Ciekawostki z życia św. Jana Bosko

Małgorzata Gajos

publikacja 31.01.2021 06:00

Sam papież Pius XI stwierdził, że "w życiu księdza Bosko nadnaturalne stało się naturalne, a niezwykłe nieomal powszednie".

Ciekawostki z życia św. Jana Bosko MG/Foto Gość św. Jan Bosko.

31 stycznia obchodzimy w Kościele wspomnienie liturgiczne tego niezwykłego nauczyciela młodzieży. W rodzinie salezjańskiej jest to uroczystość. Święty Jan Bosko na pewno był postacią niezwykłą, jego życie było niezwykłe, bo zaufał Jezusowi i Maryi. Nie będę tu przytaczać jego kolejnego długiego życiorysu, który i tak nie byłby w stanie streścić wszystkiego. Jeśli jednak macie ochotę poczytać coś więcej, to zerknijcie TUTAJ. Przy okazji polecam Wam również ciekawy artykuł Franciszka Kucharczaka: "Baranki z łobuzów".

Postanowiłam wybrać dla was ciekawostki z życia Jana Bosko. Część może będzie znana, ale mam nadzieję, że znajdą się też takie, o których przeczytacie po raz pierwszy. Nawet mnie kilka historii zaskoczyło! Szczególnie jedna, która wydarzyła się dobre kilkadziesiąt lat po śmierci świętego. 

1. Sny

Gdy myślimy o księdzu Bosko, trudno pominąć wątek snów w jego życiu. Także przez nie przemawiał do niego Bóg, a było ich całkiem sporo. Dlatego nie przytoczę wszystkich. Zainteresowanych odsyłam do książek: Wskazania duchowe. Antologia, Wspomnienia oratorium, Sny księdza Bosko.

Pierwszy ważny sen Janek miał w wieku 9 lat, gdy ukazał mu się Chrystus i dał mu za przewodniczkę Maryję. Wtedy jeszcze przyszły święty nie rozumiał wielu rzeczy, wyjaśniały się one w czasie.

Do tego snu nawiązywał kolejny, który miał miejsce 12 października 1844 roku. Ksiądz Bosko miał zakomunikować chłopcom przeniesienie oratorium na przedmieścia Valdocco. Nie wiedział, gdzie będzie mógł ich zebrać. Zmartwiony poszedł spać i miał sen. Znów znalazł się pośród stada wilków, kóz, koźląt, jagniąt, owiec, baranów, psów, ptaków. Ogólnie panował chaos. Wtedy pojawiła się piękna Pani, ubrana jak pasterka i kazała ks. Bosko pilnować stada. Szli przez różne miejsca, trzy razy się zatrzymali, a część zwierząt zaczynała zmieniać się w jagnięta. Doszli wreszcie do łąki. Ks. Bosko chciał odpocząć, ale musiał ruszyć dalej. Znaleźli się na dziecińcu, na końcu którego wznosił się kościół. Część jagniąt zaczęła zmieniać się w pasterzy. Ks. Bosko chciał odejść, ale Pani kazała mu spojrzeć na południe. Widział tam pola, po czym kazała mu spojrzeć jeszcze raz i ujrzał wspaniały kościół, w którym ks. Bosko miał odprawić Mszę. W kościele wisiała biała wstęga z napisem: To jest mój dom. Stąd wyjdzie moja chwała. Od pięknej Pani usłyszał: Zrozumiesz wszystko, kiedy oczami ciała ujrzysz to, co teraz widzisz oczami duszy.

Innym ważnym snem był sen o dwóch kolumnach. Pośrodku wód wznosiły się ponad falami dwie kolumny - na jednej był posąg Niepokalanej Dziewicy, a na drugiej znajdowała się Hostia. Na wodzie znajdował się statek, którym dowodził papież i próbował kierować go pomiędzy dwie kolumny. Statek był atakowany przez okręty nieprzyjaciela. Dwie zbawcze kolumny to całkowite oddanie się Maryi Pannie i Przenajświętszemu Sakramentowi Eucharystii. 

Ciekawostki z życia św. Jana Bosko   Wikipedia Sen o dwóch kolumnach.

2. Żyd Jonasz

Historia o Jonaszu utkwiła mi w pamięci, gdy musiałam porównać opowieść o nim w języku włoskim i polskim. Bardzo ciekawe doświadczenie. Janek poznał go u księgarza Eliasza w Chieri. Bardzo się polubili. Chłopak przepadał za anegdotami Janka. Pewnego razu zaczął odczuwać kryzys duchowy. Popełnił jakiś zły uczynek, wynikła z tego bójka, a do tego mógł mieć jeszcze większe kłopoty. Przybiegł do Janka po radę. Ten stwierdził, że gdyby Jonasz był chrześcijaninem zaprowadziłby go od razu do spowiedzi. Zaczęli rozmawiać o wierze, o przygotowaniach, o chrzcie. Jonasz obawiał się trochę reakcji swojej matki, ale Janek uspokoił go stwierdzając, że Bóg jest panem serc i jeśli go wzywa do bycia chrześcijaninem to go nie zostawi. Chłopak zaczął czytać katechizm, nauczył się modlitw. Afera zrobiła się, gdy matka znalazła katechizm. Ks. Bosko w swoich Wspomnieniach nie owija w bawełnę, matka nie była pięknością.... Bosko próbował jej wytłumaczyć pewne rzeczy, potem miał sporo rozmów jeszcze z innymi osobami. Ostatecznie Jonasz przyjął chrzest, co przyczyniło się do tego, że kilku innych Żydów postanowiło przyjąć chrzest. Rodzicami chrzestnymi zostali Karol i Oktawia Bertinetti, a Jonasz stał się dla nich jak własny syn. Pomogli mu też znaleźć pracę. Jonasz (a tak naprawdę Jakub Levy) na chrzcie otrzymał imię Alojzy. 

3. Wesoły czwartek

Młody Janek oprócz tego, że był świetnym linoskoczkiem (przy okazji pokazów zapraszał innych do modlitwy, głosił kazania), to był też całkiem niezłym iluzjonistą (np. zwinął księdzu Burzio portmonetkę i zegarek, ale oczywiście zwrócił dodając wytłumaczenie swojej "magicznych sztuczek"). W każdym razie w Chieri pojawił się linoskoczek, który był traktowany przez kolegów Janka za jakiś fenomen. Chłopak postanowił go "pobić". Na miejsce próby wybrano aleję Piotra Torinese. Stawką było 20 lirów. Bosko nie dysponował taką sumą, ale koledzy z Towarzystwa Wesołości uskładali ją dla niego. Najpierw Janek wyprzedził go w biegu, potem pokonał w skokach, sztuczce zręcznościowej, a na koniec we wspinaczce. A wygrana jeszcze podskoczyła. Janek zlitował się jednak nad linoskoczkiem i oddał mu pieniądze, pod warunkiem, że postawi wszystkim obiad. Ostatecznie każdy był zadowolony. Chłopak został okrzyknięty czterokrotnym zwycięzcom, koledzy się najedli, a linoskoczek nie zbankrutował. Stwierdził również, że już nigdy nie będzie zakładać się z uczniem. 

4. Połamane skrzypce

Informacja, że ks. Bosko w młodości grał na skrzypcach była dla mnie sporym zaskoczeniem. (Ile ten człowiek miał talentów!) Jednak, gdy Janek został klerykiem postanowił sobie trochę rzeczy, które ujął w 7-punktowym programie. M.in. zero przyjęć, polowań, gry na skrzypcach, występów jako linoskoczek. Pragnął mieć czas dla Boga, postanowił czytać książki religijne, walczyć ze słabościami. Musiał się jednak parę razy zmierzyć z tym, co postanowił. A to wuj go zaprosił na obiad, a to wziął udział w polowaniu (czego bardzo żałował), a to poproszono go o akompaniament na skrzypcach. Jednak widok tańczących do melodii tak go wzburzył, że choć bardzo lubił grę na skrzypcach, połamał je. We Wspomnieniach pisze:

"Te trzy zdarzenia były dla mnie jedyną w swoim rodzaju nauczką. Jeśli rzeczywiście chce się służyć Panu, trzeba więcej czasu poświęcać na skupienie i refleksje, a odrzucić wszelkie materialne rozrywki. Nie dlatego, by same w sobie obrażały one Boga, ale  dlatego, że przy ich okazji mówi się i robi rzeczy, które narażają na szwank przyjaźń z Bogiem, a On nakazał nam przecież, byśmy byli czyści w myślach, słowach i uczynkach".

5. "Nieposłuszny Janek" 

Gdy Janek był w seminarium, postanowił przyjaźnić się z tymi, którzy kochali Matkę Boską, przykładali się do nauki i byli wzorami w kościele. Jego dobrym przyjacielem został Alojzy Comollo, który zachęcał go, by zamiast brać udział w rekreacji, lepiej iść do kościoła i modlić się przed Najświętszym Sakramentem. W seminarium Komunię świętą można było przyjmować tylko w niedzielę i dni świąteczne. Jednak część kleryków wymykała się też w tygodniu na Mszę do kościoła św. Filipa, w tym Janek Bosko. Rezygnowali ze śniadania i dołączali po Komunii do reszty udających się do szkoły czy sal wykładowych. I choć regulamin zabraniał takich manewrów, o czym pisze ks. Bosko we Wspomnieniach, to przełożeni doskonale o nich wiedzieli, ale nic nie mówili, a nawet milcząco aprobowali. 

6. Wiadomości z tamtego świata 

O tym, że ks. Bosko miał okazję usłyszeć albo rozmawiać z osobami, które zmarły, a które żyły pobożnie czytałam już nie raz. Pierwszą osobą, którą usłyszał przyszły święty był jego seminaryjny kolega Alojzy Comollo. Chłopcy czytając jakąś biografię świętego ustalili pół żartem, pół serio, że gdy któryś z nich umrze poinformuje drugiego, czy został zbawiony. Comollo narobił niezłego rabanu w seminarium, gdy nagle na korytarzu rozległ się hałas jakby ktoś zajechał powozem i dało się słyszeć trzykrotnie: "Bosko, jestem zbawiony". Święty wspomina, że potem nie zawierał już takich umów.

Ks. Bosko miał również okazję we śnie rozmawiać np. z Dominikiem Savio po jego śmierci. O czym możecie przeczytać tutaj.

Zaskoczyła mnie natomiast informacja na temat mamy świętego. Matusia Małgorzata zmarła w 1956 roku. W sierpniu 1860 r. ks. Bosko, wracając do Oratorium w Turynie, w pobliżu kościoła Matki Bożej Pocieszenia (Consolata) zobaczył swoją matkę. - Ale jak! Jesteś tutaj? Czy nie umarłaś? - powiedział na jej widok. - Jestem martwa, ale żyję - usłyszał w odpowiedzi. - A czy jesteś szczęśliwa? - zapytał. - Bardzo szczęśliwa - odpowiedziała. (Giubileo)

7. Dwóch księży w domu wariatów

Ta historia bardzo mnie rozbawiła. Trzeba przyznać, że Wspomnienia przesiąknięte są humorem. Kilka osób stwierdziło, że należy zadbać o zdrowie ks. Bosko. Ktoś nawet stwierdził, że jest pomylony i powinien trafić do szpitala psychiatrycznego, by lekarze mogli się nim zająć. Dwóch księży miało przyjechać po ks. Bosko i zawieźć go do szpitala. Przyszli, zaczęli wypytywać o zdrowie, Oratorium, o wielki dom i kościół, które miały być przyszłą siedzibą. W końcu po odpowiedziach świętego, stwierdzili: "to jednak prawda". Zaprosili go na przejażdżkę powozem. Ks. Bosko jednak przejrzał ich numer, ale grzecznie za nimi poszedł. Przepuścił ich, by wsiedli pierwsi, a gdy już byli w środku, zatrzasnął drzwiczki i zawołał do woźnicy: Szybko do szpitala psychiatrycznego! Czekają tam na tych dwóch księży. 

Byli to ks. Wicenty Bonzati i ks. Alojzy Nasi. Przyjaźnili się z ks. Bosko i tylko troska skłoniła ich do takiego postępowania. Po tym "wypadku" nadal pomagali ks. Bosko w lekcjach katechizmu, głoszeniu kazań i w muzyce. 

8. Szarik (Grigio)

O psie ks. Bosko pewnie słyszeliście. Pojawiał się znikąd, ale zawsze w momencie, gdy świętemu coś groziło. Chłopcy z oratorium także go widzieli, a nawet mieli możliwość pogłaskania go. Nikt jednak nie wiedział skąd pies przybywa ani dokąd się udaje. Choć ks. Bosko próbował się o nim czegoś dowiedzieć, nigdy mu się to nie udało. Gdy go zapytano, co sądzi o tym psie, stwierdził: „Gdybym powiedział, że to anioł, wzbudziłoby to śmiech. Ale nie mogę też powiedzieć, by był to zwykły pies”. 

Ciekawostki z życia św. Jana Bosko   MG/Foto Gość Ks. Bosko, matusia Małgorzata i Szarik.

Przy okazji poszukiwania ciekawostek o tym niezwykłym, opatrznościowym psie, trafiłam na bardzo intrygujący artykuł, który dotyczy wydarzeń z 1959 roku (!). O tych wydarzeniach opowiedział brat Renato Celato w wywiadzie z Bruno Ferrero dla Agenzia Info Salesiana. Salezjanie (wśród nich także i brat Celato) wracali (5/6 maja 1959 r.) z trumną z relikwiami ks. Bosko z Rzymu do Turynu. Zatrzymali się po drodze w Livorno, choć docelowo tego dnia mieli dotrzeć koło 4.00 do La Spezia, przyjechali dopiero o 7.00. Zakrystian, br. Bodrato, otworzył drzwi kościoła o 4.30. Zobaczył wtedy psa warującego przed drzwiami, chciał go przegonić. Pies nie zareagował.

Kiedy przyjechali, trumna została wniesiona do kościoła i postawiona na dużym stole. Pies wszedł za nimi i położył się pod trumną. I choć rektor chciał się go pozbyć, by nie przeszkadzał w uroczystości, to policja nie była w stanie nic zrobić. Pies zazgrzytał zębami i wyglądał na wściekłego. Pozostał tam do południa, kiedy zamknięto kościół. Po czym wyszedł i zaczął błąkać się wśród chłopców na podwórku, którzy naturalnie byli szczęśliwi, że pies jest wśród nich. Poklepali go. - Sam zrobiłem to samo! - wspominał brat Renato. 

Ciekawostki z życia św. Jana Bosko   Agenzia Info Salesiana Fotografia z archiwum ukazująca tajemniczego psa.

Podczas obiadu pies wszedł z własnej woli do pokoju, w którym salezjanie jedli obiad ze wspólnotą, a tuż przed ostatnią modlitwą ponownie otworzył drzwi i wyszedł.

Około godziny 14.00 wrócili do kościoła, aby przygotować się do wyjazdu. Pies znowu był pod trumną! Wywołało to konsternację.... Kościół był przecież zamknięty.... Salezjanie załadowali ciężką trumnę do furgonetki, a pies wciąż przebywał w pobliżu. W archiwum brat Renato umieścił fotografię dokumentującą ten incydent. Ks. Giraudi, który był z bratem Reanot w samochodzie, od czasu do czasu powtarzał: „Spójrz i sprawdź, czy pies tam jest!”. - I był. Zawsze był za naszą furgonetką, nawet w mieście. Widziałem go, dopóki nie dotarliśmy do trzeciego zakrętu na wzgórzu, potem zniknął - opowiadał brat Celato.   

9. Polski książę w zgromadzeniu

Warto wspomnieć, że postać księdza Bosko zafascynowała polskiego księcia Augusta Czartoryskiego. Poznał go osobiście w Paryżu i to spotkanie wywróciło świat Augusta do góry nogami. Wyznał wtedy, że nie czuje powołania do małżeństwa, ale pragnie zostać karmelitą, ks. Bosko poradził mu sprawę przemodlić. Zaczęli też korespondować. W międzyczasie książę zapragnął wstąpić do zgromadzenia salezjanów, co wcale nie było takie łatwe, gdyż jego ojciec wiązał z nim zupełnie inne nadzieje. Nawet ksiądz Bosko miał wątpliwości właśnie z powodu jego książęcego pochodzenia.... August jednak się nie poddał, a poparcia szukał nawet u samego papieża Leona XIII. Rodzina jeszcze kilkakrotnie usiłowała zmienić jego decyzję. Ostatecznie jednak August złożył śluby, a także został kapłanem. Był nim tylko rok, zmarł w wieku 35 lat. Jan Paweł II ogłosił go błogosławionym w 2004 roku. Więcej o Auguście Czartoryskim tutaj

10. Historia pewnej fotografii

W roku 1861 ksiądz Bosko zdecydował się na sfotografowanie go podczas słuchania spowiedzi młodzieży. Fotografię miał wykonać Francesco Serra. Ks. Bosko ostrzegł go jednak: „Pamiętaj, że już trzy czy cztery razy pozwoliłem się fotografować, ale nikomu dotąd nie udało się tego zrobić”. I opowiedział mu historię, jak wybrał się ze swoimi wychowankami do najlepszego fotografa w Turynie i pomimo starań, żadna fotografia się nie udała. Ks. Bosko zwrócił wtedy obecnym uwagę, że fotografia nie wyjdzie, dopóki nie wyspowiadają się. Został wyśmiany. Jednak po godzinie nadal nie było dobrego zdjęcia. Po skończonej opowieści święty zwrócił się do Serry: „Dlatego mówię teraz tobie, jeśli jesteś w stanie łaski Bożej, możesz zrobić zdjęcie, a jeśli nie, to powiedz to otwarcie i nie będziemy nawet próbować”. Wystarczyły dwa ujęcia i fotografia wyszła tak świetnie, że nawet wychowankowie księdza Bosko krzyknęli: „Serra jest w stanie łaski Bożej!” 

Ciekawostki z życia św. Jana Bosko   Francesco Serra

Warto dodać, że ksiądz Bosko chyba był jednym z najbardziej fotografowanych świętych tamtych czasów. Zachowało się trochę fotografii z jego wizerunkiem.

11. Bilokacja

Część z Was pewnie słyszała, że święty miał dar bilokacji. 14 października 1878 roku ksiądz Bosko był w Turynie. Jednak w tym czasie we Francji Adele Clement była zrozpaczona. Jej dziecko zachorowało. Jej mąż wracając do domu zaprosił na wóz napotkanego i zmęczonego księdza. Adele opowiedziała przybyszowi o swoim synku, który był głuchy, niewidomy i niemy. Ksiądz poradził wtedy, by się modlić. Nie chciał jednak podać swojego nazwiska, ale dodał, że za kilka lat jego nazwisko będzie w książkach. Następnie stwierdził, że czas na niego. Państwo Clement chcieli pójść za nim, ale zniknął. Pielęgniarka, która była w pokoju obok, poinformowała ich, że jakiś kapłan podszedł do dziecka, dotknął go i chłopczyk wyzdrowiał. Po siedmiu latach w ręce kupca i jego żona wpadła książka z portretem ks. Bosko. - To kapłan, który uzdrowił naszego syna! - zawołali. (Un prete straordinario, Don Giuseppe Tomaselli)

12. Cudowne rozmnożenia 

Jedno z cudownych rozmnożeń miało miejsce podczas uroczystości Wszystkich Świętych. Ks. Bosko obiecał chłopcom, że po powrocie z cmentarza, każdy zostanie obdarowany smacznymi kasztanami. Matusia Małgorzata kupiła ich trzy worki, ale myśląc, że pół worka wystarczy, ograniczyła się do ugotowania tej ilości. Gdy chłopcy wrócili i ustawili się w szeregu, a Jan Bosko zaczął napełniać każdemu jego beret. Jego mama się przeraziła, bo wiedziała, że nie ma tylu ugotowanych kasztanów, ks. Bosko jednak dzielił dalej. Kosz się opróżniał, zostało tylko parę garści, a chłopców ciągle było wielu. Bali się, że zabraknie dla nich. Ks. Bosko jednak był niewzruszony i mówił, że na spodzie są najlepsze. Wszyscy zostali obdarowani, a jeszcze znalazła się porcja dla księdza Bosko i jego mamy. Wieczorem na dziedzińcu Oratorium i na przyległych ulicach rozlegał się jeden okrzyk: Ks. Bosko rozmnożył kasztany! Na pamiątkę tego wydarzenia, w dniu Wszystkich Świętych w domach ks. Bosko rozdziela się gorące kasztany.

Inne cudowne rozmnożenie miało miejsce w dniu Narodzenia Najświętszej Marii Panny w roku 1847. Tego dnia około 650 chłopców przystąpiło do spowiedzi i miało przyjąć Komunię św. Ks. Bosko rozpoczął Mszę św. i miał nadzieję, że w tabernakulum znajdują się komunikanty. Okazało się, że puszka była jednak prawie pusta, a zakrystian zapomniał postawić na ołtarzu drugiej do konsekracji. Gdy nadeszła chwila Komunii św., ks. Bosko spostrzegł zapomnienie zakrystiana. Podniósł oczy do nieba, westchnął głęboko i zaczął rozdawać Komunię św. Komunikanty rozmnażały się w jego rękach, tak że każdy mógł przyjąć Chrystusa. Zapytany przez chłopców, jak tego dokonał, odpowiedział spokojnie: - Czy na skutek niedopatrzeń zakrystiana miał być poszkodowany Jezus, który tak bardzo pragnął przyjść do waszych serc? (Oratorium im. św. Jana Bosko w Łodzi)

13. Wskrzeszenie

O tym, że ksiądz Bosko otrzymał łaskę wskrzeszania zmarłych, dowiedziałam się w ostatnim czasie. Choć patrząc na jego niezwykłe życie, jego zaufanie do Boga, to chyba już mnie nic nie zdziwi. W 1866 roku, gdy ks. Bosko przebywał w okolicach Florencji, zmarł mały chłopiec. Święty zaczął modlić się przez wstawiennictwo Maryi Wspomożycielki Wiernych, przyłączyli się też do niego inni kapłani i chłopiec zaczął oddychać.  

Inne bardziej znane wskrzeszenie miało miejsce w 1849 roku. Umierał 15-letni Carlo, który uczęszczał do Oratorium. Akurat ks. Bosko nie było w pobliżu. Inny ksiądz wyspowiadał Carla, który jeszcze przed śmiercią wołał ks. Bosko. Kiedy święty wrócił do Turynu i dowiedział się o śmierci chłopca, pośpieszył do jego domu i zapytał: „Jak się ma?”. Służący odpowiedział wyraźnie: „Nie żyje od dziesięciu lub jedenastu godzin!” (niektóre raporty mówią o 24 godzinach), ale ks. Bosko powiedział, że chłopiec „dopiero co zasnął”. Służący odpowiedział, że wszyscy widzieli jak umarł, a lekarz nawet podpisał akt zgonu. Ks. Bosko udał się do pokoju chłopca, pozwolił w nim zostać jedynie jego matce i ciotce. Carlo był już owinięty w prześcieradło i gotowy do pochówku. Święty pomodlił się i powiedział: Carlo, wstań. Chłopiec poruszył się i otworzył oczy. Ucieszył się na widok ks. Bosko, wyznał, że podczas ostatniej spowiedzi ze strachu nie powiedział wszystkiego i powinien być w piekle. Opowiedział, że śniło mu się, że był otoczony bandą demonów, ale zainterweniowała piękna Pani, która powiedziała mu, że jest dla niego jeszcze nadzieja. Chłopiec wyspowiadał się, a potem głośno powiedział, że ks. Bosko go uratował. Żałobnicy zgromadzili się wokół Carla. Niewielu zauważyło, że mimo witalności, ciało chłopca pozostawało zimne, jakby był martwy. W tym momencie należało podjąć ważną decyzję. Ks. Bosko zwrócił uwagę na wartość dobrej spowiedzi i zapytał Carla, czy teraz, kiedy był gotowy na niebo, wolałby udać się w to miejsce, czy pozostać na ziemi. Chłopiec w obecności matki i bliskich odwrócił wzrok. Miał łzy w oczach. Panowała atmosfera cichego oczekiwania. Chłopiec w końcu powiedział, że chce iść do nieba. Odchylił się do tyłu, zamknął oczy i i cicho umarł ponownie. (dentroSalerno)