Nie może być zgody

Beata Zajączkowska

Nie możemy zgadzać się na budowanie cywilizacji, w której eliminowane są osoby, których życie nie wydaje się nam dość godne, by dalej mogły żyć.

Nie może być zgody

Potrzebna jest refleksja nad działaniami prawa uderzającymi w życie. Bo trzeba pamiętać, że zagłodzenie na śmierć Vincenta Lamberta dokonało się w obliczu prawa. Tak samo jak wcześniej dramatyczna śmierć Terry Schiavo, Alfiego Evansa czy Charliego Garda, by wymienić tylko kilka najgłośniejszych przypadków. Każda z tych śmierci to uchylanie drzwi i dokonywanie ewolucji myślenia ku „dobrej śmierci”. Powolne, ale wytrwałe dążenie do wdrożenia eutanazyjnej mentalności, przekonanie nas, że „to jest dobre”. Śmierć Vincenta Lamberta  w dniu wspomnienia św. Benedykta, patrona Europy to znak czasów i wołanie o opamiętanie się. W świetle prawa Europa zagłodziła bowiem człowieka (po dziewięciu dniach i nocach bez pożywienia i wody), który, z powodu niepełnosprawności, nie mieścił się w czyjejś definicji osób zasługujących na życie. Jego życie arbitralnie uznano ze mniej godne i wartościowe.

Przepychanie eutanazji odbywa się też w sferze języka, na co warto zwracać uwagę, by przywracać słowom ich prawdziwe znaczenie. W przypadku Vincenta Lamberta lekarze mówili o „wdrożeniu protokołu zaprzestania leczenia”,  a decyzję o pozbawieniu go jedzenia i wody sąd określił mianem „zaprzestania uporczywej terapii”. Podawanie pożywienia pacjentowi nie jest uporczywą terapią, ani nawet w ogóle terapią, a zagłodzenie go nie jest bynajmniej zaprzestaniem leczenia, ale bezdusznym skazaniem na okrutną śmierć. Symptomatyczne jest także to, że w mediach co rusz przemycano nieprawdziwe sformułowania o tym, że Vincent zależny jest od maszyn podtrzymujących życie. A on samodzielnie oddychał i nie był do niczego podłączony, dzięki specjalnej sondzie otrzymywał jedynie pożywienie i picie.

Przerażające w tej sprawie jest to, że udało się przekonać opinię publiczną do tezy, że karmienie i pojenie jest terapią. Przerażające jest to, że w imię współczucia Vincentowi i jego żonie uznano, że mężczyzna za bardzo cierpi i powinien umrzeć. Przerażające jest to, że rodziców walczących o syna i prawo do przeniesienia go do wyspecjalizowanej placówki przedstawiano jako gorliwych katolików, co w medialnym przekazie oznaczało ciemnogród. Przerażające jest to, że zabito niepełnosprawnego mężczyznę, bo nie rokował poprawy stanu zdrowia. Przerażające jest to, że zapominamy, iż medycyna nie gwarantuje rozwiązania wszystkich problemów, a lekarze nie są bogami.

Kard. Robert Sarah stwierdził, że Vincent Lambert „zmarł jako męczennik, ofiara przerażającego szaleństwa ludzi naszych czasów”. O męczeństwie Lamberta mówili też francuscy biskupi. Męczennik kultury śmierci, męczennik fałszywej litości, męczennik kultury sukcesu i technicyzacji medycyny, męczennik bożka pieniądza wyznaczającego standardy w służbie zdrowia, męczennik społeczeństwa, które na skórze innych rozgrywa swą śmiercionośną walkę ideologiczną, uznając czyjeś życie za bezużyteczne.

Modląc się za Vincenta Lamberta módlmy się szczególnie za tych, którzy w różnej mierze przyłożyli rękę do jego śmierci oraz za chorych, którzy zostali opuszczeni i pozostawieni na pastwę losu, aby umarli. Ma rację papież Franciszek przypominając, że „społeczeństwo jest ludzkie, jeżeli chroni życie, każde życie od początku aż do naturalnego końca, bez wybierania, kto jest bardziej czy mniej godny, aby żyć. Lekarze mają służyć życiu, a nie je przerywać”. Od naszej reakcji na śmierć Vincenta zależy przyszłości naszej cywilizacji. Jeśli dalej pójdziemy drogą eutanazyjnego „postępu” człowiek zostanie sprowadzony jedynie do roli funkcjonalnego robota, który można wyrzucić na złom, gdy stanie się już bezużyteczny lub inni go za takiego uznają. Nie może być na to naszej zgody.

 

Tagi: