Zagadka śląskiej medycyny

Przemysław Kucharczak

GN 51-52/2019 |

publikacja 19.12.2019 00:00

Jak to możliwe, żeby przeżyć aż 36 cyklów chemioterapii? I jeszcze w tym czasie urodzić zdrową córeczkę, Klarę? Zdziwicie się jeszcze nie raz! Poznajcie Gabrielę Klimek z Jastrzębia.

Gabrysia, Klara i Robert Klimkowie. Zdjęcie z 2012 roku. HENRYK PRZONDZIONO /foto gość Gabrysia, Klara i Robert Klimkowie. Zdjęcie z 2012 roku.

Nawet wśród zdrowych trudno spotkać człowieka tak radosnego jak Gabriela. I to pomimo tego, że kobieta od lat prawie nie wstaje z łóżka i bardzo cierpi. Zwykle to chorego odwiedza się, żeby wlać mu w serce otuchę. Może w większości wypadków tak to działa, ale tu jest na odwrót: to właśnie ludzie, którzy odwiedzają mieszkanie Gabrieli w Jastrzębiu-Zdroju, wychodzą z niego roześmiani, zarażeni pogodą ducha i nieziemskim optymizmem.

Jest pani w zdrowej ciąży

W 1998 r. 25-letnia Gabriela wyszła za mąż za swojego rówieśnika, Roberta. Jasnowłosa dziewczyna, świeżo upieczony pedagog szkolny i rodzinny, była bardzo aktywna: pracowała w czterech szkołach, uprawiała sporty, świetnie tańczyła.

Trzy lata po ślubie kobietę dopadła ciężka choroba. Okazało się, że to bardzo rzadki nowotwór tkanki nabłonkowej i łącznej, a do tego miastenia, choroba powodująca małą odporność mięśni szkieletowych na najmniejszy nawet wysiłek. Doszło jeszcze kilka innych chorób, a także autoimmunoagresja, wyrażająca się tym, że organizm zabija własne komórki.

Mięśnie odmawiają posłuszeństwa. W gorsze dni Gabi ma problem z utrzymaniem kubka z herbatą, a nawet z oddychaniem. Już po pierwszych cyklach chemioterapii, do których doszło w 2001 r., lekarze powiedzieli, że leczenie spowodowało u niej trwałą bezpłodność. Dodali, że ma jajniki jak staruszka. Dla 28-letniej dziewczyny i jej męża to był dramat. – Na adopcję też nie mieliśmy szans ze względu na chorobę żony. My już nawet nie modliliśmy się o dziecko, tylko o uzdrowienie Gabrysi – wspomina Robert.

Mimo tej modlitwy Pan Bóg milczał. W tej jednej sprawie nie odpowiadał małżeństwu przez długie 8 lat choroby. Bez względu na to jakieś zmiany na lepsze w sposób niezauważony u Klimków zachodziły. Oboje w tym czasie nawiązywali z Panem Bogiem coraz głębszą, osobistą więź. Zwłaszcza Robert, który nie pochodzi z religijnej rodziny.

Wiosną 2009 r. Gabriela poddawała się kolejnej chemioterapii. Pojechała z mężem na badania do Instytutu Onkologii w Gliwicach. Lekarz spojrzał na jej wyniki i oniemiał. Okazało się, że parametry krwi pacjentki są wzorcowe. Co się stało? Lekarz zlecił dodatkowe badania, a potem oświadczył zaskoczonemu małżeństwu: – Niemożliwe stało się możliwe. 30 lat mojej praktyki lekarskiej to za mało, żebym wyjaśnił państwu, jak to się stało. Z medycznego punktu widzenia to nie powinno mieć miejsca. Będziecie rodzicami. Jest pani w zdrowej ciąży. – Wyniki były tak dobre ze względu na małą Klarę, która była już z nami – wyjaśnia Gabriela.

Ratujcie najpierw dziecko

Małżonkowie zdecydowanie odrzucili propozycję aborcji. Mieli pół godziny na podjęcie decyzji, czy dla dobra dziecka przerwać trwającą już chemioterapię. Gabriela zdecydowała, że ją wstrzymuje. – Równie dobrze można umrzeć w czasie chemioterapii – tłumaczy.

Robert nie odezwał się jako pierwszy, ale kiedy usłyszał, jaką decyzję podjęła żona, odetchnął. Czuł dokładnie tak samo. – Nie jestem jakimś Bożym herosem. Po prostu liczyłem na to, że Pan Bóg uratuje oba życia – relacjonuje. Zanim kobieta dowiedziała się, że jest w ciąży, nie tylko poddawała się chemioterapii, ale też zażywała morfinę i sterydy. Kiedy je odstawiła, Robert w nocy sprawdzał, czy żona oddycha. Pod koniec ciąży Gabriela musiała znów przyjmować niektóre leki, żeby jej stan zdrowia nie zaszkodził dziecku.

W tej sytuacji prawie nikt nie wierzył, że dziecko, które rośnie pod jej sercem, będzie zdrowe. Nikt oprócz Roberta, który w ciągu 8 lat małżeństwa przeszedł duchową ewolucję. Modlił się i pościł w tej intencji. – Nie miałam takiej wiary jak Robert – komentuje Gabriela. – Chciałam jedynie, żeby Pan Bóg zapewnił zdrowie naszemu dziecku w jak największym procencie. Nie zakładałam, że może się urodzić całkiem zdrowe – mówi.

Przed porodem lekarze przedstawili Klimkom dwie możliwe wersje wydarzeń. Według optymistycznej po porodzie kobieta miała trafić pod respirator i pozostać do niego podłączona do końca życia. Wersja pesymistyczna zakładała, że Gabriela po prostu umrze. Niezrażona matka przed porodem zażyczyła sobie, żeby w sytuacji zagrożenia lekarze ratowali w pierwszej kolejności dziecko. – Problem był taki, że z powodu chorych mięśni nie mogę mieć narkozy, która może spowodować ich całkowite zwiotczenie, czyli śmierć. Naturalny poród też odpadał, bo mam chore mięśnie… – wyjaśnia Gabriela.

Kiedy lekarz jej to uświadomił, zapytała: „To Klara się nie urodzi?”. Okazało się, że jest jedna możliwość na szczęśliwy poród, ale bardzo trudna do wykonania: znieczulenie przez wkłucie się do kręgosłupa. Znieczulić Gabrielę przyjechał sam anestezjolog krajowy, starszy wiekiem profesor. Po dwóch nieudanych próbach wyszedł, żeby się uspokoić. Wrócił i za trzecim razem się udało. – On miał wiarę. Żaden inny anestezjolog nie zgodził się na wkłuwanie – podkreślają Klimkowie.

Witaj, Klaro

Dzięki pomocy świetnych lekarzy na świat przyszła maleńka Klara, jasnowłosa jak jej mama. Okazała się całkowicie zdrowa. – Nasz profesor, wspaniały ciepły człowiek, nazywa Klarę „zagadką całej śląskiej medycyny”. Wspomina o niej studentom – mówi Gabriela. – Według niego studenci powinni wiedzieć, że są w medycynie sytuacje, które wykraczają poza wszelkie ramy, i że jemu to się przytrafiło – dodaje. Mądra ginekolog, pani profesor, poradziła Gabrieli, żeby założyła dla Klary album z ich wspólnymi zdjęciami. Jak mówiła, bardzo przyda się on córce, gdyby Gabriela umarła. Klara, patrząc na ich wspólne zdjęcia, będzie mogła poukładać sobie sporo trudnych spraw.

Klimkowie stworzyli więc taki album. Minął cały rok, który Gabriela przeżyła. Po pierwszych urodzinach córeczki postanowili stworzyć drugi album. Wypełnił się cały. I kolejny, i jeszcze kolejny… Dzisiaj Klara ma 10 lat. Chodzi do czwartej klasy podstawówki i do drugiej klasy szkoły muzycznej. Pięknie śpiewa. Wraz z krakowską Baśniową kapelą nagrała nawet piosenkę w słuchowisku dla dzieci „Przyjaciel smoczek”.

W ciągu 18 lat leczenia Gabriela przeszła aż 36 cyklów chemioterapii, prawdopodobnie najwięcej na świecie. Wszystkie zastosowane dotąd metody leczenia opierały się jednak na utrzymaniu jej przy życiu i łagodzeniu objawów choroby. – Teraz, po 18 latach walki, pojawiła się nowa nadzieja w postaci terapii komórkami macierzystymi, która po raz pierwszy może dotrzeć do przyczyn choroby i uporać się z nimi – mówi Robert Klimek. Małżonkowie rozpoczęli zbiórkę pieniędzy, żeby sprowadzić lek z zagranicy. Potrzebnych jest ponad 50 tys. zł. Kwestę zatytułowaną „Nowa Nadzieja Dla Gabrysi” można znaleźć na stronie internetowej pomagam.pl.•