Po owocach ich poznacie – mówił Jezus. Mnie owoce tego pontyfikatu cieszą.
No to przyszedł ten długo oczekiwany przez wielu deszcz. Pewnie i tak go za mało, ale, wiadomo, pogoda wszystkim nie dogodzi. Ósmy dzień maja, rocznica wyboru Leona XIV...
Sporo dziś w naszym portalu tekstów nawiązujących do tej rocznicy. O duchowej sylwetce tego papieża, o jego priorytetach, o dokonaniach... Między innymi wczorajszy świetny komentarz ks. Włodka Lewandowskiego. Nie ma co zabierać się za wyważanie otwartych drzwi. O jednym nikt inny napisać jednak nie mógł ;) O tym, jak ja sam odbieram papieża Leona.
Gdy na początku jego pontyfikatu pojawiały się krytyczne głosy na jego temat niespecjalnie się dziwiłem. Nie, nie to, że sam mogłem nowemu papieżowi coś zarzucić! Swoje lata już jednak mam i fakt, że ktoś na podstawie drobiazgów, czy nawet bez żadnych podstaw, tworzy jakieś pełne wyrzutów katastroficzne wizje, nie jest dla mnie niczym zaskakującym. Sam przyjąłem wtedy postawę wyczekiwania. Nie próbowałem, i w sumie ciągle nie próbuję, wkładać tego papieża do jakiejś swojej szufladki. I oby tak zostało jak najdłużej: włożenie do szufladki zawsze powoduje jakieś zamknięcie się na prawdę; trudno przyznać, gdy trzeba by opinię zrewidować. Po roku głosom krytycznym wobec tego papieża zaczynam się jednak dziwić coraz bardziej. Bo w moim odczuciu to świetny papież.
Dlaczego? Wszystko chyba zależy od oczekiwań. Naszych oczekiwań wobec papieża. Niezadowoleni z niego są więc ci, których oczekiwań nie spełnia. Nie zastanawiając się specjalnie, czy to oczekiwania słuszne. Ja od papieża oczekują chyba tylko jednego: żeby zgodnie z poleceniem Jezusa „utwierdzał braci w wierze” (Łk 22, 31-32). I z tego zadania wobec mnie, anonimowego dlań chrześcijanina z dalekiej Polski, ten papież - na razie - wywiązuje się świetnie. Tak, czuję się przez niego „utwierdzany w wierze”. Wspierany dobrym słowem, zachętą i życzliwością do trwania. Umacniany w przekonaniu, że w ogólnym zarysie dobrze zrozumiałem Chrystusową Ewangelię i by dostosować do niej swoje życie nie muszę dokonywać w swoim życiu permanentnych rewolucji, miotając się między kolejnymi wskazaniami dotyczącymi tego, jaki to przede wszystkim powinien być dobry chrześcijanin. W tym co ten papież mówi, w tym jaką przyjmuje postawę, odnajduję to, co sam już odczytałem jako orędzie Chrystusa. Nie, papież naprawdę nie musi uczyć mnie nowego, bo przecież staram się iść drogą za Jezusem od niemal pół wieku. I nikt za mnie tej drogi nie przejdzie. Ale oczekuję od niego właśnie tego utwierdzenia w wierze. I to u niego znajduję. Jak znajdowałem wcześniej u Jana Pawła II, Benedykta XVI...
Szczególny rys tego pontyfikatu? Dla mnie to bycie Leona XIV człowiekiem pokoju. Nie tylko taką postawę deklaruje, ale faktycznie ją sobą prezentuje. Spokojny, ważący słowa, nie zaogniający sporów, a starający się je raczej gasić, gotowy rozmawiać i z tymi, z którymi mu po drodze i z tymi, których sposobu widzenia spraw nie podziela... Taka Ewangelia w praktyce papieskiej posługi. Dziękuję Bogu, że dał nam takiego papieża. Oby więcej przywódców, nie tylko kościelnych, w jego stylu...