Bolesna lekcja

KAI |

publikacja 12.08.2011 22:49

Gdyby więcej księży angażowało się w pracę kapłańską tak gorliwie, jak ks. Natanek, wiele naszych parafii wyglądałoby inaczej. Sedno całego problemu polega jednak na tym, że sam stawia się ponad władzą kościelną i samowolnie przywłaszcza sobie coś, do czego nie ma prawa.

Bolesna lekcja JW/ Agencja GN O. Józef Augustyn SJ

O sprawie ks. Natanka KAI rozmawia z ks. Józefem Augustynem SJ:

KAI: Od kilku miesięcy wokół ks. Piotra Natanka, suspendowanego księdza, gromadzi się grupa zwolenników. To zjawisko jest wyzwaniem dla całej wspólnoty wiernych, ujawnia też nasze braki, grzechy, deficyty.

O. Józef Augustyn SJ: Pojedyncze sytuacje nie tyle ujawniają, ile raczej dają okazję do refleksji nad stylem kapłańskiego posługiwania. Jak Kościół nie należy do papieża, a diecezja do biskupa, tak wierni nie należą do księdza, którym on posługuje. Ks. Natanek zawłaszcza ludzi, którzy mu zaufali. Sam mianuje się ich pasterzem. Naszym kapłańskim grzechem bywa właśnie swoiste zawłaszczanie: kościelnych posług, rzeczy, pieniędzy, a nawet ludzi i traktowanie ich jakby byli naszą własnością. Szukamy nierzadko dla siebie lepszych funkcji, miejsc, stanowisk.

Kard. Carlo Martini powiedział kiedyś nieco prowokacyjnie, że w Kościele istnieje tylko jedna droga: droga awansu. Kapłaństwo nie może być miejscem autokracji i samorealizacji. Benedykt XVI zauważył, że jeżeli kapłaństwo jest wywyższeniem, jest to wywyższenie na krzyż. Kiedy funkcja kapłańska jest ważniejsza od prostej ludzkiej uczciwości czy też więzi z Chrystusem, mamy do czynienia ze swoistą idolatrią i nadużyciem.

Jakie potrzeby zaspakaja tego typu „charyzmatyczny” duszpasterz? Ma łagodzić strach (w jego przekazie są mocne akcenty związane z końcem świata), jest odwołaniem się do emocji, budowaniem tożsamości grupy dzięki symbolom - używania określonych obrazów, zwolennicy nakładają czerwone płaszcze i powołują na objawienia prywatne, itd.

Nie robiłbym ks. Natankowi zarzutów z wymienionych w pytaniu spraw. Każdą z nich można jakoś obronić. Powiedziałbym nawet więcej, że doskonale wykorzystuje on pewne braki duszpasterskiego posługiwania wielu księży. Zbiera niektóre „popularne tematy” i podaje je ludziom. Oni widzą, że na czymś mu zależy, że jest bardzo zaangażowany. Z jednej strony wiele od ludzi wymaga w zakresie moralnych postaw, ale z drugiej dostosowuje się też do nich. Gdy chcą słuchać o końcu świata, to im o nim mówi. Jezus też mówił przecież o końcu świata. Kazania ks. Natanka są bardzo emocjonalne, bo to ludzi dotyka, porusza. A ponieważ wierni lubią uroczyste liturgie, więc posługuje się bogatymi symbolami. Gesty, obrazy, stroje liturgiczne, są przecież ważne. Nawet powoływanie się na prywatne objawienia też można uratować. Lourdes, Fatima, La Salette są przecież oparte na prywatnych objawieniach.

Proszę nie gorszyć się tym, co powiem: gdyby więcej księży angażowało się w pracę kapłańską tak gorliwie, jak ks. Natanek, wiele naszych parafii wyglądałoby inaczej. Sedno całego problemu polega jednak na tym, że sam stawia się ponad władzą kościelną i samowolnie przywłaszcza sobie coś, do czego nie ma prawa. Biblia mówi, że lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, a uległość od tłuszczu baranów (por. 1 Sm 15, 22). Osobista gorliwość duszpasterska nie usprawiedliwi przecież buntu przeciw swemu biskupowi.

Przyznam się, że niektóre wypowiedzi ks. Natanka wręcz mnie przerażają. Po suspensie biskupa ludziom otwarcie powiedział, że to, co robi, jest z punktu widzenia kanonicznego niegodziwe. Mówi też, że nie on jeden jednak tak się zachowuje. Wielu innych księży sprawuje swoje funkcje niegodziwie, w grzechu, jak na przykład ci, którzy żyją w konkubinacie. Uprzedzał przy tym ludzi, by – jeżeli sobie tego nie życzą – nie przyjmowali komunii z jego ręki i nie łamali swoich sumień. Ile w postawie ks. Natanka zagubienia psychicznego, a ile moralnego uporu i grzechu – to może rozsądzić tylko sam Pan Bóg. Nie nasza to sprawa. A ponieważ przyrzekał posłuszeństwo biskupowi, ten ma prawo go upominać i wzywać do zmiany postawy.

Jaki deficyt w formacji katolików ujawnia się w osobach gromadzących się wokół suspendowanego? Dla nich nie ma znaczenia, że został on suspendowany, że nie jest w łączności z biskupem, czyli z Kościołem, że jest nieposłuszny. Umyka im podstawowy, „kościołotwórczy” warunek. Brak wiedzy, lekceważenie autorytetów, skrajny subiektywizm?

U ludzi, którzy idą za ks. Natankiem, nie dopatrywałbym się złej woli czy nawet lekceważenia Kościoła. Gdy powstaje ostry konflikt w parafii pomiędzy proboszczem a wikarym, ludzie też się dzielą. Kiedy kilka miesięcy temu w mediach mówiło się o podziałach w Kościele polskim, wielu krzyczało, że nie ma żadnych podziałów. A dlaczego miałaby istnieć idealna jedność i harmonia w polskim Kościele, skoro już w Kościele pierwotnym istniały podziały między Apostołami: Piotrem a Pawłem, Pawłem a Barnabą, by przywołać najbardziej znane. Cóż w tym dziwnego, że istnieją między nami jakieś podziały? Pytanie, czy w naszych podziałach zachowujemy się uczciwie i z szacunkiem do ludzi patrzących inaczej.

W przypadku wiernych idących za ks. Natankiem niewiedza i subiektywizm mogą odgrywać bardzo ważną rolę. Ludzie, jak się zdaje, nie są do końca świadomi powagi sytuacji, jakie stwarza „ich duszpasterz”. Mogą problem nieco lekceważyć: cóż, że ksiądz pokłócił się z biskupem? Mało to mamy kłótni. Ale to nie jest zwyczajna kłótnia, podział; to może być początek rozłamu. Mimo wszystko może niepokoić nas fakt, że ks. Natanek porównuje się do ekskomunikowanego abpa Marcela Lefebvre’a oraz wyświęconych przez niego biskupów. Czyżby świadomie dążył do schizmy?

Nie oskarżałbym jednak ludzi, ale usiłował ich zrozumieć. Trzeba by też z nimi rozmawiać, aby móc coś powiedzieć o ich motywacji. Tym większa więc odpowiedzialność i wina księży, kiedy tę niewiedzę ludzi wykorzystują mącąc im w głowach.

Ks. Natanek mówi masę nielogicznych, sprzecznych z katechizmem rzeczy i nikogo to nie niepokoi. Co dzieje się z naszą formacją katolicką?

W wypadku ks. Natanka mamy najpierw – jak sądzę – opór wobec kościelnej władzy, a potem dopiero „niepoprawności teologiczne”. Może i niejeden ksiądz mówi rzeczy sprzeczne z katechizmem. Kiedy ksiądz zdradza swoje sympatie polityczne na ambonie, czy nie mówi rzeczy sprzecznych z nauczaniem Kościoła? Jestem pełen podziwu dla wiernych, którzy tak cierpliwie słuchają nieraz naszych – jakże niedoskonałych – kazań. To wyraz ich wiary. A jeżeli ktoś, odchodząc od konfesjonału, czuje się upokorzony, to czy usłyszał tam Dobrą Nowinę? Brak wyczucia i delikatności w konfesjonale to jeden z większych naszych grzechów. Co jest z naszą formacją katolicką? – pyta pani. To ważne pytanie. Ale nie potrzeba skandalu wywołanego przez ks. Natanka, by je sobie postawić. W całej posłudze i nauczaniu ks. Natanka zaczyna dominować jakaś samowola.

Czy widzi Ojciec jakieś analogie lub podobieństwa z innymi zjawiskami z przeszłości Kościoła?

Historyk Kościoła, który dobrze zna analogiczne sytuacje z przeszłości oraz sprawę ks. Natanka, pewnie mógłby dopatrzyć się podobieństw. Byłbym bardzo ostrożny w prognozowaniu przyszłości tego, co dzieje się wokół niego. Kierując się bardziej intuicją niż szczegółową analizą sytuacji, byłbym skłonny twierdzić, że cały ruch wokół ks. Natanka wygaśnie z czasem w sposób naturalny. Kto dziś pamięta o „objawieniach” w Oławie i o co tam chodziło? A przecież zjeżdżali tam ludzie z całej Polski. Sądzę, że gdyby nie Internet, ks. Natanek by nie zaistniał. W jednym kazaniu chwali się wiernym, że danego dnia miał dziesięć tysięcy wejść na swoją stronę internetową. Było to w dniach największego nagłośnienia jego wypowiedzenia posłuszeństwa biskupowi. Cóż to jest w Internecie dziesięć tysięcy?

Jak powinni na to zjawisko reagować świeccy oraz duszpasterze. Czy przez taki „dopust” Pan Bóg coś chce nam powiedzieć, czy jest to wyzwanie dla świeckich i duszpasterzy?

Winniśmy reagować bardzo pokornie, w duchu prawdy, z wiarą, z szacunkiem, miłością i współczuciem dla ks. Natanka i ludzi, którzy zostali przy nim. Nie wiem, co Pan Bóg chce nam powiedzieć, ale z pewnością winniśmy potraktować tę sytuację jako wyzwanie. Dlaczego ludzie idą za zbuntowanym księdzem? To jest – w moim odczuciu – bardzo ważne pytanie dla nas, księży. Z kim my ich najpierw wiążemy: z sobą, z hierarchią, ze strukturami kościelnymi czy też z Jezusem? Wszystko, co nie prowadzi w Kościele do Jezusa, zwodzi ludzi, okłamuje ich i staje się przeszkodą w ich zbawieniu. W Kościele wszystko i wszyscy mają służyć wyłącznie Jezusowi. Inne ważne pytanie: o co nam chodzi, osobiście, gdy pracujemy z ludźmi i dla ludzi? Czego my oczekujemy od ludzi? Jaka jest bezinteresowność naszej posługi?

Sprawę ks. Natanka trzeba też potraktować z najwyższym spokojem i cierpliwością. Im więcej będzie krytyki, rozdzierania szat, potępiania, tym sprawa może dłużej się ciągnąć. Za buntem ks. Natanka przeciw jego biskupowi jest też jego osobisty dramat, jego cierpienie. W swojej nieco ekshibicjonistycznej szczerości wcale tego nie ukrywa. Po ogłoszeniu suspensy skarżył się do ludzi: „Zabrano mi wszystko”. Rzecz w tym, że w Kościele my nie mamy nic na własność. I tak, gdy przychodzi wiek emerytalny, władza kościelna pozbawia funkcji i stanowisk nie tylko księży, ale i biskupów, choć niejeden byłby w stanie jeszcze długo posługiwać. I choć zachowanie ks. Natanka nas dotyka, to jednak nie daje nam prawa do jakiegokolwiek lekceważenia jego bólu. A kiedy ks. Natanek wypomina nam nasze kościelne grzechy i słabości, nie należy z tym polemizować, ale brać sobie to do serca.