Trudne słowa

Joanna Kociszewska

Chrześcijanin ma pokazywać własnym życiem, że pokój jest możliwy – i że jest darem Bożym. Ma pokazywać, że można nie ulegać lękowi nawet w sytuacji oczywistego zagrożenia. W końcu – a może przede wszystkim – że można dobrem zwyciężać zło.

Trudne słowa

"Każdy z nas, należących do Kościoła, musi opuścić zamknięty świat swej indywidualności i zaakceptować towarzystwo innych osób, które dzielą z nami chleb. Musimy myśleć wychodząc nie od „ja”, ale od „my”. Znoszenie barier między nami a naszymi sąsiadami jest warunkiem wstępnym, by wejść w życie Boże, do którego jesteśmy powołani" – mówił Benedykt XVI we wczorajszej homilii, by po chwili wyjaśnić: „Jesteśmy powołani, aby przezwyciężyć nasze różnice, by nieść pokój i pojednanie tam gdzie, istnieje konflikt, do dawania światu orędzia nadziei.”

Bardzo trudne słowa dla Cypru i nie tylko dla Cypru. Bardzo trudne, bo stawiają żądanie dążenia do pojednania także z tymi, którzy postąpili wobec nas niesprawiedliwie. Słowem „my” – tym z modlitwy Ojcze nasz - powinniśmy określać wszystkich ludzi. Chrześcijan i niechrześcijan, przyjaciół i przeciwników politycznych, sąsiada i kogoś, kto umiera na drugim końcu świata. Nie ma w chrześcijaństwie miejsca na zamykanie się w swoich enklawach, na wrogość wobec innego.

Bardzo ważne słowa dla Bliskiego Wschodu, naznaczonego konfliktami. Jedyne, co może pomóc rozwiązać narosłe przez lata zatargi to zobaczenie w przeciwniku brata. Człowieka, który chciałby spokojnie i godnie żyć, a w tej chwili coraz bardziej nie widzi innego wyjścia niż walka.

"Tam, gdzie chrześcijanie są w mniejszości, gdzie cierpią niedostatek i wyrzeczenia z powodu napięć i konfliktów etnicznych i religijnych […] kapłan, wspólnota zakonna, parafia, która pozostaje mocna i nadal daje świadectwo o Chrystusie, jest niezwykłym znakiem nadziei nie tylko dla chrześcijan, ale także dla tych wszystkich, którzy mieszkają w regionie. Sama ich obecność jest wymownym wyrazem Ewangelii pokoju, zdecydowania Dobrego Pasterza, by troszczyć się o wszystkie owce, niezachwianego zaangażowania Kościoła w dialog, pojednanie i pełną miłości akceptację innego." – mówił Benedykt XVI w sobotę.

Chrześcijanin ma pokazywać własnym życiem, że pokój jest możliwy – i że jest darem Bożym. Ma pokazywać własnym życiem, że można nie ulegać lękowi nawet w sytuacji oczywistego zagrożenia. W końcu – a może przede wszystkim – że można dobrem zwyciężać zło.

To nie jest rada tylko dla Bliskiego Wschodu, choć tam została wygłoszona. To wskazówka dla nas wszystkich. Zwłaszcza, gdy czujemy się prześladowani z powodu wiary.