Reporter i świadek

Andrzej Grajewski

GN 28/2011 |

publikacja 14.07.2011 00:15

Czy dziennikarz po latach, sam będąc w komfortowej sytuacji, może dokonywać moralnych ocen ludzi, którzy znaleźli się w środku piekła?

Reporter i świadek Andrzej Grajewski Ksiądz Stanisław Filipek SAC na pograniczu rwandyjsko-kongijskim. Styczeń 2004 r. Obecnie ks. Filipek pracuje w Kabudze k. Kigali

Reporter „Gazety Wyborczej” Wojciech Tochman napisał ważną książkę o ludobójstwie w Rwandzie pt. „Dzisiaj narysujemy śmierć”, w której stawia pytania o konsekwencje ludobójstwa nie tylko dla sprawców i ofiar, ale także dla świadków wydarzeń. Zazwyczaj tylko uważnie słucha swych rozmówców, bez wydawania ocen. Wyjątek robi tylko dla pallotyna ks. Stanisława Filipka, który z nim nie chciał rozmawiać. Nie tylko go ocenia, ale kreuje nieprawdziwy opis faktów.

Ksiądz Filipek wyrwał ich z szeregu i wepchnął do drukarni. W ten sposób przeżyli pierwszą masakrę. Resztę ludzi wojsko przeprowadziło na plac kościelny. Tam jedna kobieta zemdlała. Ksiądz Filipek z ks. Leszkiem Więcaszkiem przenieśli ją na rękach do ośrodka zdrowia. Nie wiadomo, czy przeżyła. Po jakimś czasie wojsko się wycofało, a na teren pallotyński wkroczyła ponad 200-osobowa bojówka Interahamwe, która w ciągu dwóch godzin dokonała bezlitosnej masakry. Ginęli nie tylko mężczyźni, ale i kobiety oraz małe dzieci. Oprawcy zabijali ich maczetami. Mord miał elementy rytualne. Ofiarom obcinano genitalia, wydłubywano oczy, odcinano uszy. Pallotyni w tym czasie szukali schronienia w swoim domu zakonnym-drukarni.

Nieprawdziwy jest także, zdaniem pallotyna, inny fragment relacji Mączki, który sobie przypisuje inicjatywę opatrzenia rannych. Część rannych albo ocalałych z porannej masakry zaczęła podchodzić do domu pallotynów. Zostali umieszczeni w domowej kaplicy. Ksiądz Filipek wspomina, jak w zaułku domu, pod przelatującymi nad ich głowami kulami, opatrzył zmasakrowanego Emanuela z Gikondo i dał mu opakowanie antybiotyków. Następnego dnia udało się Emanuela wraz z ciężko ranną kobietą oddać pod opiekę Czerwonego Krzyża. Emanuel ocalał i jest do dzisiaj na Gikondo.

Dziękujemy, że z nami jesteś

To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.

Czytasz fragment artykułu

Subskrybuj i czytaj całość

już od 14,90

Poznaj pełną ofertę SUBSKRYPCJI

Masz subskrypcję?
Kup wydanie papierowe lub najnowsze e-wydanie.