Indie: Ekstremizm karany, ale groźny

RADIO WATYKAŃSKIE |

publikacja 03.07.2010 19:32

Kolejni oprawcy odpowiedzialni za pogrom chrześcijan w indyjskim stanie Orisa trafiają do więzienia. Siedmioletni wyrok dostał jeden z deputowanych za m.in. spalenie żywcem niepełnosprawnego chłopca

Wyrok jest niski, jednak – jak podkreśla abp Raphael Cheenath – mimo wszystko pokazuje, że sprawiedliwość dosięga hinduistycznych oprawców i że nie mogą się oni czuć bezkarni.

Manoj Pradhan należał do kierownictwa partii nacjonalistycznej Bharatiya Janata, która promuje powrót wszystkich mieszkańców Indii do „jedynej słusznej religii”, jaką jest hinduizm. Do tej samej partii należał aresztowany w czerwcu Pandit Bishimajhi, uznawany za głównego inspiratora pogromu chrześcijan w Orisie. Co więcej, jako bazę wybrał on sobie posterunek policji i stamtąd kierował atakami na wyznawców Chrystusa, zapewniając oprawców, że mogą mordować bezkarnie. To pokazuje, jak trudno w Indiach o sprawiedliwość, gdy fundamentalistów wspiera lokalna policja, a zbrodniarze ukrywają się dzięki koneksjom politycznym.

Wciąż też nie brakuje kolejnych epizodów przemocy. Ostatnio hinduistyczni bojówkarze zatrzymali autobus z uczniami jednej z prywatnych szkół chrześcijańskich. Przez trzy godziny przesłuchiwali ich i oskarżali o to, że w ich szkole siłą nawraca się na chrześcijaństwo dzieci z rodzin ubogich hinduistów. Bojówkarze należeli do organizacji Dharam Rakshak Sena, która dąży do wyeliminowania w Indiach wszelkich mniejszości religijnych, zarówno chrześcijan, jak i muzułmanów.