Uśmiecha się ksiądz do dzieciaka, po czuprynie pogłaszcze? Podejrzane to jakieś.
„Już wcale nie chodzisz do kina?” – pyta znajoma. „Czasem do parafialnego klubu filmowego, ale też właściwie rzadko” – odpowiadam. „A co to właściwie takiego ten parafialny klub filmowy?” Salka, ekran nieduży w porównaniu z tym kinowym, kameralna atmosfera, kubek herbaty na rozgrzewkę i coś słodkiego albo popcorn na dodatek. „I pewnie nudne kościółkowe filmy” – znajoma jest złośliwie dociekliwa. „No, różne” - odpowiadam i żeby udowodnić, że jej ocena nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, wymieniam jednym tchem „Dźwięk wolności,” którym się znajoma niedawno zachwycała i „Przełęcz ocalonych.” „Przełęcz ocalonych” – krzywi się moja koleżanka.- Okrutny, brutalny, żeby coś takiego… No widzisz, co Kościół serwuje”. (Piszę Kościół z wielkiej litery, ale moja znajoma najwyraźniej mówi z małej.) „Miał dobre recenzje. Film znaczy się” – próbuję ze słabym skutkiem. Nie wygodzisz malkontetowi choćby na rzęsach stanąć.
Uśmiecha się ksiądz do dzieciaka, po czuprynie pogłaszcze? Podejrzane to jakieś. A zachowuje na wszelki wypadek dystans? Sztywniak taki nieprzystępny.
W wiejskiej parafii trafił się proboszcz dość towarzyski. Wyszło na to, że żarłok i opój, nie żeby przyjaciel celników i grzeszników, ale w każdym razie nie tej części wsi, co trzeba. Przyszedł następny, bardziej ascetyczny. Gospodyni mu niepotrzebna, obiadki jadał w szkole, a w wolne dni sam sobie pichcił. Zimą śnieg sprzed probostwa odgarniał, przed Wielkim Postem szedł do lasu po kamienie i cierniste gałązki na dekorację kościoła. Ale i on nie wszystkich zadowolił… Bo kto to widział tak dziadować? Nie przystoi duchownej osobie.
Zachwycisz się kościołem w centrum starej dzielnicy pięknie wyremontowanym wraz z przyległościami? Usłyszysz, że Kościół się pyszni, a obok domy takie biedne… Zauważysz przytomnie, że od kiedy budynek kościelny odnowiony, to i ludzie trochę bardziej dbają o swoje. Powoli, ale coś niecoś promieniuje. Machnięcie ręką, zmiana tematu.
Rzucisz pieniądze na wystrój i utrzymanie kościoła i zaraz wykład malkontenta, że lepiej byłoby ubogich wesprzeć. Zajmiesz się ubogimi, to zapytają, na co ci patola taka. Inwestować w to własne zasoby, czas i siły to jakby wodę sitkiem przelewać. Daremna robota, ale wiadomo – tak was w tym kościele (czy Kościele) uczą.
Co pozostaje? To, co zawsze. Po prostu robić swoje.