O każdej porze

Przemysław Kucharczak

Gość Katowicki 49/2020 |

publikacja 03.12.2020 00:00

Nad Katowicami wisiała noc. Jan klęczał przed Najświętszym Sakramentem w kaplicy bazyliki w Panewnikach. – Jezu, czy Ty tu naprawdę jesteś? Czy Ty mnie słuchasz? – zapytał. – Po tych pytaniach zapanowała kompletna cisza! – wspomina. To nie była jednak zwykła cisza.

Pan Jezus w kaplicy wieczystej adoracji w panewnickiej bazylice. Przemysław Kucharczak /Foto Gość Pan Jezus w kaplicy wieczystej adoracji w panewnickiej bazylice.

Już 7. rocznicę pierwszej nocnej adoracji świętuje 6 grudnia ekipa, która zapewnia dyżury przed Najświętszym Sakramentem w bazylice w Katowicach-Panewnikach. Dzięki tym dyżurom każdy może tam przyjść o dowolnej porze dnia lub nocy, żeby modlić się przed obliczem Pana. Adoracja trwa tutaj non stop, 24/7.

W trakcie pandemii drzwi kaplicy wieczystej adoracji zostały zamknięte tylko raz, na przeszło tydzień w październiku. W panewnickim klasztorze 18 franciszkanów zachorowało wtedy na COVID-19. Pozostali bracia byli objęci kwarantanną.

– Mimo to adoracja nie została przerwana, tylko przyjęła inną formę. Bardzo wiele osób o tych porach, w których były zadeklarowane, zapalało świecę i adorowało Pana Jezusa w swoich domach – mówi Barbara Mrozek z ekipy dyżurujących. – Z kolei nasz proboszcz o. Alan napisał nam, że w czasie kwarantanny siadał w bazylice po stronie wiernych i opowiadał Panu Jezusowi o swoich parafianach – relacjonuje.

Jej zdaniem, ta sytuacja paradoksalnie w wielu mieszkaniach przyniosła pozytywne rezultaty. – Obecność Pana Jezusa w naszych domach scala rodziny. Jedna z pań mówiła później, że kiedy zaczęła swoją domową adorację, dołączył do niej mąż, który też wstał o drugiej w nocy – opowiada.

Jezus patrzy

Zeszyt, w którym adorujący wpisują podziękowania, puchnie od świadectw. Ludzie wspominają o niewytłumaczalnych powrotach do zdrowia swoich bliskich, które tutaj wyprosili, albo o wymodlonych tu dzieciach. Jedna z pań opisała, że w czasie, gdy w nocy adorowała Jezusa, jej zięć i wnuki uczestniczyli w straszliwie wyglądającym wypadku samochodowym, ale wyszli z niego cało i zdrowo. Wielu ludzi przekonało się tutaj, że Pan Bóg żyje i kocha. Nawiązali z Nim osobistą więź.

Trzeba wysiłku, żeby wybrać się na adorację w nocy. Modlący się twierdzą jednak, że – ku ich zdziwieniu – następnego dnia tej godziny bez snu wcale im nie brakuje. Za to modlitwa w nocy, wśród uśpionego miasta, jest często głębsza. Łatwiej się skupić, gdy w kieszeni nie brzęczy telefon, a naszych myśli nie zaprząta lista spraw do załatwienia przed wieczorem. Nie trzeba wcale dużo mówić, wystarczy patrzeć na Pana Jezusa i pozwolić, żeby On patrzył na nas.

Jan do adorowania Najświętszego Sakramentu musiał dojrzeć. Najpierw „jego” modlitwą był Różaniec. Dziś sądzi, że to Maryja przyprowadziła go na spotkania ze swoim Synem w kaplicy wieczystej adoracji.

Z początku nie było to łatwe. – Podczas gdy adoracje trwały, miałem wrażenie, że nic się nie zmienia; do tego stopnia, że zadałem pytanie: „Jezu, czy Ty tu naprawdę jesteś? Czy Ty mnie słuchasz?”. Po tych pytaniach zapanowała kompletna cisza! Cisza, która, o dziwo, przestaje mnie niepokoić – opisuje.

Stało się coś jeszcze. – Trochę to trwało, zanim zauważyłem jej wpływ na mnie. Coraz częściej nie dawałem się sprowokować do kłótni. Nie starałem się wszystkiego zrozumieć, w sercu zagościły słowa „Jezu, Ty się tym zajmij” – mówi.

Od ciszy do bliskości

Jan opowiada, że na adoracji Jezus otula go ciszą. Z czasem wraz z tą ciszą zaczęło go przenikać zaufanie do Boga, przyjemne poczucie akceptacji, ciepło bliskości.

Gdy wybuchła pandemia, Jan zawiesił swoją nocną adorację w kaplicy bazyliki, by nie narażać bliskich. – Starałem się adorować Jezusa w domu, ale to było jakoś dziwnie inne. Po około dwóch miesiącach brak spotkań z Jezusem w kaplicy wywołał ogromną tęsknotę za ciszą, która mnie uspokajała. Tęsknotę, która nie była przygnębiająca, ale bardzo zachęcająca. W sercu zagościło poczucie, że Jezus na mnie czeka, że za mną tęskni, że się wszystkim zajmie – stwierdza.

Teraz Jan znowu przychodzi o stałej porze na adorację w nocy. Mówi, że wróciły cisza i spokój. Skądś pojawiła się też w nim myśl: „Jezu, tak bardzo cieszę się, że dajesz mi odczuć, że jestem Ci potrzebny, że jestem potrzebny na adoracji. Oto jestem, Panie”.

Adorować Pana Jezusa można w Katowicach-Panewnikach o każdej porze w kaplicy wieczystej adoracji. Można do niej wejść bocznym wejściem do bazyliki, otwartym również w nocy.

Barbara Mrozek podkreśla, że zwłaszcza w nocy, gdy nie ma rozproszeń, człowieka, który adoruje Jezusa w Najświętszym Sakramencie, otula święta cisza. – Później adorujący zabiera tę ciszę do domu. Gdziekolwiek idzie, ta cisza w nim trwa – mówi. Zachęca, żeby adorowanie Pana Jezusa w modlitwie uwielbienia i dziękczynienia, w każdym doświadczeniu, dołączyć do postanowień adwentowych. – Czy poświęcisz jedną godzinę swojego cennego czasu raz w tygodniu, w dzień lub w nocy, by być tylko z Nim? – pyta.