publikacja 21.01.2021 00:00
Gdy miała cztery lata, obozowy kapo wyrzucił ją na beton, żeby tam umarła. Innym razem wartownik już mierzył do niej z karabinu. Siostra Henrietta, służebniczka z Panewnik, ma niesamowitą historię życia.
Przemysław Kucharczak /Foto Gość
Zakonnica z Antonim, jednym ze swoich ulubionych świętych.
Tę 81-latkę znają dobrze m.in. mieszkańcy Rybnika-Niedobczyc i Rydułtów, gdzie uczyła dzieci religii. Mało kto wie, jak przerażające rzeczy widziała we wczesnym dzieciństwie. Dziś s. Henrietta Pronobis mieszka w klasztorze w Katowicach-Panewnikach.
Aby uwolnić się od głodu, Adela z koleżanką zgłosiły się do opieki nad dziećmi w niemieckim gospodarstwie. Trafiły do Niemki przesiedlonej z Besarabii, która, jak się okazało, miała tylko 14-letniego syna. Nie chodziło wcale o opiekę, lecz o ciężką harówkę na polu. Roztrząsały tam nawet gnój. Głód ich nie opuścił, bo Niemka wydzielała im jedzenie. – Nie miała nad tymi dziewczynkami żadnej litości – mówi siostra.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
już od 14,90 zł