publikacja 16.01.2020 00:00
Iran mógłby być największym sojusznikiem USA na Bliskim Wschodzie. Dlaczego jest dokładnie odwrotnie?
Nazanin Tabatabaee Yazdi /Polaris/east news
Prezydent Iranu Hasan Rowhani i Najwyżsi Przywódcy – Chomeini i Chamenei.
To stwierdzenie jest tyleż przewrotne, co prawdziwe. Przewrotne, bo dzisiaj nikt nie wyobraża sobie, by po dekadach nieustannych napięć i wzajemnego straszenia się użyciem siły Biały Dom mógł podjąć prezydenta Iranu, tak samo jak nikt nie wyobraża sobie wizyty prezydenta USA w Teheranie czy w mieście Kom u Najwyższego Przywódcy. Prawdziwe, bo Irańczycy należą do najbardziej proamerykańskich społeczeństw na Bliskim Wschodzie (co może wydawać się szokujące, ale tak pokazują prowadzone od lat badania), a ponadto Persowie mają o wiele większy kapitał cywilizacyjny, kulturowy i polityczny niż niejeden z arabskich sojuszników USA. Więcej demokracji jest w teokratycznym ustroju ajatollahów niż w represyjnym systemie wahabitów z Arabii Saudyjskiej. A zatem – teoretycznie – więcej zrozumienia powinno być na linii Waszyngton–Teheran niż Waszyngton–Rijad.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł