publikacja 20.01.2020 09:00
- Czasem jeszcze mam potrzebę poczucia się samowystarczalną gwiazdą. Wtedy widzę, że moja żona trzyma mnie przy ziemi... - wyznaje Jakub Jastrzębski.
Marta Sudnik-Paluch /Foto Gość
▲ Mężczyzna mówi, że troska o rodzinę to coś, co zbliża go do Stwórcy.
Miałem pięć lat, kiedy tata przyprowadził mnie pierwszy raz na kort. To była jego wielka pasja. W trakcie studiów na KUL prowadził sekcję tenisa. Dzięki niej poznał św. Jana Pawła II, wtedy kard. Wojtyłę.
Grałem cwaniaka. Pan Bóg upomniał się o mnie po raz kolejny w 2005 roku. Pamiętam, że bardzo dotknęła mnie śmierć św. Jana Pawła II. Moja mama śledziła jego nauczanie, z czego często drwiłem. Ale gdy umarł, to poczułem, że muszę pójść do kościoła. I tak przez cały tydzień trwało moje nawrócenie. (śmiech) Nawet chciałem iść na teologię. Słuchałem płyt z nauczaniem Ojca Świętego i szczególnie dotykała mnie nauka o Westerplatte skierowana do młodzieży. Pamiętam, że doszedłem do wniosku, że tą moją wartością, której muszę bronić, jest... tenis. A potem tydzień pobożności się skończył...
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł