, a nawet celowości nawracania muzułmanów. Jeśli więc te liczby nie są efektem programowych wysiłków ewangelizacyjnych, to co takiego dzieje się z muzułmanami, którzy nagle uznają Jezusa już nie tylko za jednego z proroków, ale za jedynego Pana i Zbawiciela?

Przeczytaj także:

Coś osobistego

W ubiegłym roku z okazji Wielkanocy i rekordowej liczby chrztów dorosłych muzułmanów (280 osób) w czasie Wigilii Paschalnej francuskojęzyczna stacja radiowa Europe 1 wyemitowała wywiad z ks. Vincentem Feroldim, dyrektorem Krajowej Służby ds. Stosunków z Muzułmanami, działającej przy Konferencji Episkopatu Francji. Mówił m.in. o imigrantach muzułmańskich, którzy – wychowani w kulturze islamu – nagle we Francji spostrzegają, że „jest możliwa większa wolność religijna”, a następnie „podejmują krok w kierunku nawrócenia, które jest przede wszystkim osobistym spotkaniem z Chrystusem”. Ksiądz Feroldi podkreśla więc rolę wyboru, który jest efektem osobistego spotkania Jezusa. Czyli tego, co stoi w samym centrum każdej działalności ewangelizacyjnej, która ma prowadzić do uznania Jezusa za osobistego Pana i Zbawiciela. Tyle tylko, że muzułmanie we Francji nie są zazwyczaj adresatami żadnych akcji ewangelizacyjnych, przynajmniej ze strony Kościoła katolickiego. Katolicy tłumaczą swoją powściągliwość głównie ostrożnością i obawą o narażanie konwertytów na szykany ze strony ich muzułmańskich rodzin lub nawet śmierć. Dlatego też wiele chrztów odbywa się „w podziemiu”, poza Wielkanocą. „Naszym pragnieniem nie jest odcięcie ludzi od ich rodzin ani wywoływanie niepotrzebnego cierpienia” – podsumowuje sprawę ks. Feroldi.

Apostata-apostoł

Historyk Jean-François Chemin w swojej książce pod znamiennym tytułem „Oni wybrali Chrystusa: nawrócenia z islamu, o których się nie mówi” opisuje historie dwóch kobiet, które za konwersję na chrześcijaństwo zostały zamordowane przez mężów. Francuski wymiar sprawiedliwości uznał to za efekt zwykłych… kłótni małżeńskich. Tło religijne i prawdziwy motyw zbrodni zostały całkowicie zignorowane. Kilka lat temu poznałem Mohammeda Josepha Fadelle’a, konwertytę z Iraku, który razem z żoną przyjął chrzest w Jordanii. Dziś mieszka we Francji, ale musi zmieniać co jakiś czas miejsce zamieszkania z obawy przed zemstą dawnych współwyznawców. Próbowali zabić go rodzeni bracia, a od wuja, trzymającego rewolwer, usłyszał: „Twoja choroba nazywa się Chrystus i nie ma na to lekarstwa”. Kilka lat temu w nielicznych niszowych (!) kinach we Francji emitowano poruszający film pt. „Apostoł”. Historia Akima, muzułmanina przechodzącego na katolicyzm, tak wystraszyła francuski rząd, że ministerstwo spraw wewnętrznych zakazało wyświetlania filmu. Powód? Rzekome zagrożenie wywołania zamieszek ze strony islamskich radykałów. „Jedynym Bogiem, który porusza, dotyka mojego serca, jest Jezus Chrystus” – mówi ze łzami w oczach Akim przed rozwścieczonym ojcem i braćmi. Na ulicy jeden z sąsiadów nie podaje mu ręki (to najłagodniejsza kara), tłumacząc drugiemu, że Akim to apostata, czyli „dupek, który zdradził Allaha”. Akim jednak już wie, że arabskie słowo Allah (posługują się nim również arabscy chrześcijanie) oznacza jedynego Boga, który objawił się w Jezusie Chrystusie.

Przeczytaj także: "... zdjęła burkę i podarła ją na strzępy."

Sen jak jawa

Ponieważ trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie zjawiska konwersji muzułmanów (ani to bezpieczne, bo można stracić życie, ani opłacalne, bo żadnych profitów z tego nie ma), trzeba sięgnąć do tropów, na jakie od dłuższego czasu wskazują osoby badające ten temat. Jean-François Chemin w wywiadzie dla tygodnika „Famille Chrétienne” opowiada, że w zebranych przez niego świadectwach powtarza się jeden motyw – muzułmanie wybierają Jezusa i przyjmują chrzest na skutek nadprzyrodzonych doświadczeń. „Wielu nawraca się pod wpływem widzeń, snów, cudów czy nieprawdopodobnych spotkań” – mówi. Na to samo zwracał uwagę w rozmowie z GN w 2015 r. pastor Tom Doyle, zajmujący się formacją konwertytów z islamu. Wspominał m.in. swój pobyt w Izraelu w czasie studium biblijnego: „Gdy usłyszałem, że siedzący obok mężczyzna ma na imię Mohammed, zapytałem, czy przeszedł na chrześcijaństwo dlatego, że miał dość islamu. Okazało się, że był praktykującym muzułmaninem, ale pewnej nocy przyśnił mu się Jezus. Powiedział mu, że bardzo go kocha. Towarzyszyło temu niezwykłe poczucie bezpieczeństwa. Mężczyzna wkrótce został chrześcijaninem. Zafascynowało mnie to. Wiele podróżowałem po Bliskim Wschodzie. Zacząłem spotykać tam muzułmanów, którzy mieli podobne sny. W Iraku, Iranie, Afganistanie, Egipcie, Syrii i Libanie. W ciągu ostatnich 10 lat więcej muzułmanów przeszło na chrześcijaństwo niż we wszystkich poprzednich wiekach razem wziętych. To prawdziwa rewolucja” – opowiadał Tom Doyle w rozmowie z Weroniką Pomierną.

Prawo do prawdy

Temat nie należy do specjalnie popularnych w Europie, ale osoby śledzące to zjawisko i od lat zaangażowane w ewangelizację potwierdzają, że to, co dzieje się we Francji, ma miejsce również w innych krajach europejskich oraz na Bliskim Wschodzie. Johannes Hartl, niemiecki teolog katolicki, a zarazem ewangelizator i lider Domu Modlitwy w Augsburgu, często opowiada o rosnącej liczbie konwersji na chrześcijaństwo… w Iranie. Również tam dokonuje się to na skutek snów i wizji, jakich doświadczają muzułmanie. Jeśli wierzyć danym stowarzyszenia Notre-Dame de Kabylie, założonego przez pochodzącego z Algierii konwertytę Mohammeda Christophe’a Bileka, rocznie na całym świecie aż 6 mln muzułmanów prosi o chrzest. „The Times” ocenia (bazując na danych różnych wspólnot chrześcijańskich), że aż 15 proc. muzułmanów przybywających do Europy przechodzi na chrześcijaństwo. Trudno, by przywódcy kościelni, w tym biskupi Kościoła katolickiego, nie zajęli jakiegoś stanowiska wobec tego procesu. W 2017 r. Kościół we Francji podjął na nowo refleksję nad ewangelizacją muzułmanów. W Lyonie odbyło się forum duszpasterskie pod hasłem „Jezus Mesjaszem”. Uczestniczyli w nim zarówno konwertyci z islamu, jak i osoby, które mają doświadczenie ewangelizacji w środowisku muzułmańskim. Konferencja wywołała dość nerwową reakcję rektora wielkiego meczetu w Lyonie, który zarzucił Kościołowi, że podobnymi debatami daje sygnał, jakoby wracał do epoki krucjat. Jeszcze wcześniej, bo w 2012 r., w Rzymie odbywał się synod biskupów z całego świata, którzy potwierdzili wiarę Kościoła, że „głoszenie Dobrej Nowiny i Jezusa jest obowiązkiem każdego chrześcijanina, wypływającym z Ewangelii”, a „każdy człowiek ma niezbywalne i pełne prawo, niezależnie od wyznawanej religii czy jej braku, móc poznać Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelię”.

Jak usłyszeć słowo…

Jak w każdej działalności ewangelizacyjnej, konieczna jest roztropność i dobranie takich środków, które będą najlepsze dla konkretnego adresata. Czasem niezbędna jest tzw. preewangelizacja, możliwe, że w przypadku muzułmanów jest to warunek konieczny. Taką preewangelizacją było życie wśród muzułmanów Karola de Foucauld. Niektórzy przekonują jednak, że właściwie na tym należy poprzestać, że nic innego poza dialogiem nie jest możliwe. A zwłaszcza jeśli ciąży komuś, jak Francuzom, balast kolonialnej przeszłości. Karol de Foulcauld był przekonany, że Francuzi mimo to mają obowiązek ewangelizowania muzułmanów także w swoich koloniach: „Nie wydaje mi się, by we Francji domyślano się tego obowiązku. Cztery miliony muzułmanów z Algierii są całkowicie porzucone”. Miał jednak świadomość, że ewangelizacja muzułmanów nie należy do najłatwiejszych. „Trudności nie powinny zniechęcać, przeciwnie, wzmóc wysiłki, zwłaszcza modlitwę i pokutę” – przekonywał w swoich listach. A w innym miejscu podkreślał jeszcze mocniej: „Kimkolwiek są niewierni, nie są trudniejsi do nawrócenia niż Rzymianie i barbarzyńcy z pierwszych wieków chrześcijaństwa. Najbardziej przeciwny Kościołowi rząd nie jest nim bardziej niż Neron i jego następcy. Jeśli bracia i siostry będą mieli tę samą gorliwość i cnoty co chrześcijanie pierwszych wieków, będą dokonywać podobnych czynów”.

Na razie można odnieść wrażenie, że w krajach europejskich, gdzie muzułmanie stanowią już znaczącą część społeczeństwa, chrześcijanie niekoniecznie podzielają pogląd Karola de Foucauld. Może dlatego nawrócenia dokonują się coraz częściej w wyniku snów i wizji, w których Ten, który jest drogą, prawdą i życiem, upomina się również o braci muzułmanów?•

Tagi: