Taka piosenka dla dzieci: czytaj Biblię módl się co dzień, jeśli wzrastać chcesz.
Dobrze się mam. Myślę o mojej pracy. Wymaga ode mnie między innymi... czytania Pisma Świętego. Super, nie? Inni muszą na to znaleźć siły i czas, mobilizować się w Tygodniu Biblijnym, ja mogę czytać w ramach swojej pracy... Nie, nie ironizuję. To naprawdę wielka łaska. Dzięki niej...
I tu już gorzej. Bo przez to widzę, jak w praktyce dalecy bywamy ewangelicznych ideałów. Jak łatwo tworzymy sobie zasady „ewangeliopodobne”... Dość bolesna konstatacja...
Miałem napisać tekst do najbliższego Gościa Extra. O nowotestamentalnych listach świętego Piotra. Trzeba więc było je kolejny raz przeczytać. No i sięgnąć do komentarza, żeby z powodu niewłaściwego zrozumienia tekstu czegoś głupiego nie palnąć. Czytałem więc i... Przyznam, że i te listy, i listy Jakuba i Judy, ale i Ewangelię Jana czytało mi się kiedyś trudno. To pisma, w których mnóstwo polemiki, krytyki. Nie przystające do obrazu radosnej Dobrej Nowiny, co to tańczy, śpiewa i woła Alleluja. Ale gdy czytam je dziś, już się nie dziwię...
Z listów Piotra zwłaszcza ten drugi pełen jest gwałtowności. Śmieję się, że bardzo pasuje do charakteru Piotra (choć wielu biblistów uważa, że nie napisał go Piotr). Ale, jak napisałem, nie dziwię się temu. Coraz lepiej rozumiem. To przecież odpowiedź na konkretne wypaczenia, konkretne urągające Ewangelii poglądy. I przede wszystkim reakcja na nie przystające do niej życie. Jakby wiara była jednym, a życie drugim.
Tak, czytając Pismo Święte, coraz wyraźniej widzę, że i to, co czasem prezentuje sobą katolicyzm trzeciej dekady XXI wieku w Polsce, słabo przystaje do nauki Ewangelii. Widzę nie tylko rozjazd między ideałami a życiem, ale spłaszczenie ideałów. Z powodu różnych niby konieczności, niby niesprzyjających życiu Ewangelią okoliczności, wyjątków od ewangelicznych zasad...
Ewangeliczne ideały? Funkcjonują oczywiście w warstwie słownej. W praktyce... Niekoniecznie. Tylko u tych, którzy mają odwagę konfrontować z nimi swoje życie.
Zbyt wielu takich, którym wystarcza minimum. „Byłem w niedzielę w kościele”, „nikogo nie zabiłem” (doprowadzenia do rozstroju nerwowego to nie obejmuje) , „żony nie zdradziłem”, „na włam nie chodziłem” (zwyczajna nieuczciwość już nie przeszkadza) Słowa? O tak, złe słowa to wielki grzech! Robienie największych świństw bez słów już grzechem nie jest. A kochaj bliźniego jak siebie samego? O rety, to ideał, nieosiągalny; może kiedyś, gdy okoliczności będą lepsze...
A autorzy wszystkich tych pism, o których wspomniałem – i nie tylko oni – przypominają: wierzyć to stać się chrześcijaninem z krwi i kości. Zakładanie od okazji do okazji chrześcijańskiego stroju nie to za mało. To oszukiwanie. Boga, bliźnich, samego siebie...
Jest więc wielka łaską, że w ramach mogę (muszę!) czytać Pismo Święte, ale jest to też dla mnie jakieś wyzwanie. Zmieniać swoje myślenie, zmieniać życiową postawę. By czyny odpowiadały ideałom. Tak, ciągle się nawracać.