To był bardzo długi Adwent

Tomasz Gołąb

publikacja 22.12.2019 11:49

Całe życie myślała, że jej powołaniem jest malarstwo. Późno dotarło do niej, że kocha jedynie Jezusa. Leokadia Bożenna Jaworska złożyła śluby czystości jako 310 dziewica konsekrowana w Polsce.

To był bardzo długi Adwent Tomasz Gołąb /Foto Gość Leokadia Bożenna Jaworska mieszka w Warszawie od czterdziestu lat. Teraz czuje, jakby Bóg wezwał ją z pustyni.

- Pan dobrze wiedział, co robi. Chociaż napracował się przy mnie, bo wielu rzeczy nie rozumiałam. Ale całe życie towarzyszyło mi przeświadczenie, że złożył we mnie jakąś tajemnicę. Czekałam, jak Abraham. I tak jak on, doczekałam się… - mówi dzisiaj.

7 grudnia Leokadia Bożenna Jaworska padła na twarz przed ołtarzem w archikatedrze warszawskiej. Jako piąta kobieta w tym roku złożyła na ręce bp. Michała Janochy, ślub Jezusowi. Chce żyć tylko z Nim i dla Niego. Na obrączce umieściła krzyż. Późno do niej dotarło, że Oblubieniec może być tylko jeden. Kiedy to zrozumiała, poczuła się wreszcie szczęśliwa.

Dziewice konsekrowane

GOŚĆ NIEDZIELNY DODANE 07.05.2019 AKTUALIZACJA 07.05.2019

Dziewice konsekrowane

​Bp Michał Janocha konsekrował Ewę Zalech i Dianę Kułak.

więcej »

Dziewictwo konsekrowane, ordo virginum, to jedna z najdawniejszych dróg życia chrześcijańskiego. Choć ten stan doczekał się renesansu dopiero po Soborze Watykańskim II, w Polsce odkrywany jest na nowo od dwóch dekad. Leokadia Jaworska złożyła śluby czystości jako 310. w Polsce.

Całe życie pracowała jako malarka i dekoratorka. Przez 20 lat prowadziła zajęcia plastyczne w szkołach i domach kultury, dla dzieci i dla dorosłych. Myślała, że na emeryturze odpocznie, oddając się pisaniu ikon. Wierzyła, że malarstwo jest jej powołaniem. Wiedziała, że małżeństwo nie jest dla niej. Ale to sam Bóg upomniał się o jej czas. Teraz to On wypełnia jej cały kalendarz.

Do Warszawy sprowadziła się dokładnie 40 lat temu. Liczby w jej życiu mają znaczenie biblijne, więc konsekrację 7 grudnia, w przeddzień uroczystości Niepokalanego Poczęcia NMP, we wspomnienie św. Ambrożego, opiekuna dziewic, odczytała jako powrót z pustyni miasta. Nie zrobiła w nim kariery, nie zdobyła majątku, nie poszła na moralne kompromisy, ale żyje z poczuciem spełnienia, z zaciekawieniem wyglądając, jakie jeszcze niezwykłości przygotował dla niej Pan. Bo adwent prowadzi przecież do narodzin Jezusa. Jej życie z Nim dopiero się zaczyna.

Niedawno skończyła studia z zakresu kierownictwa duchowego na UKSW, teraz poczuła pragnienie, by zgłębiać Słowo Boże w greckim oryginale. W domu czekają już na nią podręczniki i słowniki. Leokadia Jaworska czuje, że jest potrzebna, by ratować innych modlitwą. Gdyby tylko kolana tak nie bolały…

Od trzech lat jest na emeryturze. O przyjęcie do stanu dziewictwa konsekrowanego poprosiła cztery lata temu. Ten okres potrzebny jest, by z kierownikiem duchowym rozeznać powołanie. Choć sama była przekonana o słuszności tej drogi od chwili, gdy w sercu usłyszała na medytacji: „Kochałaś mnie, nie wiedząc o tym”. Wcześniej jeszcze zrozumiała, że już nigdy nie pojedzie na malarski plener. Gdy zwlekała z decyzją, Pan dodał: „Ile mam na ciebie czekać?”. Parafianka z kościoła św. Jakuba miała w pamięci historię św. Faustyny, która w tej samej świątyni usłyszała wskazówki, co do swojej dalszej drogi. Leokadia Jaworska postanowiła natychmiast złożyć dokumenty do kurii, wraz z opinią proboszcza.

Droga jej nawrócenia rozpoczęła się od choroby mamy, 25 lat temu. Leokadia znalazła w kościele miejsce, gdzie mogła się wypłakać. Całe życie była jak Zosia samosia. Nikt jej nie powiedział, że w życiu niczego samemu zrobić się nie da. Jezus już jej nie wypuścił z objęć, choć śmierć mamy przeżyła mocno. Dla obu ten sam wiek stał się początkiem nowego istnienia, dla mamy – przejściem do wieczności, dla Leokadii – życia wewnętrznego, wypełnionego codzienną adoracją, kontemplacją, modlitwą za kapłanów i potrzebujących.

Długi czas nie miała pracy. Mieszkając w wynajętym lokum, nie miała ani na farby, ani na papier. Wówczas odnalazła należący do zmarłej mamy podniszczony obrazek z podobizną Jezusa na wzór odbicia z Całunu Turyńskiego. Malowała te portrety bez końca, tydzień po tygodniu. Rozdawała je razem później wszystkim dookoła. Przez dziesięć lat mogło być to nawet kilkaset obrazów. To jedyne religijne dzieła, które wyszły spod jej palców. Ilu osobom pomogły odkryć prawdziwe oblicze Boga? Tylko On wie.

Już nie sięga po płótno. Dwie operacje oczu nie pomogły zwalczyć jaskry. Pojawiły się powikłania, więc musi Pana pokazywać innym inaczej. Przed nią kolejna interwencja chirurga. Kilkanaście lat temu Jezus uzdrowił ją z nowotworu.

- Dostałam tak wiele, a na nic nie zasłużyłam. Wiem, że przede mną najważniejszy etap życia, choć zapewne trzy czwarte lat już za mną. Nie mogę pomieścić w sobie radości, bo wreszcie poczułam pokój w sercu. To był naprawdę długi Adwent… A konsekracja – jak Boże Narodzenie.