Prawda i prawda „Wyborczej”

Andrzej Grajewski

GN 38/2011 |

dodane 22.09.2011 00:15

„Gazeta Wyborcza” sugeruje, że metropolita katowicki interweniował u prokuratora generalnego w sprawie sprzedaży ziemi. To fałszywa interpretacja. Metropolita zwracał uwagę na ingerowanie w wewnętrzne sprawy Kościoła.

Prawda i prawda „Wyborczej” Henryk Przondziono Środki ze sprzedaży ziemi, którą parafia w Radzionkowie otrzymała jako rekompensatę od Komisji Majątkowej zostały przeznaczone m.in. na remont kościoła pw. św. Wojciecha

Tekst Marcina Pietraszewskiego (GW z 8.09.2011) zaczyna się ostrym wstępem: „Domagam się zaprzestania działań wymierzonych w autonomię Kościoła – napisał metropolita górnośląski do prokuratora generalnego. Chodzi o sprzedaż ziemi”. Autor więc jednoznacznie sugeruje, że celem działań biskupa katowickiego była obrona partykularnych interesów, związanych z obrotem nieruchomościami. W tle artykułu pojawia się teza, że arcybiskup występuje w obronie duchownego, zamieszanego w dwuznaczną transakcję. Posługując się wyrwanymi z kontekstu zdaniami z listu, jaki abp D. Zimoń wysłał 7 lutego br. do prokuratura generalnego Andrzeja Seremeta, GW stara się przedstawić działania metropolity jako formę nacisku na prokuratora prowadzącego śledztwo. Dziwny to obyczaj, że prokuratura udostępnia dziennikarzom swoją korespondencję. Pietraszewski nie wspomina nawet o tym, że cytowany przez niego wybiórczo jeden z listów abp. Zimonia jest kolejnym głosem w sprawie budzących poważne wątpliwości działań prokuratury. Metropolicie katowickiemu nie chodzi o obronę kogokolwiek, ale o obronę podstawowych zasad, jakie powinny obowiązywać w relacjach między Kościołem a państwem.

Od Świerklańca do Radzionkowa

Sprawa, o której pisze GW, zaczęła się od śledztwa wszczętego we wrześniu 2008 r. przez Prokuraturę Okręgową w Gliwicach (sygnatura V Ds. 101/08/Sp). Chodziło o podejrzenie poświadczenia nieprawdy w operacie szacunkowym, oceniającym wartość rynkową nieruchomości rolnej położonej w Świerklańcu.

Komisja Majątkowa przyznała ją krakowskiemu Towarzystwu św. Brata Alberta jako rekompensatę za mienie zagrabione w czasach PRL. W trakcie tego postępowania pojawił się wątek uboczny, związany z obrotem ziemią przez parafię św. Wojciecha w Radzionkowie. Parafia za mienie zabrane w czasach PRL otrzymała rekompensatę, 173 hektary położone w Czekanowie. Według operatu szacunkowego, przygotowanego dla Komisji Majątkowej przez biegłych, wartość tej ziemi wynosiła 5,1 mln zł. Proboszcz parafii ks. Damian Wojtyczka otrzymał pisemną zgodę arcybiskupa katowickiego na sprzedaż ziemi za konkretną kwotę, co wiązało się z pilnymi potrzebami finansowymi parafii, jak i innych podmiotów z terenu archidiecezji. Dlatego ziemię sprzedano nabywcy, który natychmiast chciał ją kupić. Można zapytać, czy nie należało poszukać nabywcy gotowego zapłacić więcej. Tylko wówczas, aby sfinansować remonty, parafia i archidiecezja musiałyby wziąć kredyt w banku, a wtedy odsetki przekroczyłyby wartość ziemi, nawet według wyceny z operatu. Nabywcą ziemi był Jacek Domogała, znany na Górnym Śląsku biznesmen.

Podejrzenie prokuratorów wzbudził fakt, że ziemię, której wartość oszacowano na 5,1 mln zł, Domogała nabył za 3,4 mln zł. Należy podkreślić, że uczestnikami transakcji były podmioty prywatne, Skarb Państwa nie poniósł żadnej straty. Nie wzbudziła ona również wątpliwości ani notariusza, który sporządził akt notarialny, ani Urzędu Skarbowego, który otrzymał należne z tytułu sprzedaży opłaty i podatki, ani sądu, który dokonał odpowiednich wpisów w księgach wieczystych. Prokuratura tłumaczyła, że zajęła się sprawą, gdyż ocenie prokuratorskiej podlega obrót nieruchomości, które zostały przekazane podmiotom kościelnym w wyniku decyzji Komisji Majątkowej.

Nie czy, ale jak

Tej interpretacji nikt ze strony kościelnej nigdy nie kwestionował. Także faktu przesłuchania w związku z tym proboszcza parafii św. Wojciecha w Radzionkowie ks. Damiana Wojtyczki oraz dyrektora Wydziału Gospodarczego Kurii Metropolitalnej w Katowicach ks. Krzysztofa Gajdy. Wątpliwości wzbudziła forma przesłuchania duchownych, do którego doszło w grudniu 2009 r. oraz na początku lutego 2010 r. Według relacji duchownych, prokurator miał kwestionować uprawnienia metropolity katowickiego co do podejmowania decyzji w sprawie sprzedaży ziemi przez parafię w Radzionkowie oraz sugerował, że został on wprowadzony w błąd przez swych współpracowników. Podawał w wątpliwość zakres udzielanych przez metropolitę pełnomocnictw, a także pouczał przesłuchiwanych duchownych, w jaki sposób powinni stosować prawo kanoniczne w wewnętrznych sprawach Kościoła. Nie tylko interesował się składem osobowym Rady ds. Ekonomicznych, ale i przebiegiem oraz tematyką spotkań wewnątrzkościelnych. Kwestionował przy tym prawo właściciela, czyli parafii w Radzionkowie, do sprzedaży swojej własności po niższej cenie.

Zdumieni duchowni dowiedzieli się od przesłuchującego ich prokuratora, że reprezentuje on wymiar sprawiedliwości, co upoważnia go do nadzoru nad przestrzeganiem przepisów zarówno prawa kanonicznego, jak i dyscypliny kościelnej. Tego metropolicie katowickiemu było zbyt wiele, dlatego 18 lutego 2010 r. wystąpił z pismem do ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego, wówczas także prokuratora generalnego RP, protestując nie przeciwko przesłuchaniu, ale formie przesłuchania obu duchownych, jego zdaniem, naruszającej autonomię Kościoła i wchodzącej w zakres władzy biskupiej. Pismo abp. Zimonia w odpisie trafiło do prokuratury gliwickiej, która w marcu 2010 r. ustosunkowała się do postawionych w nim zarzutów. Prokuratura odrzuciła większość uwag biskupa, inaczej interpretując słowa wypowiedziane podczas przesłuchania duchownych. Warto jednak zauważyć, że w tym piśmie potwierdzona została kwestia, że prowadzący przesłuchanie prokurator podniósł kwestię niewiedzy arcybiskupa o rzeczywistej wartości nieruchomości. Miesiąc później w tej sprawie wypowiedziała się także Prokuratura Generalna. Ponieważ w tym czasie minister sprawiedliwości przestał być prokuratorem generalnym, odpowiedź w imieniu prokuratora generalnego przysłał w kwietniu 2010 r. jeden z dyrektorów departamentu Prokuratury Generalnej RP.

Uzasadniał w nim konieczność przesłuchania obu duchownych, podkreślając jednocześnie, że celem tych działań nie było ingerowanie w wewnętrzne sprawy Kościoła katowickiego ani kwestionowanie ważności umowy sprzedaży ziemi przez parafię w Radzionkowie. Przyznał także, że ocena sprzedaży ziemi przez parafię, nawet po cenie niższej niż ustalona w operacie szacunkowym, jest sprawą wewnątrzkościelną, a procedura zbycia nieruchomości przez podmioty kościelne jest regulowana przepisami prawa wyznaniowego oraz art. 5 Konkordatu.

Kolejne przesłuchanie

Te wyjaśnienia nie zakończyły jednak sprawy. 28 grudnia 2010 r. w sprawie sprzedaży własnej ziemi przez parafię w Radzionkowie przesłuchany został ekonom archidiecezji katowickiej ks. prałat Mirosław Piesiur. Pytano go m.in. o potrzeby finansowe archidiecezji oraz parafii, przyczyny sprzedaży nieruchomości przez parafię w Radzionkowie i metody wyłonienia nabywcy. Recydywa działań, które były przedmiotem listu biskupa katowickiego z lutego 2010 r., skłoniła go do ponownego zajęcia stanowiska w tej kwestii. Stosowne pismo zostało wysłane do prokuratora generalnego i treść tego pisma została, prawdopodobnie przez kogoś z otoczenia prokuratury w Warszawie bądź w Gliwicach, przekazana dziennikarzowi „Gazety Wyborczej”. Trudno dociec, jakimi racjami kierowała się redakcja „Gazety Wyborczej”, nagłaśniając sprawę pół roku po jej wyjaśnieniu w taki sposób, aby, manipulując faktami oraz wyrwanymi z kontekstu cytatami z listu arcybiskupa, sugerować czytelnikom, że hierarcha próbował naciskać na prokuraturę w sprawie sprzedaży ziemi przez parafię w Radzionkowie.

Tymczasem 28 lutego br. prokuratura w Gliwicach umorzyła śledztwo w tej sprawie, stwierdzając, że sprzedaż ziemi przez parafię w Radzionkowie nie zawiera znamion czynu zabronionego. W połowie marca br., a więc już po umorzeniu, odezwał się prokurator generalny z informacją, że przekazał skargę arcybiskupa do zbadania właściwemu prokuratorowi, który nie dopatrzył się w swoim postępowaniu niczego niewłaściwego. Ale w myśl zasady wyśpiewanej niegdyś przez „Skaldów”, że nie o to chodzi, aby złapać króliczka, ale by gonić go, gdy sprawę umorzyła prokuratura w Gliwicach, do akcji wkroczyło CBA, stawiając tezę, jak pisze GW, że wycena ziemi przekazywanej parafii przez Komisję Majątkową mogła być zaniżona. Trudno uwierzyć, że państwo, inicjując w 1989 r. powstanie Komisji Majątkowej, deklarowało, że chodzi o szybki i polubowny zwrot mienia zagrabionego przez PRL. Te intencje zostały całkowicie wyparte z debaty publicznej, a Kościół – poddany medialnemu ostracyzmowi – z ofiary, którą okradziono, stał się winnym, który sięga po cudze. I na dodatek powinien się tłumaczyć, jaki użytek robi ze swej własności.

Tagi: