Angielscy kibice: piłka to dla nas coś więcej niż religia

PAP |

publikacja 24.05.2026 13:05

To odskocznia od codzienności.

Podczas meczu na trybunach RONALD WITTEK /PAP/EPA Podczas meczu na trybunach
To chyba quasireligia nie tylko dla kibiców brytyjskich. Na zdjęciu: w czasie meczu Bayern Munich vs VfB Stuttgart

Piłka to coś więcej niż religia - mówią PAP w Londynie fani piłki nożnej. Futbol na wyspach brytyjskich stanowi dla wielu ważną część życia i jest wszechobecny. Mimo komercjalizacji kibice nadal z czułością śledzą swoje ukochane kluby i zapewniają, że jest to ich odskocznia od trudów codzienności.

- Jestem kibicem Chelsea. Mamy wielu rywali, a zwłaszcza w Londynie - są tam cztery różne drużyny - wszyscy jesteśmy rywalami. Kiedy idę na mecz, to chcę pokonać rywala, chcesz być zawsze od niego lepszy - podkreśla Ronnie, który rozmawia z PAP nieopodal Loftus Road, przy której znajduje się stadion klubu Queens Park Rangers.

Historyk z uniwersytetu Goldsmiths w Londynie Ariel Hessayon w rozmowie z PAP wyjaśnia, że wśród londyńskich zespołów profesjonalnych najstarszy jest Fulham, którym został założony w 1879 roku.

Jednak pierwsze kluby piłkarskie pochodzą z regionu Lancashire (kluby takie jak Blackburn Rovers, Bolton Wanderers, Burnley, Everton, and Accrington Stanley) i Midlands (kluby takie jak Aston Villa, West Bromwich Albion, Wolverhampton Wanderers, Notts County).

- Najstarszym klubem na świecie jest Sheffield FC, a najstarszym członkiem pierwszej ligi piłki nożnej (Football League) jest Notts County F.C. z Nottingham, który wciąż istnieje i obecnie rywalizuje w czwartej lidze - dodaje Hessayon.

- W mojej paczce przyjaciół w większości jesteśmy fanami Chelsea, ale mamy takiego jednego przyjaciela, który jest za Tottenhamem. Oni prawdopodobnie spadną z ligi, więc wszyscy się z niego nabijamy. Myślę, że to nas wszystkich zbliża do siebie - wyjaśnia Ronnie.

- Mimo że jesteśmy za rywalizującymi zespołami, to nadal ta rywalizacja nas zbliża. Oni się z nas śmieją i my się z nich śmiejemy - mówi. Ronnie zaznacza, że ma nawet kumpli, którzy kibicują Arsenalowi. To zespół, który jest największym rywalem Chelsea i Tottenhamu, a we wtorek zapewnił sobie mistrzostwo Anglii.

- Powiedziałbym, że to pozwala oderwać się od świata zewnętrznego. Spotykacie się w gronie przyjaciół, idziecie w jedno miejsce, oglądacie razem mecz, krzyczycie i dopingujecie razem. To tak samo, gdy grasz w piłkę, całkowicie zapominasz o świecie zewnętrznym, po prostu koncentrujesz się na grze - zaznaczył.

Mecze piłkarskie od stuleci wpisują się w prozę życia dużej części angielskiego społeczeństwa. - Tradycyjny gwizdek początkowy każdego meczu jest o godz. 15 w sobotę, ponieważ wcześniej ludzie szli na poranną zmianę do fabryki, wychodzili, jedli obiad i szli obejrzeć mecz - opowiada Hessayon, zwracając uwagę, że dotyczy to klasy robotniczej, która mogła sobie pozwolić na wydanie 2 funtów na bilet.

Najuboższa część społeczeństwa skarżyła się, że jest to dla niej niedostępną rozrywką. Niemniej historyk zwraca uwagę, że prócz licznych profesjonalnych klubów rozwijały się setki amatorskich organizacji. - Kluczowe dla popularności piłki nożnej było i jest to, że ludzie w nią grają. W Manchesterze czy Liverpoolu pod koniec XIX wieku było już ponad sto klubów amatorskich - zaznacza.

- Stadiony zazwyczaj nie były położone na obrzeżach miast, tak jak teraz, ale w centrach i sąsiadowały z fabrykami, przy których mieszkali robotnicy - mówi historyk i podaje przykład stadionu Old Trafford, na którym wciąż gra zespół Manchesteru United. W sąsiedztwie stadionu jest browar, na którego miejscu istniały kiedyś liczne fabryki i to właśnie stamtąd pochodzili zagorzali kibice i niektórzy zawodnicy Czerwonych Diabłów.

Ronnie zapytany o rosnące ceny biletów na mecze Premier League odpowiedział, że nie widzi w tym jakiegoś wielkiego problemu. - Jeśli chcesz iść na mecz, idź na jeden, nie musisz być na wszystkich - zauważa. Można też chodzić na kluby grające w niższych ligach. - Ja też to czasami robię, chodzę na mecze QPR, którego stadion jest tuż za rogiem - wyjaśnia i dodaje, że są tam tańsze bilety i koniec końców to też futbol. - Mogę nie być ich kibicem, ale lubię tę atmosferę, którą tworzą kibice. To prostu kultura, która łączy ludzi - kończy Ronnie.

Mick, z którym PAP rozmawia w jednym z pubów w zachodnim Londynie, ma koło 70 lat i przyznaje, że nie śledzi już tak bardzo piłki nożnej, jak kiedyś. - Wiele się zmieniło. Na stadionach już się nie stoi, bo wiesz, była tragedia na Hillsborough i inne - mówi. Dopytany o skutek, jaki to wywarło na kulturę kibicowania, Mick podkreślił, że jest bezpieczniej, "ale atmosfera już nie jest tak gorąca, jak kiedyś". - Nie jest już tak fanatycznie - podsumowuje.

Hessayon tłumaczy, że z jego pracy badawczej wynika, że ponad 12 tys. kibiców oglądało mecze Pucharu Anglii (FA Cup) na początku lat 80 XIX wieku. - Kobiety to wówczas między 5 a 10 proc. widowni - dodaje.

- Powiedziałbym, że Anglia bez piłki nożnej jest cholernie nudna - ocenia Matt, siedzący kilka stolików dalej od Micka. Dodaje, że zbliżające się mistrzostwa świata - zostaną rozegrane w Ameryce Północnej; mecz otwarcia ma odbyć się 11 czerwca w Meksyku - sprawiają, że poziom emocji rośnie jeszcze bardziej. - Mimo że od 60 lat ich nie wygraliśmy, to za każdym razem wierzymy, że teraz się uda - podkreśla z ironią.

Jego zdaniem klubowa rywalizacja jest też wspaniała, ale z perspektywy kibica buduje napięcia między ludźmi, a podczas zawodów, w których rywalizują reprezentacje "wszyscy się jednoczą i kibicują jednej drużynie".

Przyjaciel Matta, Ethan, wspomina, że gdy mieszkał w Australii, to nawet tam, gdzie piłka nożna nie jest na najwyższym poziomie, poczuł atmosferę, którą zna z rodzimego Londynu. - Oni kochają oglądać Premier League, mimo że mecze są tam w środku nocy. Pojedziesz na koniec świata i nawet tam spotkasz ludzi oglądających angielską piłkę - zaznaczył z dumą. Dodał, że to "jest jak religia". - To ważniejsze niż religia. Nie jestem osobą religijną, ale to (piłka nożna) jest moim wyznaniem - podkreśla.

Historyk z Goldsmith przypomina początki futbolu. Zasady i piłka nożna, jaką znamy, zrodziła się w elitarnych szkołach z internatem i na uniwersytetach, ale kultura kibicowania i profesjonalizacja tego sportu wytworzyła się w Anglii dzięki robotnikom po rewolucji przemysłowej.

- Pierwotny futbol jest grany przez chłopców z elitarnych szkół z internatem, przez arystokratów, bogatych ludzi i oni są amatorami - opowiada Hessayon i dodaje, że ich podejście do sportu charakteryzuje dżentelmeński etos (ang. Corinthian Spirit), polegający na grze dla samej przyjemności i rywalizacji z zachowaniem szacunku dla rywala.

- Oni wzbraniają się od jakiejkolwiek formy profesjonalizacji w sporcie, ponieważ chodzi w nim o zachowanie dobrej formy fizycznej, co niekiedy jest związane z "chrześcijaństwem muskularnym" (ruchem społeczno-religijnym popularnym w epoce Wiktoriańskiej, w ramach którego uważa się, że sport pozwala zachować dobry kierunek w życiu społecznym i religijnym). Jednak w przypadku klasy robotniczej szybko staje się to źródłem zarobku - tłumaczy.

Pierwsi zdobywcy Pucharu Anglii w latach 70. XIX wieku byli amatorami i w większości wywodzili się z elit. - Do profesjonalizacji dochodzi wraz z powstaniem Ligi Futbolu (Football League) w 1888 roku i nieoficjalnie chwilę wcześniej - podkreśla Hessayon i zaznacza, że profesjonalny charakter rozgrywkom nadaje się w 1885 roku na mocy decyzji Związku Futbolu (Football Association), który z kolei powstał w 1863 roku. Wówczas zezwala się płacić zawodnikom za grę. Historyk wyjaśnia, że kluby utworzone przez przedsiębiorców przy fabrykach w regionie Lancashire i Midlands płaciły już wcześniej zawodnikom, ale "pod stołem".

Zdaniem historyka to dekada lat 80. XIX wieku jest kluczowa dla rozwoju sportu, bo z jednej strony on się profesjonalizuje, ale też elity odchodzą od piłki nożnej, uznając ją za brutalny i nie wystarczająco godny sport. - Oni by powiedzieli, że stał się niedżentelmeński - mówi z uśmiechem historyk.

W niedzielę zostanie rozegrana ostatnia w tym sezonie kolejka Premier League. Wszystkie mecze rozpoczną się o godz. 17.00 polskiego czasu.

Antoni Wiśniewski-Mischal (PAP)

awm/ krys/